czwartek, 18 kwietnia 2019

kocie narzekanie

Poratujcie! Nie mam o czym pisać! Całymi dniami tylko śpię, nic się nie dzieje, to o czym mam pisać na blogu???? Może o tym, że uzbierałem pokaźną kolekcję pudeł, a Pańcia mi je wszystkie wyrzuciła... Jak mogła??? 


Skoro nie mogłem spać w pudle, poszedłem spać na stół do kuchni. Niby nie wolno, ale wiecie dobrze, jaki ja mam stosunek do takich zakazów... hehehe


Pańcia zrobiła dla małej budkę z mojego drapaka i się śmiała, że nie wejdę, bo jestem za gruby. No to jej udowodniłem, że się myli. Ja nie wejdę? No to patrz!!!!


A i jeszcze Wam powiem, że małego szczocha spakowałem do worka po przesyłce kurierskiej i nadam jako zwrot ostatnich zakupów Matki. Może w sklepie internetowym się nie kapną???? Chociaż najchętniej wysłałbym ją w kosmos, ale nie wiem czy kurier dostarczy ją tak daleko...


 W najbliższych dniach podobno ma być znowu ciepło. Mam taką nadzieję, bo już bardzo, ale to bardzo chcę siedzieć na balkonie!!! A matka robi jajka, tylko skończyć nie może, weny jej brakło....


niedziela, 14 kwietnia 2019

czytanie z kotem (15)

Dzisiaj przychodzę z recenzją książki o kotach, dla kociarzy, ale nie tylko ;) 

"Co wie twój kot?" autorstwa Sally Morgan. 

Poznaj sposób rozumienia świata przez koty

Zmysły kota są znacznie czulsze od ludzkich. Koty słyszą dźwięki z większych odległości i w szerszym zakresie częstotliwości; mają bardziej wrażliwy węch i lepsze widzenie obwodowe, a ich wąsy czuciowe potrafią wyczuć niewielkie nawet zmiany ciśnienia atmosferycznego. Nic zatem dziwnego, że twój kot podbiega czasem do drzwi zanim zauważysz,że ktoś się zbliża.

Książka "Co wie twój kot" bada fascynujący świat kociej percepcji. Omawia dokładnie pięć podstawowych zmysłów i pokazuje świat z kociego punktu widzenia, dzięki czemu łatwiej ci będzie komunikować się z pupilem. Znajdziesz tu także praktyczne testy, które pozwolą ci ocenić jego inteligencję, a nawet pobudzić ją do rozwoju. I wreszcie, poznasz odpowiedź na pytanie nurtujące właścicieli najinteligentniejszych kotów: czy on posiada szósty zmysł?


Co widzimy na pierwszy rzut oka? Ładnie wydaną książkę w twardej oprawie, a w środku kredowy papier, dobre zdjęcia i rysunki. Tekst w formie poradnikowej, najważniejsze ciekawostki i fakty są w kolorowych ramkach. A kiedy zapoznamy się ze spisem treści, dowiemy się, że każdy rozdział omawia poszczególne kocie zmysły: superwzrok, wszystko o kocich uszach, nos, zmysł smaku, zmysł dotyku i równowagi. Kolejne rozdziały dotyczą inteligencji kota. 


Koty są bardzo oszczędne w ekspresji swoich emocji, dlatego często są odbierane jako zagadkowe lub pozbawione emocji. Bo pies wita swojego opiekuna całkowitym szaleństwem, merdaniem ogona, szczekaniem, czyli zachowaniami, które z łatwością odbieramy jako radość. Z kotami jest zdecydowanie trudniejsza sprawa. Opiekunowie z dużym doświadczeniem, potrafią rozszyfrować wiele kocich zachowań, ale ktoś mniej doświadczony, zdecydowanie powinien sięgnąć po tę książkę, żeby przekonać się, że koty wiele nam komunikują. Trzeba tylko umieć te komunikaty odczytać ;) Jak próbuje nas przekonać autorka, koty sygnalizują nam wiele, jednak my tych sygnałów nie dostrzegamy lub nie rozumiemy. A jak łatwo się domyśleć, dobra komunikacja stoi u podstaw dobrych relacji. Warto mieć świadomość, czy dobrze rozumiemy naszego mruczka i być pewnym, że jest z nami szczęśliwy (lub nie, bo na przykład jest zestresowany). 


Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że koty i psy, mają dużo lepiej rozwinięte zmysły. Nie jest to jakimś odkryciem. Jednak taka wiedza wcale nie daje nam świadomości, jak koty tymi zmysłami postrzegają otoczenie, nas, świat... Możemy sobie jedynie to wyobrażać, a te wyobrażenia nie są nawet w części bliskie prawdy. Nie będę tutaj się rozpisywała na temat każdego ze zmysłów, ponieważ o tym traktuje aż połowa książki. W każdym razie powiem Wam, że nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak to wszytko działa! Natura jednak jest niesamowita i tworzy takie rozwiązania, których człowiek nigdy w życiu by nie wymyślił! Chociaż nie uważam się za laika w tematyce kociej i przeczytałam kilka książek o kotach, a także na co dzień obserwuje swoje futerka, to jednak wiele faktów mnie zaskoczyło, było dla mnie nowych, a także były momenty kiedy musiałam przedefiniować swoją wiedzę. Tę część książki uważam za niezwykle ciekawą. Bardzo dobrze i szybko czyta się tę książkę, a kolorowe ramki z serii "Czy wiesz, że..." zawsze zwrócą naszą uwagę na jakąś ciekawostkę. Czy kot rzeczywiście nie widzi kolorów, czy zawsze spada na cztery łapy i co z tym odczuwaniem smaku słodkiego? Odpowiedź na te i inne pytania znajdziecie w pierwszej części książki. 


   
Nie mniej ciekawa jest część druga książki, dotycząca kociej inteligencji. Bo, że koty są stworzeniami inteligentnymi, chyba nikt nie ma wątpliwości ;) Potrafią nauczyć się wielu sztuczek/ umiejętności, jak na przykład otwieranie drzwi (Witek potrafi doskonale!). Uczą się także wielu rzeczy przydatnych do przetrwania na ulicy. Na początku poznajemy tajniki kociego mózgu. Czytając te informacje, poczułam się znowu jak na studiach, kiedy zgłębiałam wiedzę czytając grube księgi na temat ludzkiego mózgu ;) Koci jest dużo mniejszy, ale posiada podobne obszary odpowiedzialne za różne funkcje. Czy wiedzieliście, że kot ma prawie dwa razy więcej komórek nerwowych niż pies? Ktoś ma pomysł o czym może to świadczyć? ;) Kiedy Witek zamęcza mnie i terroryzuje o jedzenie, pomimo, że przed chwilą jadł, czasami żartuję, że może nie wynika to z obżarstwa, a jakiegoś rodzaju starczej demencji. Zawsze z tego żartowałam, a tu nagle przeczytałam, że nie ma z czego się śmiać, ponieważ koci mózg, tak samo jak ten ludzki, starzeje się i zjawisko demencji nie jest wykluczone! Czy kotu coś się śni? Czy koty odczuwają emocje? I znowu odsyłam do książki, żeby poznać odpowiedź na te i inne pytania ;) Czy kot posiada teorię umysłu? Znowu poczułam się jak na studiach! Dzieci nabywają ją w pewnym wieku, a czy kot w ogóle? Muszę przyznać, że ta część książki zainteresowała mnie jeszcze bardziej niż pierwsza. Może z powodu mojego wykształcenia, ale myślę, że zainteresuje każdego. Są to niezwykle wciągające zagadnienia. No i podrozdział o kociej osobowości. Można "zdiagnozować" swojego mruczka ;) I co istotne.... wyciągnięcie wniosków z całej teorii, którą serwuje nam książka. Bo nie wystarczy przeczytać i przyjąć do wiadomości, trzeba zdobytą wiedzę zastosować. Poobserwować swojego milusińskiego i może coś nam się wyjaśni... W książce mamy rysunki przedstawiające mowę ciała i ogona kota. 

Na koniec autorka udziela odpowiedzi na nurtujące wiele osób pytanie: CZY NASZ KOT NAS KOCHA? Kto by nie chciał wiedzieć ;P 


Na końcu książki autorka proponuje kilka testów/zabaw dla kota. Pobudzają kocią inteligencję, a jednocześnie możemy sprawdzić pewne kocie umiejętności. Myślę, że przeprowadzę te testy na moich kotach i sporządzę z tego materiał wideo. Jestem ciekawa jak wypadnie Ksenia, która jest jeszcze kocim dzieckiem w porównaniu z Witkiem, jakby nie było, kotem doświadczonym ;) Jesteście ciekawi? 

Polecam szczerze książkę. Ponieważ jest ładnie wydana, będzie świetnym prezentem dla każdego miłośnika kotów. Myślę, że można ją podsunąć także tym, którzy zastanawiają się nad zamieszkaniem z kotem, a może nawet tym, którzy nie są kotom przychylni. Niech zobaczą, jakimi niesamowitymi stworzeniami są nasze domowe mruczki. Bo przecież każdy jest kociarzem, tylko nie każdy jeszcze o tym wie ;) 

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Alma-Press za możliwość przeczytania tej książki. Wydawnictwo przekazało drugi egzemplarz dla Was, moich Czytelników. Jeszcze myślę nad tym, w jaki sposób książka powędruje do kogoś z Was, więc bądźcie czujni ;) Miłego tygodnia!!! :*

piątek, 5 kwietnia 2019

podsumowanie Plebiscytu Sfinksy

Przyszedł czas na podsumowanie Pierwszego Plebiscytu Sfinksy. Na stronie FB Plebiscytu możecie zobaczyć, co w poprzedniej edycji było testowane i recenzowane. Znajduje się tam także relacja z uroczystej Gali wręczenia nagród i statuetek, a także możecie zobaczyć, które produkty zdobyły nagrody i wyróżnienia. A jakie są nasze wrażenia? O tym poniżej.


O plebiscycie dowiedziałam się dzięki Ani z bloga Rudy Kot Andrzej & Wandzia, która odznaczyła nas w komentarzu na FB, polecając nas na kandydatów na Ambasadrów. W tym miejscu Aniu, bardzo Ci dziękuję ;) 

Podsumowanie plebiscytu to moja subiektywna ocena, pamiętajcie o tym :) Po pierwsze, patrząc teraz na to, z perspektywy czasu i wszystkich wydarzeń związanych z Plebiscytem, chyba nie do końca zdawałam sobie sprawę, w jak dużym przedsięwzięciu bierzemy udział. Nie sądziłam, że skala wydarzenia będzie tak ogromna, zakończona uroczystą galą. Nie ukrywam, że wzbudziło to mój podziw i szacunek do organizatorów, ponieważ musiało to kosztować wiele pracy, czasu i energii.

Początkowo cała akcja rozwijała się powoli, dlatego nie spodziewałam się, jakie rozmiary przybierze pod koniec ;) Początkowo dużo było jedzenia, zwłaszcza suchego, do czego nie specjalnie miałam ochotę się zgłaszać. Także żwirek nie za bardzo mnie interesował. Nie chciałam rozregulować Witka eksperymentami z jedzeniem w dużej ilości, ponieważ pamiętam jakie problemy z wątrobą i żołądkiem miewał w przeszłości. Dlatego początkowo trochę zniechęciłam się do tego plebiscytu. Uznałam, że jeżeli polega to tylko na testowaniu karmy, to w naszym przypadku słabo. Oczywiście mogłam zgłosić się, cyknąć kilka fotek kotów z wybraną karmą, skrobnąć kilka zdań, a jedzenie rozdać. Ale uważam, że całe wydarzenie nie na tym polegało i jest to najnormalniej w świecie nieuczciwe. Firma daje produkt, ale jednak w zamian za rzetelną opinię. Bo jak może się mylnie wydawać, bycie takim ambasadorem, nie polega wyłącznie na dostawaniu fajnych produktów za darmo. Jak dla mnie było to zarówno miłe i ciekawe doświadczenie, ale również bardzo wymagające. Lubię pisać, ale co innego pisać bloga kiedy się chce i o czym się chce. Tutaj trzeba było napisać recenzję w wyznaczonym czasie. Poza tym nieodzowną częścią recenzji są zdjęcia, które chciałam żeby były sensowne jakościowo, tematycznie i ciekawe dla oglądających. Niestety pora roku nie sprzyja robieniu dobrych zdjęć w pomieszczeniach, a i ograniczenia sprzętowe też utrudniały sprawę. W gronie ambasadorów są niezwykłe koty i ich opiekunowie, którzy prowadzą piękne blogi i konta w mediach społecznościowych. Trzeba się nagimnastykować, żeby nie odstawać ;)


Oczywiście nie skarżę się, bo doświadczenie udziału w takiej akcji było czymś niesamowitym. Jednak dało mi wiele do myślenia. Poza tym chciałabym, aby nie było ono postrzegane jedynie w kategoriach, że dostaje się coś za darmo. Duża trudność polega też na współpracy z własnymi kotami. Po zdjęciach innych ambasadorów widzę, że niektóre koty są stworzone do pozowania, albo dobrze wyuczone. Poza tym zdaję sobie sprawę, że osiągnięcie pewnych rezultatów wymaga od opiekunów masy czasu i cierpliwości. Moje koty są raczej z tych mniej współpracujących, zwłaszcza Ksenia ;) Jej porywczy temperament był trudny do ogarnięcia. Nie mówiąc o tym, że machanie wędkami przy małym kocie i jednoczesne fotografowanie jest wręcz niemożliwe. Mam jednak nadzieję, że nawet osoby, które nie skorzystają z naszych recenzji, dobrze bawiły się przy oglądaniu zdjęć ;)


Niektóre produkty dostawali wszyscy, którzy się zgłosili do testowania, ale było wiele takich, które były w ograniczonej ilości i to firma decydowała, który ambasador dostanie ich produkt. Z jednej strony jest to zrozumiałe, ponieważ drogie i luksusowe produkty musiały być w ilości ograniczonej, ale z drugiej strony zostawał mały niedosyt i zastanawianie się, dlaczego tym razem nie ja....


Udział w takim plebiscycie jest ogromnym wyróżnieniem, ale może też troszkę dać do myślenia... Oczywiście człowiekowi, bo kotom chyba wszystko jedno :D Po pierwsze na pewno liczą się lajki, kliknięcia, wyświetlenia i stali odbiorcy w mediach społecznościowych. Myślę, że na takie rzeczy zwracają uwagę firmy, które dają coś do testowania. I tutaj duże konta z tysiącami obserwatorów mają pierwszeństwo. Poza tym zobaczyłam, że prowadzenie bloga to jedno, ale jednak najważniejsze są FB i Instagram. I tutaj niestety poległam, przyznaję się bez bicia. Zastanawiałam się, dlaczego niektóre koty, recenzje wiecznie się prezentują, a inne znikają w nawale treści.... Odpowiedź jest prosta. Trzeba się promować! Bombardować ludzi zdjęciami, treściami, odznaczać... czyli to wszystko, co do tej pory było mi obce. Jak patrzę na stronę Plebiscytu Sfinksy to prawie nas tam nie ma! I przychodzi taka myśl: może koty są mało fotogeniczne, takie zwykłe dachowce, pewnie zdjęcia kiepskie, a przecież się starałam, jesteśmy za mało popularni. A głównie chodzi o to, że marketingowiec ze mnie żaden. Bo żeby zaistnieć w mediach społecznościowych, to trzeba jednak się napracować, trzeba umieć, trzeba wiedzieć jak, a nie że raz na jakiś czas wrzucimy zdjęcie i samo się zrobi. No niestety, samo się nie zrobi ;) Więc tutaj mam świadomość swoich błędów, ale jak to się mówi, człowiek uczy się całe życie, więc można powiedzieć, że nowe doświadczenia zostały zdobyte.


Jakość zdjęć to również osobny temat. Obserwując innych ambasadorów, z przyjemnością patrzyłam na ich zdjęcia i chciałam chociaż trochę dorównać ;) I po raz kolejny się okazało, że również to, samo się nie zrobi. Ogólnie aparat mam zawsze pod ręką, a przynajmniej staram się, żeby był pod ręką. Przeważnie jest komórka. Następuje jakaś kocia poza, pstryk i leci na bloga. Przy pisaniu recenzji i dokumentowaniu tego za pomocą zdjęć, tak to nie wyglądało. Trzeba jednak przygotować sobie sprzęt, miejsce i czas. Bo tego nie da się zrobić w kilka minut. Trzeba mieć także pomysł, jak dobrze i w miarę atrakcyjnie przygotować sesję. A potem czekać aż koty łaskawie wezmą w tym udział, bo na siłę nie ma sensu nawet próbować... 

Niektóre recenzje ambasadorów znajdziecie na łamach magazynu "Trzy Koty"

Krótko mówiąc przygotowanie takiego wpisu z recenzją to nie taka łatwa sprawa ;) Dostajemy produkt, testujemy go przez jakiś czas (czas zależy od tego, jaki to produkt, bo inaczej testujemy obrożę, zabawki, jedzenie, a inaczej suplementy diety czy żwirek). Potem piszemy recenzję, która musi być choć trochę rozbudowana, a nie złożona z kilku zdań. Rzetelne opisanie cech produktu, co nam obiecuje producent, opisanie procesu testowania, a na koniec wnioski, przemyślenia i nasza subiektywna ocena. Zdjęcia, takie z biegu, ale też te przygotowane i "pozowane", obróbka zdjęć. Wysłanie recenzji do akceptacji, a potem publikacja, zawiadomienie innych o takim wpisie, promocja danej rzeczy w social mediach, odznaczenie plebiscytu i producenta. Nadal ktoś uważa, że produkt dostaje się za "darmo"? ;) Pewnie miłym akcentem na zakończenie tego ciekawego doswiadczenia i przeżycia byłby udział w uroczystej gali, no ale niestety, wyjazd do Warszawy w środku tygodnia nie jest rzeczą najprostszą ;) Kto wie, może jeszcze kiedyś.....


Na te wnioski naszło mnie już podczas testowania i przygotowywania recenzji, ale postanowiłam to wszystko spisać, ponieważ ruszył nabór ambasadorów do drugiej edycji. I szczerze się zastanawiam... Bo z jednej strony fajne doświadczenie, możliwość poznania bardzo ciekawych produktów, ale z drugiej strony sporo pracy. Poza tym, też zastanawiam się, bo na czas plebiscytu nasz blog, czy fanpage staje się delikatnie mówiąc, bilbordem reklamowym. A to niekoniecznie jest interesujące dla naszych stałych czytelników. Pisząc recenzję obróżki czy ubranka wierzę, że nawet nasi stali Czytelnicy, niekoniecznie posiadający koty ( a wiem, że wielu takich jest!), mogli się uśmiechnąć na widok Witka w kokardzie czy kwiatowym ubranku i mogło być to na swój sposób interesujące i zabawne. Jednak recenzowanie karmy, żwirku czy suplementów służy tylko nam, kociarzom. Sama czasami kupuję rzeczy, które zachwalają inni opiekunowie kotów. Dlatego jeszcze się zastanawiam, czy zgłosimy się do kolejnej edycji. Ale jeżeli ktoś z Was, chciałby zobaczyć, jak to jest być takim ambasadorem, to polecamy ;) Kliknijcie w link znajdujący się w pierwszym zdaniu tego wpisu i tam znajdziecie szczegóły! 


Każdego, kto dotrwał do końca tego wpisu, podziwiam i pozdrawiam ;)

W ramach plebiscytu recenzowaliśmy:
Neutralizator zapachów OdorGone
Który zostanie z nami na pewno na dłużej. Fajny i bardzo przydatny produkt, naturalny i można stosować nawet jak się nie ma zwierzaków w domu. Ja używam do odświeżania łazienki, po kupalach kotów, ale także w przypadku, kiedy dym papierosowy od sąsiada dostanie się do mieszkania. Działa super! Ja już zamówiłam drugie opakowanie i mogę powiedzieć, że firma zamówienie realizuje błyskawicznie i dostarcza do Paczkomatu, co w moim przypadku też jest ważne ;) Jak mam być szczera, to z wszystkich recenzowanych rzeczy, ten jest naszym numerem jeden!



Bardzo przypadły do gustu zarówno Witkowi, jak i Kseni. Szaleństwo było ogromne. Jedna wędka już przegrała nierówną walkę z kocimi pazurkami, ale reszta zabawek ma się świetnie i nadal służą w zabawie. Fajne kolory, dzwoneczki i piórka, czyli wszystko co atrakcyjne dla kotów. Tutaj dużym plusem ze strony firmy było to, że dorzucili kalendarz dla opiekuna. Bardzo fajny gest!



Bardzo fajne przysmaki, które mogą być uzupełnieniem podstawowej diety kota. Prosty skład i dobra jakość. Na pewno będę je od czasu do czasu kupowała swoim milusińskim, czekam aż będą łatwiejsze do kupienia, a jak na razie można zamawiać w wybranych sklepach internetowych (linki znajdziecie w recenzji)


To taki luksusowy produkt, którego nigdy bym kotom nie kupiła. Po pierwsze moje koty nie chodzą w obrożach, a po drugie wysoka cena. Jednak do zdjęć sprawdza się fajnie! Poza tym ciekawy pomysł ze zmiennymi elementami obroży, ręcznie robione z dbałością o detale. Cudo.



Znowu coś, czego pewnie bym nie kupiła sama. Ale muszę przyznać, że uszyte jest pięknie, mamy duży wybór w różnych deseniach. Jest ciepłe i szykowne. 


To była fajna i interesująca przygoda. Polecamy ;)