poniedziałek, 29 lutego 2016

weekend kotów i psa

Oni weekend mają cały tydzień, no ale w weekend mają więcej czasu ze strony ludzi, a to już coś ;)

Ada zaczęła kurację na oczko. Kropelkami....Jedna mała kropelka dziennie, a walki ile tylko sił w małym piesku ;) Więc dzisiaj postanowiłam wziąć pieska sposobem i zakropić oko podczas drzemki.... Czekałam i czekałam, aż pieso zacznie chrapać, co oznacza mocny sen...


Ale piecho nawet jak śpi, jest bardzo czujny i nie da się w kuku robić.... Oczy się szeroko otworzyły i wręcz zapytały "a co ty tak nade mną wisisz z tymi kroplami?"


Tosi udało się na chwilę przechwycić łóżeczko Relax! 


Jednak niepisanym właścicielem łóżeczka jest Dyziu. Siedzi tak pół dnia i nikogo nie chce dopuścić ;) - jeszcze raz to zdjęcie, bo je uwielbiam :D


Ada też na chwilę przechwyciła łóżeczko i całkiem fajnie się wpasowała.... Tylko Dyziu jest za duży :P



A Witek zabrał się za rozpakowywanie drapaka. Od razu wiedział, że to dla niego ;)


Relację ze składania drapaka zrobimy osobno ;) Miłego tygodnia!

niedziela, 28 lutego 2016

pomysłowy Dyziu ;)

Dyziu tak bardzo chce sobie poleżeć w drapaku Relax, że nie dopuszcza do wiadomości, że jest troszkę za duży ;) Ale trzeba sobie jakoś w życiu radzić, żeby osiągnąć zamierzony cel ;)

Uwielbiam tego kota :D


A Tośka się tylko czai....bo też by sobie chciała posiedzieć w kartonowym łóżeczku.... ;)

sobota, 27 lutego 2016

łazienka

Łazienka to jest super miejsce. Można posiedzieć i popatrzeć, jak Pańcia się maluje ;)


Najbardziej lubię siedzieć na pralce, wszystko widać z tej miejscówki


Przy okazji można skontrolować, co ludzie wkładają do pralki...



 A ta podkładka, która leży na pralce jest idealna na kota ;)


Sami widzicie, że to miejsce jest odpowiednie dla mnie ;)


Wczoraj Pańcia przyniosła mi mnóstwo zabawek, myszki i piłeczki, które Zooplus dorzucił do zakupów z okazji Dnia Kota! Podzieliłem się myszkami z Tosią, bo ja to rzadko bawię się takimi rzeczami. Ja chciałem drapak!!!! A Pańcia jakieś pluszowe myszki mi przyniosła!!!! Ja chciałem drapak!!!!!!

A Dyziu dostał kartonowe łóżeczko Relax! Sami przyznajcie, że ja rozmiarowo bardziej do niego pasuję :D

  
Podobno stoi jakieś nierozpakowane pudło u Dziadków. Moje kocie serduszko mi podpowiada, że to mój wymarzony drapak.........

wtorek, 23 lutego 2016

doceniony

Musiałem przejąć pisanie! Bo tylko ten pies i pies. No ile można? Przecież to Koci Blog! A jak już łaskawie ta kobieta, odpowiedzialna za pisanie, o mnie wspomniała, to przedstawiła mnie w niekorzystnym świetle, jako łobuza. Więc już nie wytrzymałem i się wypowiedzieć musiałem.

Po pierwsze nie jestem łobuzem! Sama się prosiła o dziabnięcie, to użarłem. Nie zamierzam się tłumaczyć, ani przepraszać! Miałem swoje powody, koniec tematu.

A drapak mi się należy, jak psu buda. Pfu....za dużo tego psa znowu.... W każdym razie każdy kot powinien posiadać drapak, a ja nie mam. 

Ten na balkonie się nie liczy, bo za zimno na balkoning. Ten drapak tylko do drapania się nie liczy, bo drapak powinien posiadać jakieś legowisko, budkę i hamak. Ten pal do drapania nie posiada! Drapak kartonowy też się nie liczy z tych samych powodów co pal. Więc z prostego rachunku wychodzi, że jestem kotem wielce zaniedbanym, bo nie mam porządnego drapaka!!! Że ja tego jeszcze gdzieś do rzecznika praw zwierząt nie zgłosiłem.....  

A gdyby jednak się okazało, że Pańcia nosi się z zamiarem kupienia drapaka, to powyższy tekst będzie dla Pańcia P. (trzeba mu jakąś ksywkę wymyślić, bo dorosły chłop chyba za Pańcia może się obrazić i w sumie ja mu się dziwił nie będę)  służył jako argument przetargowy, że kobita innego wyjścia nie miała, jak tylko kupić ten drapak... Rozumiecie coś z tego bełkotu mojego? 

Bo ja tak nieskładnie piszę bo w emocjach jestem!!!! Właśnie zjadłem pyszną puszeczkę i ani Pańcia, ani Pańcio (koniecznie ksywę trzeba mu skombinować) tej puszki mi nie kupili!!!! Bo ja tą puszkę dostałem!!!!!!!!! W sumie to mogę powiedzieć, że ja tą puszkę zarobiłem!!!!  A mówią, że jestem nierobem! Pańcia, jak coś robi, to mówi, że jestem przeszkadzaczem. A ja tą puszeczkę dostałem za pomaganie! Ha! Takie rzeczy!!!! Zostałem doceniony za to, że Pańci pomagam w tych jej dziwnych robótkach! Chyba pierwszy raz w życiu tak zostałem doceniony! Precedens normalnie!!!!


A wiecie jakie dobre? Już prawie zapomniałem, że puszeczki takie pyszne! A jak mi coś z gęby wyleciało, to z podłogi zlizywałem! A normalnie z chrupkami tego nie praktykuję, bo jak już podłogi dotknęło, to dla mnie niejadalne......
 

Bardzo dziękuję za moje ulubione jedzonko! Tylko zdjęcia kobieta zrobiła kiepskie, bo na tle różowych kwiatków.... znowu stracę na męskości...... Najpierw pozbawią cię jajek, potem kupią różową kuwetę, a potem to już tylko gorzej, śpisz na różowej pościeli, jesz na tle różowych kwiatków, a ona to wszystko jeszcze na zdjęciach uwiecznia. Taki to los bycia kotem kobiety.... Ma ona szczęście, że trochę ją jednak kocham......
 

A wiecie jak się dobrze śpi po takim dobrym jedzonku? Miodzio!

 

poniedziałek, 22 lutego 2016

lady in red

Wczoraj był ostatni dzień, w którym Ada śmigała w czerwonym kubraczku! Jest już wolną dziewczynką i może zacząć życie od nowa ;)


Oczywiście uważam, że wyglądała w tym ubranku przecudnie, no ale cóż.... Należy się cieszyć, że wszystko przebiegło niezwykle sprawnie i gładko, bo z tą panikarą nigdy nic nie wiadomo! O dziwo piątkowe ściąganie szwów obyło się bez cyrku ;) uffff


I jeszcze przy okazji zaapelujemy do wszystkich niezdecydowanych i nieprzekonanych co do słuszności zabiegu sterylizacji....

Nasza poprzednia suczka Zuzia na pewno żyłaby dłużej i odeszłaby nie w cierpieniach, gdyby była wysterylizowana!!! Mówię to z całą powagą, przekonaniem i świadomością! Całe życie miewała łagodne formy urojonej ciąży. To znaczy nie miała wycieków mleka, a my podśmiewaliśmy się z tego z jaką czułością nosi maskotki. Aż w końcu na stare lata dorobiła się ropomacicza. Próba ratowania operacją nie przyniosła sukcesu. Sunia przeżyła operację, ale już się po niej nie pozbierała, a po kilku dniach trzeba było podjąć bolesną, ale jedyną słuszną decyzję....... o eutanazji.....

Dlatego namawiam wszystkich! Zabieg sterylizacji/kastracji nie jest dla zwierzęcia ani upokarzający, ani zbyt bolesny. Wiadomo, że jest to operacja i niesie za sobą ryzyko i dyskomfort związany z zabiegiem. Ale goi się szybko, zwierzę raz dwa wraca do formy i dzięki temu może żyć długo w szczęściu i zdrowiu.


środa, 17 lutego 2016

wtorek, 16 lutego 2016

Księżniczka sikająca

Ten post czekał długo na publikację. Najpierw o nim zapomniałam, potem ciągle coś się działo. Dzisiaj w roli głównej Księżniczka Tosia. W troszkę kompromitującej ją historii..... ;)

Rzecz zaczęła się dziać pod koniec grudnia. Nie wiadomo dlaczego, Tosia zaczęła posikiwać poza kuwetą. Wcześniej raczej się to nie zdarzało. Oczywiście od razu zaczęły powstawać teorie, dlaczego tak się dzieje. Znaczące mogło być to, że ofiarą kota-sikacza najczęściej padało łóżeczko Ady! Później ofiarą padła torba Ady. Więc teoria powstała taka, że Tosia jest zazdrosna! Ada bardzo kocha swoją Pańcię, a wcześniej to była wyłącznie Pańcia Tosina, bo przecież Dyzia w ogóle Księżniczka nie bierze pod uwagę w takich porównaniach ;) Tosia zauważyła, że psina jest mocno hołubiona przez ludzi i poczuła się zagrożona..... Przestała spać w pokoju z ludźmi, spała samotnie w kuchni.... Jednym słowem wyglądała na obrażoną!


Oczywiście nadal pięknie dopominała się o puszeczkę, swoim piskliwym głosikiem, ocierając się o ludzi.
 

W tym czasie (około-świątecznym) gościł w domu Maciej. Na niego raczej nie patrzono podejrzliwie, bo przecież bywał już kilkakrotnie i nic się nie działo. Ale moja mama zaczęła analizować, bo zachowanie Tosi  nie dawało jej spokoju. Maciek jest bardzo inwazyjny i pewny siebie, w gościach czuje się jak w domu i nawet zaprzyjaźnił się z Adą, chociaż początki tej znajomości raczej nie zapowiadały nic dobrego ;) Mówiąc, że jest on inwazyjny mam na myśli swobodne zachowanie z jakim zawłaszcza wszystkie posłanka i ulubione miejsca domowników, w tym Tosi....


Sprawa wyjaśniła się sama. Maciej opuścił gościnne progi i wrócił do siebie. A Tosia wróciła na swój ulubiony hamaczek do sypialni ludzi i przestała posikiwać! Wyluzowała się bardzo i z przyjemnością oblega swoje ulubione miejscówki. A Adę traktuje z kocią wyższością jak zawsze ;)

niedziela, 14 lutego 2016

czy ten pies był operowany???

Dzisiaj miałam okazję spędzić sporo czasu z Adą. I mam wątpliwości czy ten pies był operowany zaledwie cztery dni temu? Nic a nic nie jest osowiała i obolała, nic a nic nie przeszkadza jej pooperacyjny kubraczek. Przywitała mnie energicznie liżąc i skacząc, apetyt ma jak zwykle i najchętniej wskakiwałaby na wszystkie możliwe sofy i fotele, co akurat moja mama stara się jej uniemożliwiać ;)


Ada wygłupiająca się dwa tygodnie temu...





Maciek - nowy przyjaciel Ady. Świetnie się dogadywali podczas pobytu Maćka u rodziców.


Ada wygłupiająca się dzisiaj










czwartek, 11 lutego 2016

dzielna dziewczynka

Dzielna dziewczynka już po zabiegu. 
Byłam po pracy u rodziców, Adunia była jeszcze zamulona po narkozie, ale ogonek ruszał się pod kocykiem na mój widok :)

Teraz niestety na pewno jest obolała, ale znosi to dzielnie. 

Tata powiedział, że dla niego najtrudniejszym momentem było zostawienie suni w lecznicy, podobno patrzyła na Niego z wyrzutem....


A ubranko dostała czerwone, żeby pasowało do kocyka ;) 

Nasza kochana, mała ale jakże dzielna sunia! Mam nadzieję, że szybko wszystko się zagoi i będzie znowu cieszyła się beztroskim życiem ;)

Bardzo dziękujemy wszystkim za mocne trzymanie kciuków. Tyle pozytywnej energii i dobrych myśli sprawiło, że wszystko przebiegło pomyślnie!!!

środa, 10 lutego 2016

jutro trudny dzień

Trzymajcie kciuki za Adunię. Jutro idzie pod nóż. 
Wiemy, że dla jej dobra i dla jej zdrowia...
Aby żyło się lepiej i jej i nam...
Pan Doktor to chirurg, wszystkie nasze futerka poddawał sterylizacji...
Ale operacja to operacja.... 
Zatem dobrych myśli nigdy za wiele, trzymajcie kciuki za psinkę!


Oby wszystko poszło bez komplikacji, bez bólu i niepotrzebnego stresu. Mam nadzieję, że Adunia będzie grzeczną pacjentką i szybko dojdzie do siebie.

niedziela, 7 lutego 2016

Dyziu wyprany

Wreszcie znalazłam chwilę wolnego czasu, żeby napisać o praniu Dyzia ;)

Sam Dyziu nie był zachwycony owym pomysłem. Natomiast ja nie miałam ochoty go męczyć i stresować, ale skoro Pan Doktor zalecił kąpiel, cóż było robić.... Nabyłyśmy specjalny szampon do prania kota i przeprowadziłyśmy w zeszły weekend całą operację wraz z mamą. Niestety to ja byłam głównym oprawcą - tak wyszło. Natomiast mama była fotoreporterem, więc fajnie, że są zdjęcia z tego męczenia kota, bo w pewnym momencie wątpiłam, że wyszło cokolwiek ostrego, ponieważ mama jest słabo zaznajomiona z moim aparatem. Ufff dałyśmy radę, kot wyprany i mamy zdjęcia niczym z okładki brukowca "Fakt" (robione w pośpiechu i z ukrycia :P)


Dyziu włożony do brodzika wypełnionego wodą od razu chciał się wyrwać i uciekać. Jednak plan ten mu się nie udał, więc jedyne co mógł zrobić, to usiąść na półce w brodziku. Przynajmniej nie siedział w wodzie. I tak siedział i siedział. Był bardzo grzeczny!!! Wyobrażałam sobie, że to będzie jakaś totalna demolka z kotem w roli głównej....a tu taki spokój!!! Poddał się i po prostu siedział. Bardzo wystraszył się prysznica, więc żeby go dodatkowo nie stresować, polewałam go wodą za pomocą kubeczka. Potem namydliłam szamponem.


Dowodem na to, że pomimo okazywanego spokoju, było to doświadczenie stresujące, może być fakt, że Dyziu zrobił siku ;) Po dokładnym wymyciu kociałka, wypuściłam z brodzika wodę z mydlinami i sikami, a czystą wodą z miednicy znowu zaczęłam polewać Dyzia. Najłatwiej byłoby użyć prysznica, ale wówczas Dyziu próbował się ewakuować, więc zaniechałam tego pomysłu. Grunt to spokój i cisza....


Co za dzielny kotek!!!!  Chociaż dosyć nieszczęśliwy!


A pod drzwiami łazienki reszta futer siedziała i zastanawiała się, co też tam wyprawiają z tym biedakiem.....


A po praniu biedny Dyziu wiele godzin musiał doprowadzać futerko do ładu po swojemu....