sobota, 27 sierpnia 2016

pracowita sobota kota

Powoli staje się to normą, że większość ludzi i kotów ma wolne soboty, a ja tyram!!! Pańcia znów wymyśliła sobie sprzątanie... Przezornie się schowałem. Wylazłem sobie na posiłek i zostałem capnięty do robienia dżemów! 


I nic, tylko wypadałoby zaśpiewać "ale to już było..." Bo jak pamiętacie, dżem już umiem robić!

A Pańcia kiedyś na aukcji charytatywnej zakupiła małe karteczki i zastanawiała się, co z nimi zrobi. Wszak już edukację zakończyła. Więc zaproponowałem, abyśmy kocimi łapkami podpisali słoiki, bo jak później rozróżnią jabłko od gruszki???


 Wykończyła mnie ta kobieta!


Potem już tylko odpoczywałem


 

czwartek, 25 sierpnia 2016

"Kot dla początkujących"

Obiecałam Wam recenzje książek. Czas najwyższy na pierwszą z nich. 

"Kot dla początkujących " Beaty Pawlikowskiej



Kupiłam tę książkę, chociaż początkująca w temacie kotów może nie jestem, ale za eksperta też się nie uważam. Ale po pierwsze myślę, że książek nigdy za wiele. Po drugie, książek na temat kotów tym bardziej nigdy za wiele ;) Po trzecie, książka była w dobrej cenie. Po czwarte, byłam ciekawa jak pisze pani Beata. Tyle argumentów musiało zakończyć się zakupem tej pozycji ;)

Może zacznę od plusów i minusów dotyczących samej formy, a potem przejdę do treści i wartości merytorycznej.

Książka ma fajny rozmiar, jest mała i poręczna, w sam raz do czytania w tramwaju i noszenia w torebce. Akurat dla mnie to duży plus, ponieważ mam wiele książek do czytania tylko w domu, bo nie chce mi się ich codziennie dźwigać ;) A czytam najwięcej w tramwaju w drodze do i z pracy.

Czyta się ją wyjątkowo szybko. Jest napisana fajnie, lekko i przyjemnie. Zawiera miłe dla oka rysunki, a dokładnie mówiąc akwarele kotów pana Ryszarda Dąbrowskiego, które są fajnym przerywnikiem w czytaniu. 

W środku jest wkładka ze zdjęciami kotów pani Beaty. Myślę, że książka dużo by zyskała, gdyby zdjęcia były jednak kolorowe. 

Informacja z okładki: " Mam dwa koty - Krzysztofa Kolumba i Elvisa Presleya. Na początku często nie rozumiałam ich zachowania, ale patrzyłam, wyciągałam wnioski i kojarzyłam fakty. W tej książce opisuję to, co zrozumiałam na temat kotów. Co zrobić, żeby mały kotek łatwo przyzwyczaił się do nowego miejsca. Czym karmić koty, żeby były zdrowe. W jaki sposób podejść kota jeśli chcesz go złapać. Jak się bawić z kotem. Jak sobie poradzić przy drobnych dolegliwościach. I dlaczego warto mieć dwa koty zamiast jednego".


Książka faktycznie może być przydatna dla kogoś, kto dopiero planuje zamieszkanie z kotem pod jednym dachem. Wyjaśnia wiele kocich zachowań, które są normalne, a które mogą być frustrujące dla początkującego opiekuna. Czytając tę książkę przypominałam sobie, jak to było, kiedy zamieszkał z nami pierwszy kot i ile różnych błędów popełniliśmy. Dzisiaj, pewne nasze zachowania wobec kota są nie do pomyślenia, ale wtedy, zupełnie nie wiedzieliśmy z czym mamy do czynienia. Nie zakupiliśmy żadnej książki, która pomogłaby nam zrozumieć futrzaka, który z nami zamieszkał. Internet wtedy raczkował, nie było do niego swobodnego dostępu i nie było tylu treści co dziś. Aktualnie można wszystko wpisać w wyszukiwarkę i od razu wyskakują nam kocie fora, blogi i artykuły. Wtedy nie mieliśmy takich udogodnień. Poznawaliśmy kocie zachowania, rytuały na własnej skórze i dogadywaliśmy się z tym tajemniczym stworzeniem metodą prób i błędów. Dlatego mówię każdemu, kto nie ma pojęcia o psie czy kocie, aby najpierw zaznajomił się z literaturą, to bardzo ułatwia życie ;)

Najbardziej zaciekawiły mnie w tej książce rozdziały dotyczące żywienia kotów. Już od jakiegoś czasu zgłębiam ten temat, ale muszę przyznać, że pani Beata bardzo szczerze i bez zbędnych niuansów wyłożyła kawę na ławę. I pewne treści mną wstrząsnęły, chociaż w jakiś sposób się domyślałam, gdzieś czytałam, ale pewne treści trzeba wyłożyć łopatologicznie, żeby odpowiednio zadziałały. Myślę, że cytaty na temat jedzenia znajdą się w poście o karmach dla kotów ;)

Co mnie najbardziej denerwowało w tej książce?

Pewne treści powtarzały się w książce kilkakrotnie. Pewnie autorka uznała, że skoro są to tematy ważne to nie zaszkodzi powtórzyć je kilka razy. Ale ja, jako czytelniczka, uważam, że czytam i zostaje mi to w głowie i nie trzeba w każdym rozdziale przypominać mi po dwa razy! To mnie bardzo denerwowało. Bo ile razy można powtarzać co oznacza, że karma zawiera 4% mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego.... A zostało to wymienione przynajmniej kilka razy przy różnych okazjach. Uważam, że skoro ktoś sięga dobrowolnie po książkę (a nie po podręcznik, bo mu każą w szkole), to oznacza że interesuje go dana tematyka i chce się czegoś dowiedzieć, a przy okazji posiada elementarny poziom inteligencji, pozwalający przyswoić mu czytane treści. Jeżeli jest coś niejasne, to czytelnik może przeczytać dwa razy.... Ale nie trzeba mu powtarzać pięć razy. Dużo o tym napisałam, ale bardzo mnie to drażniło podczas czytania ;)

Generalnie uważam książkę za interesującą, napisaną przystępnie i zawierającą istotne informacje, nie tylko dla początkujących kociarzy ;)

niedziela, 21 sierpnia 2016

w torbę zaplątany

Niby niewinna zabawa....


... ale gdyby nie było człowieka w pobliżu...


... mogłaby się skończyć tragicznie....


Witek zanurkował i schował się w torbie na zakupy, ale przy okazji zaplątał się w uszy torby.

Pamiętajcie, że należy chować wszelkie przedmioty i kocie zabawki, w które nasz kot może się zaplątać, podczas naszej nieobecności w domu!

piątek, 19 sierpnia 2016

środa, 17 sierpnia 2016

dyżur kuchenny

Momentami Witek nie odstępuje mnie na krok. Jest wszędzie tam gdzie ja. Więc jak czas spędzam w kuchni, on także. Siada na stołku, chwilę dyżuruje, a potem się kładzie.



Ostatnio ambitnie pilnował piekących się bułeczek


poniedziałek, 15 sierpnia 2016

kot balkonowy

Witek jak tylko ma okazję, to siedzi na balkonie ;) A jak ja siedzę z nim, wtedy jest szczęśliwy jeszcze bardziej! 




sobota, 13 sierpnia 2016

dorosły kot


Czy ja się powinnam już o niego martwić????




To zdarza się chyba za często....



Zdjęcia z maja 2012 roku!!!! Już wtedy powinnam była zauważyć!!!!




Zawsze myślałam, że jego ociężałość umysłowa i ciamajdowatość są wynikiem charakteru. A on po prostu zawsze jest pod wpływem(*).... ;)




* Uwaga! Przypis dla tych, którzy nie znają się na żartach :P
   Wpis ma charakter czysto humorystyczny. Dyziu, ani żadne inne zwierze w naszym domu, nie jest pojone alkoholem! ;)