niedziela, 20 maja 2018

jak przedmioty same spadają...

Każdy dobrze wie, że od czasu do czasu, przedmioty w domu spadają. Oczywiście same spadają, bez żadnego powodu. Nikt im nie pomaga. 

Stoją. I nagle spadają.... 



Najczęściej spadają kwiatki. Nie wiem co te kwiatki sobie myślą, ale właśnie one najczęściej spadają.


Te się w porę opamiętały! 🤣

czwartek, 17 maja 2018

pacjent Dyziu

Wczoraj byliśmy na wizycie kontrolnej. Wszystko przebiega dobrze i oby tak dalej...


Dyziu przez najbliższe 10 dni będzie przyjmować antybiotyk w formie tabletki. Na szczęście nie robi cyrku przy wpychaniu tablety ;)


Za tydzień kolejna wizyta kontrolna, a za trzy tygodnie ściąganie szwów. Do tego czasu Dyziu będzie chodził w ubranku, żeby sobie nie majstrował przy szwach.


Kupując ubranko nie mogłam sobie odmówić tego różu :D 


Najważniejsze, że ubranko chroni ranę.


Nasi wierni Czytelnicy zapewne pamiętają, że Dyziu miał już w swoim życiu epizod z ubrankiem.

TUTAJ nosił białe, natomiast TUTAJ występował w różowym ;)

 
Dziękujemy Wam za trzymanie kciuków i dobre słowo. Będzie dobrze, mocno w to wierzę! Dyniu trzyma się ode mnie z daleka, bo kojarzy mnie z wyjazdami do weterynarza. Ale przychodzi zrobić "baranki", więc chyba troszkę jeszcze mnie kocha ;)

wtorek, 15 maja 2018

i po operacji

Dyziu jest już po operacji usunięcia guza. 

Jak pisałam Wam w lutym (tutaj), u Dyzia pojawił się na grzbiecie mały guzek. Lekarz stwierdził, że to tłuszczak. W przeciągu trzech miesięcy guzek bardzo się powiększył i poszliśmy skonsultować, co dalej z tym robić. Pani Doktor stwierdziła, że nie ma na co czekać, trzeba wyciąć. Wycięli z dużym zapasem i guzek poszedł do badań histopatologicznych. Wyniki za trzy tygodnie.

Dyziu był lekko oszołomiony, kiedy go odbieraliśmy.


Aktualnie jest na środkach przeciwbólowych, został nawodniony kroplówką i dostał antybiotyk. Jutro jedziemy na kontrolę, dostanie lek przeciwbólowy i wyciągną mu wenflon. 


Dyziu ranę ma zaklejoną opatrunkiem, ale żeby nic koło tego nie kombinował, trzeba mu przyszykować jakieś ubranko.  

Po powrocie do domu był jeszcze mocno oszołomiony. Chodził, miauczał i się pokładał. Najbardziej cieszyła się Ada, że kotek wrócił. Podobno rano strasznie przeżywała, że spakowali i wywieźli Dyzia, do tego stopnia, że nawet nie przywitała mojego Taty... Zwierzaki jednak przeżywają takie sytuacje po swojemu... 


Panie w lecznicy chwaliły Dyzia, że był wzorowym pacjentem. Mam nadzieję, że dzisiaj w nocy także będzie grzeczny i nie będzie majstrował przy zabandażowanej łapce... A ja udałam się do Pepco w celu nabycia jakiegoś niemowlęcego ubranka, które nadałoby się na kocie wdzianko w celu ochrony opatrunku....

niedziela, 13 maja 2018

koci weekend

Nie ma to, jak ładna pogoda, bo można siedzieć na balkonie ;) Mój weekend rozpoczął się już w piątek, bo siedziałem cały dzień z Pańcią. Pisaliśmy jakieś prace... Nie wiem, najważniejsze, że cały dzień miałem człowieka tylko dla siebie!



Pańcia powiedziała, że jej strasznie utrudniałem to pisanie. Nic nie wiem na ten temat... Za to sadzić kwiatki pomagałem! Na tym się znam jak nikt!



 W miłym otoczeniu kwiatków mogłem sobie wypoczywać w słonku.


 Grzałem się na fotelu. Wyobraźcie sobie, że kocyk, na którym leżę, ma ponad 30 lat!!!!! 



 A w sobotę uczyłem się z Dużym. No dobra, Duży się czegoś uczył, a ja mu książki pilnowałem...


Wybaczyłem Matce ten uszkodzony ogonek... Sierść odrośnie, a ja ją dziabnąłem ze dwa razy, żeby jednak miała za swoje, więc jesteśmy kwita. Wybaczyłem jej, bo ją kocham. A jak się kogoś kocha, to wybacza mu się nawet takie bolesne przewinienia... Poza tym powiem Wam, że mój ogonek to jest nic w porównaniu z tym, co w najbliższym czasie czeka Dyzia. W piątek Pani Doktor orzekła, że będą mu usuwać guzka, którego ma na grzbiecie. No ja mu nie zazdroszczę, nawet mu trochę współczuję. Będzie pół dnia sam w lecznicy, będą go usypiali, kroili....brrrrr 


Proszę Was, żebyście we wtorek trzymali za tego gamonia kciuki. Oby wszystko dobrze przebiegło!
 
 

piątek, 11 maja 2018

śpiący Dyniu

Dzisiaj słodziutki, śpiący Dyziu.


A to jego ulubione miejsce, kuchenny parapet.


Uwaga! Lokowanie produktu :P


A Witek jest dzisiaj na mnie bardzo zły i ma powód! Przepraszałam go już kilka razy, ale nie wiem czy mi wybaczy.... Nadepnęłam mu na balkonie na ogon, niosąc fotel nie widziałam, że siedzi pod nogami. Nic w tym złego by nie było, ale później zobaczyłam jak dużo futerka zostało na balkonie! Cała kępka rudej sierści. Popatrzyłam na jego ogonek i ma na nim łysy placek :( Musiało go bardzo boleć.... Mam nadzieję, że wie, że ta bolesna krzywda była niechcący....



Moja kochana mordeczka...


niedziela, 6 maja 2018

czytanie z kotem (6)

Myślałam, że uda mi się systematycznie pisać post z tej serii raz w miesiącu, ale w kwietniu nie wyszło. Zatem zaczynamy maj od książki, którą przeczytałam już dawno temu, ale wydaje mi się, że warto o niej wspomnieć ;)



Mowa o tytule "Światło między oceanami" autorstwa M.L. Stedman. Miałam okazję najpierw iść do kina na film, który powstał na podstawie tej książki, ale nie poszłam. Już kiedyś wspominałam, że nie cierpię czytać książki, której ekranizację już widziałam.  Dla mnie to nie ma sensu ;)

Od razu powiem, że książka jest z serii tych wciągających, jak się zacznie czytać, to czyta się ciągiem! Mamy rok 1920 i książka świetnie oddaje klimat tych lat. Szczegółowe opisy miejsc i krajobrazów nie nudzą, ale budują w naszej wyobraźni bardzo dokładną scenerię.

Opis z okładki:
Poruszająca opowieść o niszczycielskiej sile niewłaściwych wyborów. O złych decyzjach dobrych ludzi. O szczęściu, z którego tak trudno zrezygnować..."

Tom, który wraca z Wielkiej Wojny, średnio radzi sobie z demonami przeszłości. Dlatego postanawia przyjąć posadę latarnika i osiąść na wyspie oddalonej o 100 mil od Australii. W międzyczasie żeni się z Isabel, która razem z nim postanawia zamieszkać na wyspie. Razem wiodą spokojne życie, ale...


Na ich szczęściu i spokoju cieniem kładzie się brak dziecka. Po kilku poronieniach i urodzeniu martwego dziecka Isabel popada w depresję. Nagle do wybrzeży wyspy przybija łódka z ciałem mężczyzny i płaczącym niemowlęciem. Tom, jako moralny i honorowy człowiek, chce zawiadomić ląd, jednak Isabel w tej sytuacji upatruje szansę na posiadanie dziecka. Podjęta przez nich decyzja ma wpływ na życie wielu osób, nie tylko ich samych. Książka jest pełna dylematów moralnych, a tragizm polega na tym, że każda późniejsza decyzja niesie za sobą czyjeś cierpienie. Niejednokrotnie książka mnie wzruszyła.

Nie dziwię się, że pozycja ta stała się bestsellerem i sprzedano ponad 2,3 miliona egzemplarzy. Jak na debiut tej autorki, to niebywały sukces. Film też szczerze polecam. Jest bardzo wierną ekranizacją książki, chociaż wiadomo, że jednak kilka wątków zostało uproszczonych ze względu na obszerność powieści. Zalecam najpierw przeczytać, potem oglądać. Jeżeli ktoś nie lubi czytać, to wtedy może sobie zobaczyć tylko film ;)



czwartek, 3 maja 2018

majówka z psem

Niedziela. Godzina 7:00. Jesteśmy nad Zalewem. Gdyby nie pies, nigdy bym się nie wybrała na spacer o takiej porze! A szkoda, że nie mam takiego samozaparcia. Bo jednak rankiem jest pięknie i przede wszystkim spokojnie. Później są tłumy, hałaśliwe dzieci.... nie ma warunków na spokojny spacer. Muszę się zmotywować, żeby częściej rano wybierać się na spacery z aparatem ;)


Znudziło mi się wychodzenie z Adką do najbliższego parku, więc wybrałyśmy się nad Zalew. Rankiem jest tam bardzo spokojnie, tylko sporadycznie ktoś spaceruje z psem lub biega. Można spacerować słuchając ptaszków, obserwować życie kaczek i łabędzi.... Polecamy.


Adka oszalała z radości. Tyle nowych zapachów! 



Strasznie szkoda tężni, która miała zostać otwarta na początku czerwca, a którą ktoś podpalił w kwietniu. Co prawda zostanie ona odbudowana, ale będzie gotowa dopiero we wrześniu.



Nie rozumiem takiej głupoty... Komu to przeszkadzało? Marnowanie pracy, pieniędzy, wysiłku... 




Brudne i zmęczone łapeczki ;)


Liczyłam na to, że będzie więcej kaczek i łabędzi. Może jaja już wysiadują???



Mam nadzieję, że miło spędzacie czas. Pozdrawiamy!