czwartek, 8 grudnia 2016

odwiedziny Mikołaja

Słuchajcie! Przyszedł do mnie Mikołaj! Trochę się spóźnił, ale liczy się to, że był ;) Jesteście ciekawi co dostałem???

Chyba byłem jednak grzecznym kotkiem, skoro dostałem prezent. Chociaż moja Pańcia ciągle powtarza, że jestem rozpieszczonym , niegrzecznym rudzielcem, to jednak ostatnio musiała przyznać, że bywam rozkosznie grzeczny. W ostatnich dniach dzielnie przyjmuję antybiotyk, a uwierzcie nie jest to przyjemne jak wkładają wam pół ludzkiego palca do gardła i popychają tabletę!!!! Jednym słowem zasłużyłem na ten prezent ;)


Mikołaj ewidentnie zaopatrywał się w naszym ulubionym zooplusie! ;)

Dostałem zabawkę, bo wiadomo, że dzieci najbardziej cieszą się z zabawek! Ja przyznam się szczerze, że mam sporo różnych zabawek, ale średnio lubię się nimi bawić.   Ta wędka jest wyjątkowa. Oszalałem na jej punkcie. 

Mowa o wędce BIRD, którą możecie zobaczyć Tutaj

Wędka jest bardzo długa, a na końcu ma prawdziwe piórka. Lata i szeleści jak prawdziwy ptaszek! Pierwszy raz od wielu miesięcy skakałem jak mały kociak, próbując złapać tego ptaszka! Te piórka obudziły moje dzikie instynkty :P 
 
  
Wędka ma dwie zapasowe końcówki z innymi piórkami, których jeszcze nie testowałem. Ale mówię Wam, wędka jest czaderska!!! Tosia i Dyziu też taką dostali od Mikołaja ;) No muszę przyznać, że spisał się ten Mikołaj w tym roku! Tylko nie wiem skąd on wiedział, że jestem na diecie, bo nie przyniósł żadnego smakołyka! 


                                                                                              Witek

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Tosia i Dyziu w roli testerów

Kolejny raz dostaliśmy szansę przetestowania nieznanych nam produktów. Ostatnio najczęściej testerem chrupek był Witek, dlatego tym razem rola ta przypadła Tosi i Dyziowi. Po pierwsze nie chciałam po raz kolejny wprowadzać Witkowi zmian, zwłaszcza że ostatnio troszeczkę się pochorował, więc niech dochodzi do siebie w spokoju. Po drugie, Tosia i Dyziu także są gwiazdeczkami tego bloga, zatem niech także odczują te wymierne korzyści z bycia celebrytą ;)

Jak wiecie, Tosia nie przepada za rolą fotomodelki, ale tym razem stanęła na wysokości zadania i pięknie pozowała. Czego to się dla chrupek nie zrobi....


Do testowania dostaliśmy zarówno karmę suchą, jak i mokrą. Dzisiaj napiszemy Wam o chrupeczkach ;)

Go Care Royal
ACTIVE ALL BREEDS

Opis producenta:  Kompletna karma dla dorosłych aktywnych kotów wszystkich ras. Zalecana również dla kotów wykazujących większe zapotrzebowanie na wysokowartościowe  białko i tłuszcz jak koty ras main coon i norweski leśny.

Zawiera  76,2% wysoko przyswajalnego białka zwierzęcego. Dodatkowe kalorie pochodzą z tłuszczu i białka, niezbędne dla zachowania wysokiego poziomu energii. Zawiera naturalną taurynę ze świeżego mięsa, której organizm kota potrzebuje dla prawidłowej pracy serca i ostrości wzroku oraz utrzymania kota w dobrej kondycji i gotowości reprodukcyjnej.

W 100% naturalna barwa, smak i zapach - bez sztucznych dodatków.


Skład: przetworzone białko zwierzęce (16% drób, 11,5 wieprzowina, 4% świeżych wątróbek i serc kurzych), tłuszcz zwierzęcy (14,5% tłuszczu drobiowego), śruta kukurydziana, kukurydza, gluten kukurydziany, białko zwierzęce hydrolizowane (kurczak), ryż (parzony, łamany), mączka rybna, wysłodki buraczane suszone (włókna) (3%), olej roślinny (2% nasiona rzepaku), inulina z cykorii (0,5%), fruktooligosacharydy, kwas fosforowy (zakwaszający mocz), dl-metionina, chlorek sodu, chlorek potasu, naturalne przeciwutleniacze (naturalne tokoferole, ekstrakt z rozmarynu, olej rzepakowy, lecytyna surowa, kwas cytrynowy, dwutlenek krzemu), jukka mojave.

To zdecydowanie nie jest karma dla moich kanapowców ;) Już i tak mają pokaźne brzuchy, zwłaszcza Witek. Dlatego karma trafi do chorych kotków na Kociarnię, którym na pewno bardziej się przysłuży niż moim spaślakom.

Go Care Royal
 WEIGHT CONTROL

Opis producenta: Pełnoporcjowa i zrównoważona kompletna karma ze świeżym kurczakiem dla dorosłych kotów wszystkich ras.  Polecana dla kotów o małej aktywności, przebywających w domu, a także kastrowanych/sterylizowanych oraz z tendencją do nadwagi.

Obniżona zawartość tłuszczu - 11%. Zawiera 79,5% wysoko przyswajalnego przetworzonego białka zwierzęcego. Wzbogacona  o dl-metioninę, która zakwasza mocz i hamuje proces wytrącania się kamieni dzięki czemu utrzymamy drogi moczowe kota w zdrowiu. Nie zawiera miedzi.

Ta karma jest zdecydowanie lepsza dla kanapowych mruczków, które niewiele się ruszają, za to chętnie jedzą ;)


Skład: przetworzone białko zwierzęce (16% drób, 11,5 wieprzowina, 4% świeżych wątróbek i serc kurzych), śruta kukurydziana, kukurydza, wysłodki buraczane suszone (włókna) (8%), gluten kukurydziany, białko zwierzęce hydrolizowane (kurczak), ryż (parzony, łamany), mączka rybna, tłuszcz zwierzęcy (4% tłuszczu drobiowego), lignoceluloza (włókna), olej roślinny (1% nasiona rzepaku), inulina z cykorii (0,5%), fruktooligosacharydy, kwas fosforowy (zakwaszający mocz), dl-metionina, chlorek sodu, chlorku potasu, naturalne przeciwutleniacze (naturalne tokoferole, ekstrakt z rozmarynu, olej rzepakowy, lecytyna surowa, kwas cytrynowy, dwutlenek krzemu), jukka mojave.

Osoby zainteresowane o karmach Go Care Royal mogą poczytać TUTAJ

Koty zajadały się chrupkami, aż im się uszy trzęsły. To są jednak żarłoki niepospolite! 

Za możliwość  przetestowania karmy dziękujemy Best 4 Animal Care A naszych Czytelników już dziś zapraszamy na test karmy mokrej, już wkrótce na naszym blogu.
  

niedziela, 4 grudnia 2016

alarm kuwetowy

Nie ma to jak wyczucie czasu! Bo nie ma to jak podejrzane zachowanie kota w piątkowy wieczór.....

Jak to przeważnie bywa, człowiek wraca zmęczony z pracy i bierze się za gotowanie obiadu. Potem jakieś pranie i takie tam. Dopiero wtedy zorientowałam się, że Witek już któryś raz w przeciągu krótkiego okresu czasu, grzebie w kuwecie. Zaglądnęłam do kuwety ale nic nie było. A ten łaził, smędził się i znowu do kuwety. I tak przez cały wieczór....

Początkowo myślałam, że nie może zrobić kupy. Z kotami jest jak z dziećmi, jest kupa i jest spokój :D Ale po pęcherzowych doświadczeniach z Dyziem, jednak zachowanie Witka mocno mnie zaniepokoiło. Wizyta w kuwecie co 10-15 minut to nie jest normalne! Skupiał się mocno, ale w kuwecie było sucho... Wymieniłam żwirek w obu kuwetach, żeby rano zobaczyć czy coś wysikał.

W sobotę rano pojechaliśmy do lecznicy. Sprawdziłam rano zawartość kuwet i w obu był zbrylony żwirek, co świadczy o tym, że kot sika i nie ma zatrzymania moczu.

Co prawda Witek poczuł się lepiej i częste wizyty w kuwecie ustąpiły, ale i tak wolałam go skonsultować z lekarzem, bo w niedzielę lecznica jest zamknięta. Na szczęście nie było kolejki i szybko zostaliśmy przyjęci.


Witek jak zawsze był dosyć grzeczny. Pani Doktor lekko ogoliła brzuszek i zrobiła USG. Nadmiar tłuszczyku na brzusiu trochę utrudniał badanie, ale w końcu udało się zobaczyć, że pęcherz jest pusty. Witek dostał dwa zastrzyki i antybiotyk. Pani Doktor powiedziała, że niekoniecznie musi to być syndrom urologiczny. Częste chodzenie mogło być spowodowane jakimś stresem, ale nie kojarzę, aby wydarzyło się coś takiego, co tak mogłoby zdenerwować Witka. Niestety jest też duże prawdopodobieństwo, że pęcherz jest najzwyczajniej przeziębiony. Ostatnio jest dosyć zimno, a Witek bardzo nudzi o balkon. Pani Doktor doradziła, aby w zimie jednak nie wypuszczać kota na tak niskie temperatury...

Witek został zważony, równe 7 kilogramów! Za dużo! ;)

Całą sobotę odsypiał chyba wizytę u lekarza, bo spał jak zabity i prawie jakby nie było kota w domu. Wieczorem zaktywizował się troszkę i pomagał mi w przygotowaniu kilku przedmiotów na charytatywny bazarek dla psio-kociej fundacji.


Dzisiaj rano dostał pierwszą dawkę antybiotyku. Oby wszystko wróciło całkowicie do normy!

piątek, 2 grudnia 2016

podsumowanie listopada

W listopadzie u moich rodziców wczasował się Maciej. Dawno nie było go na blogu, dlatego ostatnio chodząc do rodziców starałam się zabierać ze sobą kartę do aparatu (po co dźwigać aparat, jak można pożyczyć od taty :P). Jak nie było aparatu/karty pod ręką, zawsze jest komórka ;)

Komitet powitalny

 

U cioci  na kolanach. Co to jest za kot! Jak go położysz, tak będzie leżał! Nadziwić się nie mogę, za każdym razem jak biorę go na kolana!


Zaryzykuję stwierdzenie, że jest to kot idealny! Można mu bez problemu wymyć oczy i zaglądnąć w pazurki....reszta bandy jest taka nietykalska, że nawet nie podchodź do nich w takim celu!


Byłby niezłym celebrytą :P



Oczywiście nie może zabraknąć Adusi. Ta to dopiero się rozumie z Maćkiem! Maciej ma ogromne pokłady cierpliwości do tego psa :D




Pięknej Tosi też nie może zabraknąć


Ukryta za wazonem


Komisyjne sprawdzanie zawartości siatki z zakupami.... nic dla nas???


Kumple. Tylko Tosia miała dość gościa i z niecierpliwością oczekiwała, aż Maciej wróci do siebie ;)



Maciej w towarzystwie



We dwoje na drapaku...... taka sytuacja miała miejsce ;)


No i oczywiście Witek ;)

Pomocnik przy robieniu bombek


Listopadowa pogoda niestety już nie ma litości, czas było przywdziać kurteczkę


Niedzielny relaks, bo czasem trzeba po prostu porobić NIC ;) czego i Wam życzymy!


środa, 30 listopada 2016

porządki czyli pranie kocich kocyków

Już od jakiegoś czasu braliśmy się za wypranie kocyków Witka, ale tak nam schodziło. Na pomoc przybyła wiadomość od przedstawiciela firmy Clovin, który zaproponował nam przetestowanie specjalnego proszku. Już nie migaliśmy się od prania, a teraz dzielimy się z Wami naszymi wrażeniami ;)


Po dokładnym "odkłaczeniu" kocyków, postanowiliśmy je wyprać. Musicie wiedzieć, że kocyków Witek posiada aż cztery! Jeden na fotelu balkonowym, drugi w budce, także na balkonie. Trzeci na krześle w pokoju oraz czwarty w transporterku. Wszystkie mocno oblegane, ale nie da się ukryć, że do najbrudniejszych należą te balkonowe kocyki. Teraz zostaną wyprane i schowane na zimę ;)

Firma Clovin posiada w swojej ofercie proszek do prania Clovin II Septon, który działa zabójczo na bakterie, grzyby, prątki, wirusy i spory. Dzięki aktywnemu tlenowi skutecznie usuwa plamy i wybiela tkaniny, ponadto proszek nie zawiera chloru i fosforanów, więc jest przyjazny dla środowiska.  Wystarczy wyprać w 65 stopniach i gotowe.



Dokładny opis proszku możecie znaleźć TUTAJ

Oprócz proszku Clovin II Septon otrzymaliśmy także proszek do prania firan, proszek do kolorów oraz proszek do bieli, a także odplamiacz, tabletki do zmywarki i woreczek do prania. 

Proszkiem podzieliłam się z moją mamą, ponieważ myślę, że jest to dobry detergent dla posiadaczy psów ;) Wiadomo, że wychodzą one na zewnątrz, a potem tarabanią się do łóżka. Oprócz bakterii zostawiają także ślady mokrych łapek! Obie z mamą jesteśmy bardzo zadowolone z proszku. Ma przyjemny zapach i dobrze usuwa plamy. Wyprałyśmy w nim także liczne pluszowe zabawki Ady, które już mocno prosiły się o kąpiel. Piorąc legowiska czy zabawki zwierząt pamiętajcie, aby nie płukać ich już dodatkowo w płynie, ponieważ futrzaki nie przepadają za tak intensywnymi perfumowanymi zapachami.

Witek oczywiście pomagał i wykazywał ogromne zainteresowanie praniem swoich kocyków. Wybrał odpowiedni program i dozował proszek.



Ale jesteś pewna, że moje kocyki będą tam bezpieczne???

  
Oprócz kocich kocyków w nowym proszku wyprałam pościel, ręczniki oraz kuchenne ściereczki. Z proszku do firan także już skorzystaliśmy i jesteśmy na tak za taką biel ;) Witek chyba też jest zadowolony z czystego kocyka


Firmie Clovin bardzo dziękujemy za możliwość przetestowania Waszych produktów. Szczerze mówiąc nie miałam pojęcia, że nawet branża chemiczna myśli o opiekunach zwierząt ;)

Polecamy dla zainteresownych:
www.wszystkowporzadku.com.pl
www.sklep.clovin.com.pl


niedziela, 27 listopada 2016

porządki czyli walka z sierścią

Każdy opiekun zwierzaka wie, że pupil to tona miłości i przyjemności oraz dwie tony sierści ;) Jak więc radzić sobie z taką ilością wszędzie widocznych kłaków?

Po pierwsze zaakceptować! 
Nawet przy codziennym, dogłębnym sprzątaniu nie jesteśmy w stanie wyeliminować sierści z naszego życia. A pracując zawodowo i mając na głowie wiele obowiązków ciężko porządnie sprzątać każdego dnia. Im szybciej zaakceptujemy fakt, że sierść naszego pupila jest raczej wszędzie, tym większa szansa na spokojne życie. W końcu nie na darmo się mówi, że dom powinien być na tyle czysty, abyśmy byli zdrowi i na tyle brudny, abyśmy byli szczęśliwi. Prawda, że tak właśnie jest?

Po drugie wyróbmy sobie pewne zasady.
Ja, pomimo ogromnej miłości do kota i wyrozumiałości dla niego, nigdy nie pozwalam włazić mu do mojej szafy. Już mu tyle wolno, że bez szafy jakoś musi się obejść ;) chociaż codziennie próbuje mnie przechytrzyć i do szafy wpaść z rozpędu! Zakaz wchodzenia do szafy nie gwarantuje, że będzie do miejsce wolne od sierści, ale na pewno ograniczy tony kłaków przyczepione do naszych ubrań. Ubrania wizytowe, eleganckie trzymam w foliowych pokrowcach szczelnie zasunięte. Czarne ubrania, które przyciągają sierść jak magnes czy czarne swetry, które ciężko z sierści wyczyścić, od razu po powrocie do domu chowam i nie zostawiam na wierzchu, gdzie może na nich wyspać się kot. Inna rzecz, że miłe ubrania Witek uwielbia tuptać, jednocześnie je niszcząc pazurkami, więc tym bardziej trzeba je od razu schować do szafy. Ogólnie nie przepadam za czarnymi ubraniami, bo wiem jak szybko ulegają "zakoceniu", ale jeżeli już takie posiadam, staram się unikać sytuacji, kiedy mają one kontakt z kotem.

Po trzecie zaopatrzmy się w pewne urządzenia!
Już kiedyś pokazywałam Wam rolki z Ikei, bez których już nie wyobrażam sobie życia. Drugą rzeczą, która bardzo ułatwia mi sprzątanie, jest gumowa szczotka. Pierwszy raz zobaczyłam ją gdzież na kocim blogu i od razu postanowiłam zakupić i przetestować. I teraz nie wyobrażam sobie bez niej sprzątania!

Oczywiście chodzi o SZCZOTKĘ-BIEDRONKĘ HUNTER 
Szczotka jest zrobiona z gumy, dzięki czemu świetnie ściąga włosy z tapicerek, drapaka, dywanów i innych materiałowych powierzchni. Szczotka ma bardzo fajny i wygodny kształt, przez co dobrze leży w dłoni. Jeżeli się zakurzy wystarczy włożyć ją pod bieżącą wodę i znowu wygląda jak nowa.  


Polecam każdemu, kto jeszcze nie zna tej szczotki. W przystępnej cenie mamy niezłego pomocnika w porządkach. Oczywiście podczas sprzątania dołączył jeszcze jeden pomocnik, z takim wsparciem poszło jak po maśle.


Kłaki poskromione! "Odkłaczone" koce jutro pójdą do prania ;) 


Mieszkanie posprzątane, więc mój mały pomocnik mógł udać się na odpoczynek, a ja mam czas na napisanie jeszcze jednego posta. 

środa, 23 listopada 2016

nie dam się ocenzurować

No wreszcie się do komputera dorwałem!!! Dawno nie pisałem, bo Pańcia oblega kompa cały czas. A swojego się jeszcze nie dorobiłem, całe kieszonkowe przeznaczam na chrupki!

Tak czatowałem na możliwość napisania posta:



Tak dawno nie pisałem, że nawet nie wiem od czego zacząć! Pańcia otrzymała sygnały, że niektórzy Czytelnicy lubią moje pisanie! Przecież to jest powszechnie wiadome, że ja piszę lepiej od Elżbiety. Podobno mam jej nie nazywać Matką, bo się ludzie gorszą! Po jej ostatnich nieprzyjemnych zajściach, to ja nawet wiem kogo to gorszy! Tego co zupełnie nie zna kociej natury....

A wiecie jaka jest kocia natura??? My jesteśmy INDYWIDUALISTAMI, ODWAŻNIAKAMI, SPRYCIARZAMI i generalnie we wszystkim SAMI dajemy sobie radę. Teoretycznie. Bo w praktyce jesteśmy puchatymi koteckami, które kochają swoje LUDZKIE MAMY. I kiedy taka mama jest w pobliżu, to odzywają się w nas pierwotne instynkty, zachowujemy się jak małe kociątka. Bo to nasza ludzka mama, którą kochamy nad życie.

Przynajmniej ja tą moją ludzką mamę kocham, jak nie wiem co. I wybaczam jej, że mnie głodzi, że testuje na mnie jakieś zdrowe jedzenie, że nie pozwala pobiegać po klatce, o podwórku nawet nie wspomnę. Czy to nie jest miłość? Ja ją z tej ogromnej miłości nawet dziabnę raz na jakiś czas. Żeby wiedziała, jak ją kocham. Mówić po ludzku nie umiem, po kociemu gadam sporo, ale ludzie średnio łapią języki obce, więc jak inaczej wyrazić swą miłość? Trzeba dziabnąć i od razu człowiek wie, że jest kochany. Zwłaszcza mama to wie, bo Duży chyba lepiej rozumie moje kocie gadanie niż gesty niewerbalne. Z nim to sobie lubię pogadać. Duży lubi zagadywać, bo ja zawsze odpowiadam....   

Matka ciągle wstawia jakieś zdjęcia bez konsultacji ze mną. A to jak jem, jak rozbiłem miskę albo jaki jestem zapracowany.  Nie ma żadnych zdjęć pokazujących, jaki ja rozkoszny jestem!!! 


Jak już jestem przy klawiaturze, to wyjaśnię sprawę z miską. Bo Matka się oczywiście nie przyznała, że się do rozbicia miski mocno przysłużyła.... Otóż spałem sobie smacznie w kartonowym łóżeczku, obok miski, kiedy to Matka, zwana Elżbietą, przechodziła koło mnie i coś niosła, wykonała tym czymś dziwny ruch i mocno się przestraszyłem. W te pędy zerwałem się do ucieczki, bo przecież wiadomo, że matki nieobliczalne bywają. A że łóżeczko lekko tyrpnęło w miskę, która z wrażenia się rozpadła, to sami widzicie, że nie moja wina. I weź tu wierz Elżbiecie!!! Będzie się zasłaniała fikcją literacką, która podobno w blogowaniu jest dozwolona.... Hmmmm tylko czemu ta fikcja zawsze czyni mnie niedojdą??? Może by tak coś sfiksowała, że miewam przygody niczym Kot w Butach? A nie takie oczernianie?

To ja też fikcję literacką uczynię i powiem Wam, że ostatnio w telewizji występowałem. W zacnej roli ;)


Tak, Matka! Paczaj i czytaj!!! I chociażbyś cenzurę nakładała i usta zamykała, ja nie będę milczał. Będę pisał! Niech Czytelnicy znają prawdę!




                                                                                            Wasz Witek