sobota, 31 maja 2014

piątek, 30 maja 2014

dzisiaj Maciek

Dzisiaj prezentujemy Maćka, który przyjechał do nas na wakacje ;)


Gość się czuje swobodnie, jak u siebie. Goni się z Tosią. Robi "noskami" z Dyziem. Przytula się do wszystkich ludzi bez wyjątku. Jest bardzo zazdrosny, jak mówi się pieszczotliwie do Dyzia, to przybiega i wpycha się na trzeciego. Śpi w hamaczku na drapaku całą noc. W porze dnia jego ulubionym miejscem jest parapet, gdzie leży na podusi (przygotowanej specjalnie dla niego).
 

 

czwartek, 29 maja 2014

kocia opieka

Od kilku dni opiekuję się chorą Pańcią, Nie odstępuję jej na krok, mruczę do ucha, żeby nie było jej smutno. Wygrzewam nogi. A wygibasami poprawiam humor.
 
 
Nasz pierwszy dzień chorowania i dużo spania ;)
 


Czwartego dnia Pańcia już się denerwowała. A mnie tam nie przeszkadza leżenie z nią w łóżku. Lubię sobie poleżeć w pościeli. Nie rozumiem dlaczego Pańcia tak narzeka.....


Robiłem pocieszne miny, żeby jej poprawić humor. Pańcia cały dzień w domu, w dodatku w łóżku. Cóż przyjemniejszego może spotkać kotka?



Opiekuję się Pańcią, zabawiam, grzeję w nogi. A ona się nawet jogurtem nie podzieli....... Ludzka wdzięczność..... ehhhh



niedziela, 25 maja 2014

kocie gadżety cz. II

Ostatni post z tej serii był w marcu 2013! Zdecydowanie od tego czasu przybyło mi kocich gadżetów, bo jak każda kociara nie mogę przejść obojętnie koło jakiegokolwiek kota ;) Część z tych kotów to prezenty, bo przecież najlepszym prezentem dla kociary jest kot ;) Nie ukrywam, że wpis na blogu Monika, cookies and cat mnie zmotywował, żeby wreszcie pozbierać moje kocie przedmioty. Sama się dziwię, że tego tyle jest, a pewnie o czymś zapomniałam ;)
 
Kolczyki, czarne koty. Kupione w Empiku.
 
 
Różowe koty dostałam w prezencie
 

 
Srebrny wisiorek kot z kryształem Swarovskiego (także prezent)
 
 
Dwa drewniane koty, dostałam w prezencie. Jeden przyjechał aż z Egiptu ;)
 
 
Koci zegarek chodził za mną długo. Wreszcie się zdecydowałam na taki.
 
 
Ta bransoletka spodobała mi się ze względu na niebieskie kocie oko, identyczne jakie ma Tosia ;) Na dokładkę kocia zawieszka. Bransoletka zamówiona u Tally's, mam słabość do tej biżuterii ;)
 
 
Tę bransoletkę zrobiłam sobie sama, w przywieszce kocie łapki
 
 
A na koniec koszulka z kotem. Ufff sporo tego ;)
 







sobota, 24 maja 2014

rowerowy spacer czyli Witka podróże małe i duże

Przyszedł czas na relację z mojego pierwszego rowerowego spaceru.
 
Oto moja bezcenna mina pt. "ale o co chodzi?"
 

Potem trochę się wyluzowałem.


Na deptaku wzbudzałem sensację i zdobyłem kilku fanów ;) Na razie zwiedziłem najbliższą okolicę, ale już niedługo zapuszczę się w dalsze miasto!



czwartek, 22 maja 2014

myjcie nogi!

Zbliża się weekend, więc postanowiłem umyć nogi. Zawsze lepiej mieć czyste ;)


Pańcia obiecała wreszcie wrzucić moją minę z pierwszego rowerowego spaceru. Ostatnio była bardzo zajęta, a w wolnych chwilach miziała mnie zamiast siedzieć na blogu. Ale nadrobi zaległości!

poniedziałek, 19 maja 2014

kosz rowerowy

Z okazji nadchodzącego Dnia Dziecka (!) dostałem taki oto kosz.

Obniuchałem bardzo dokładnie



I mam mieszane uczucia co do tego kosza. Niby wygodny...


....ale ta krata to mi się troszkę źle kojarzy...


Czy mój ogonek może tak wystawać, czy lepiej go schować?

niedziela, 18 maja 2014

niedzielne kwiatki

A w niedzielę z Pańcią kwiatki robimy ;) Ja oczywiście zająłem najlepsze miejsce, na Pańcinych kolankach!
 
 

sobota, 17 maja 2014

a w telewizji....

Oglądaliśmy dzisiaj z Pańcią program o fotografowaniu kotów. Powiem Wam, że niektóre koty to są biedne. Na przykład jednego ubrali w pelerynkę i przeciwdeszczowy kapelutek i polewali wodą...tak powstawała sesja w strugach deszczu. Już nigdy nie będę narzekał na moją Pańcię, która mi pstryka fotę jak śpię ;)
 
 

sobotnie leniuchowanie

Wreszcie się mogę nacieszyć Pańcią. Przyssałem się i nie puszczę ;)

piątek, 16 maja 2014

na pocieszenie słoneczko

Gdyby komuś brakowało w ostatnich dniach słońca, zapraszamy do nas. Złapaliśmy ostatnie słońce. W gratisie mamy jeszcze Dyzia ;)

wtorek, 13 maja 2014

pożyczone ukradzione

Pożyczę sobie kilka tych papierowych pasków od Pańci. Ona ma tego tyle, że na pewno się nie zorientuje....
 
 



niedziela, 11 maja 2014

modelka

Tosia to bardzo wybredna modelka. Nie lubi się fotografować, ale czasami ma dzień dobroci dla fotografa i nie ucieka po pierwszym fleszu aparatu. Taka gratka się nie zdarza, więc wykorzystałam i zrobiłam kilka ujęć.
 
 
Tosia wyjątkowo pięknie pozowała. Sami zobaczcie
 




Natomiast chłopaki zbojkotowali i pozować ładnie nie chcieli ;)

 
 
A ja wczoraj wybrałam się do Kociarni Fundacji Stawiamy na Łapy. Bawiłam się z małymi rezydentami Kociarni. Już dawno nie miałam do czynienia z kotkami, które mieszczą się w dłoni. Maluchy przesłodkie ;) Tutaj możecie je podziwiać https://www.facebook.com/photo.php?v=778181035528082&set=vb.565977796748408&type=2&theater
 
A mieszkańcy Krakowa mogą się wybrać na Kiermasz Rzeczy Wszelakich w następny weekend 17-18 maja. Będą tam między innymi takie bransoletki
 
 

 


sobota, 10 maja 2014

pomocnik

Już wszyscy wiecie, że Dyziu to największy pomocnik w domu. Pomoże we wszystkim. Dzisiaj poszukiwania narzędzi w szafce "z wszystkim", więc zadanie trudne ;)

czwartek, 8 maja 2014

kot szczęśliwy

Witek czyli kot szczęśliwy


Z Witkiem chodzimy w odwiedziny do Tosi i Dyzia. Witek bardzo szybko nauczył się, że ma wejść do wiklinowej budki, jak chce iść ze mną. U rodziców chodzi za mną cały czas i mnie pilnuje, żebym przypadkiem nie zapomniała go zabrać ze sobą ;) Jak tylko usłyszy, że biorę klucze, wchodzi do wiklinowej budki i czeka.
 
 
Ale najlepiej czuje się u siebie w domu ;)
 

 

poniedziałek, 5 maja 2014

Witek w nowym domu

Obiecałam Wam w ostatnim poście, że opiszę dlaczego Witek zmienił dom. Ciężko jest zacząć, więc najlepiej zacznę od początku. Stali czytelnicy wiedzą jaki jest Witek. W celu przypomnienia możecie o naszej relacji przeczytać TUTAJ. Wielka miłość, ale nie taka łatwa i banalna. Witek miał wiele zachowań trudnych i nie do końca dla nas zrozumiałych. Często czytając kocie blogi spotykam się z tym, że jesteśmy bezradni w stosunku do niechcianych zachowań kocich. Bo przecież kot to tylko zwierzę, nie możemy mu przypisywać złośliwości. Prędzej uwierzę w to, że nie wiemy co nam chce przekazać, niż w to, że jest wredny ;) No ale ja nie o tym chciałam....
 
 
 
Witek często płakał pod drzwiami, wisiał na klamce, a każde otwieranie drzwi kończyło się ucieczką. Po jakimś czasie dawał sobie spokój i szedł spać, ale takie zachowania były dla nas trudne. Bo co on chce??? Dlaczego się tak zachowuje? Później zaczęło się podsikiwanie podłogi w okolicy drzwi wyjściowych. Może jest chory? Podejrzenie się sprawdziło. Chora wątroba. Po podleczeniu i tak te zachowania pozostały. Więc cóż było robić, tylko się pogodzić, że ten kot tak ma. Na szczęście rodzina była wyjątkowo wyrozumiała dla Witka.

 
 
Jakiś czas temu wyprowadziłam się z domu. Czas ten był trudny dla Witka i jeszcze trudniejszy dla mnie. Nie ukrywam, że tęsknota za kotami była ogromna. Po Tosi nie było widać, że robi jej to różnicę, bo to zdecydowanie kot mojej mamy. Dyziu to kot wszystkich, więc nadal na powitanie robi ze mną "baranki" (wtajemniczeni wiedzą co to takiego :D). Witek bardzo źle zniósł moją wyprowadzkę. Więcej płakał przy drzwiach, desperacko skacząc po klamce. Drapał drzwi. Jak wychodziłam serce krwawiło. Stawał przede mną pod drzwiami, a jego oczy mówiły "weź mnie ze sobą".... No i jak tu się nie poryczeć? Zamykałam drzwi i słyszałam jego zawodzenie.... Tego uczucia się nie da opisać. Kociarze zrozumieją....
 
W tym momencie na własnej skórze przekonałam się, że dom bez kota jest zwykłym mieszkaniem. Rozmawiałam z mamą, ale nie bardzo chciała oddać Witka. "Bo już się przyzwyczaił do Tosi i Dyzia, ma swoje ulubione miejsca, ma towarzystwo kotów przez cały dzień, a u mnie będzie siedział sam, jak ja będę w pracy". Pomyślałam, że może faktycznie, nie trzeba kotu mieszać w głowie. I znowu dylemat, czy go odwiedzać codziennie, czy nie przychodzić przez jakiś czas, żeby się przyzwyczaił, że mnie nie ma.... Pewnie dla Witka byłaby lepsza druga opcja, ale dzień bez spotkania z futrami był pusty. Postąpiłam egoistycznie i przychodziłam codziennie. I codziennie musiałam walczyć ze łzami przy wychodzeniu.
 
W połowie kwietnia wzięłam Witka do siebie na parę godzin. Nie wiem po co. Chciałam z nim pobyć. Okazało się, że Witek jest przeszczęśliwy. Siedział na moich kolanach, głośno mruczał... Po tym był w domu nie do wytrzymania. Ciągle wisiał na klamce. Moja mama skapitulowała i zgodziła się, żebym wzięła go na próbę.



 
 
Witek jest innym kotem. Przede wszystkim jest szczęśliwy i to widać. Ciągle mruczy, przychodzi do mnie na kolana i się tuli. Rano przychodzi do łóżka i mruczy. Bawi się i poluje przez szybę na gołębie. I chociaż nie ma luksusów typu hamaczki i drapaki, jest zadowolony. Ustalił sobie nowe ulubione miejsca. Ma swoją ulubioną wiklinową budkę i drapaczek-gąsienicę. Zamierzam mu też przynieść stary drapaczek, żeby mógł sobie siedzieć przy oknie i obserwować ulicę. Ładnie korzysta z kuwety i nie zdarzyło mu się wysikać poza. I co też ważne zawsze ma pełną miseczkę specjalnej karmy, co było trudne przy żarłoczku Dyziu ;) Teraz podjada chrupy kiedy ma na to ochotę, więc przytył i waży już ponad 3 kg!


 
 
Może ta historia pokaże, że mitem jest stwierdzenie, że kot przywiązuje się do miejsca, a nie do człowieka. Kiedy Witek siedzi mi na kolanach i mrucząc patrzy na mnie, na pewno mówi "nieważne gdzie, ważne, że z tobą" ;) Sami widzicie, Witek zmienił dom, ale Pańcia została ta sama.

Tak wyglądamy pisząc ten post