sobota, 17 sierpnia 2019

czytanie z kotem (19)

Nie sądziłam, że polubię kryminały czy thrillery, a jednak stało się i troszkę mnie wciągnęło ;) Po "Pacjentce" (tutaj wpis), która bardzo mi się podobała, postanowiłam znowu sięgnąć po thriller. Tym razem psychologiczny.


"Odbiorę ci wszystko" autorstwa Ruth Lillegraven to nowość, którą miałam na swojej liście "do kupienia", ponieważ w Internecie, głównie na czytelniczych kontach Instagrama, już zbierała pozytywne recenzje. Jakież było moje zdziwienie, kiedy dostałam ją w prezencie od mojego P. (a On Instagrama nie posiada, więc recenzji nie znał ;))


Książka napisana jest z dwóch perspektyw, narratorami jest dwójka bohaterów, Clara oraz jej mąż Haavard. Clara jest urzędniczką Ministerstwa Sprawiedliwości, natomiast jej mąż jest lekarzem. Clara pracuje nad ustawą, która chroniłaby dzieci dotknięte przemocą domową. Poznajemy stopniowo jej przeszłość i tajemnice, które wyjaśniają nam powoli, dlaczego myśli w ten, a nie inny sposób. Jej mąż, na dyżurze w szpitalu, przyjmuje nieprzytomnego chłopca z dziwnymi obrażeniami. Ojciec dziecka tłumaczy, że malec spadł z drzewa, ale lekarz podejrzewa, że przyczyna stanu dziecka jest inna. Chłopiec umiera, a niedługo po tym jego ojciec zostaje zamordowany w przyszpitalnej kaplicy. Głównym podejrzanym staje się Haavard. 

Akcja, jak na thriller, toczy się dosyć prężnie. Kiedy wydaje nam się, że zagmatwane wątki zaczynają się układać w całość, następuje zwrot akcji, który wywraca fabułę do góry nogami. I kiedy znowu zaczyna się wydawać, że autorka niczym nas nie zaskoczy, następuje koniec, którego kompletnie się nie spodziewamy. Książka zdecydowanie wciska w fotel. 


O dziwo opinie o książce są różne i skrajne. Jednym się szalenie podoba, inni pisali, że nudna. Ja na pewno nie powiem, że książka jest nudna. W tym przypadku, jakoś nie zapałałam sympatią do żadnego z bohaterów. Nikt nie jest taki, jakim się początkowo wydaje, a najlepszą zachętą do przeczytania niech będą słowa z okładki: "w tej książce nic nie jest jednoznaczne, nikt nie jest niewinny, a zło nie jest złem absolutnym".


Ksenia już się zastanawia, co będziemy czytać teraz ;)


A Witek: Matka!!!!! Czytanie, czytaniem!!!!! Ale dej żryć!!!!!!!!   Intelektualista....

niedziela, 11 sierpnia 2019

rok z Ksenią

Ksenia! No wreszcie trzeba było o niej napisać coś więcej ;) Bo ciągle tylko zdjęcia (robię ich zdecydowanie za dużo), śmieszne historyjki, kotłowanki z Witkiem... Ale jaka jest ta nasza Ksenia? Właśnie mija dokładnie rok, jak mała jest z nami. To dobra okazja na takie podsumowanie.


Rozruszała nas, dom i Witka na maksa! Tak, ruch, to coś co określa tego kota. Zdecydowanie! Mając w domu kota emeryta, zapomniałam, ile ruchu potrzebuje taki szprot. A zachowuje się czasami, jakby tu i teraz, nagle, musiała wytracić nadmiar swojej energii. Więc biega po całym mieszkaniu, wbiega na drapak i od razu z niego zeskakuje. Wygłupia się na sofie bądź krześle, wskakuje na parapet... Żywe srebro to za mało, żeby ją opisać ;)


Chyba trafił nam się drugi kot gaduła. Dużo komentuje swoim piskliwym i jeszcze dziecięcym miauczeniem. Gada z ptaszkami przez szybę i z muchami na parapecie. Siedzi w przedpokoju i gada do mojej kurtki, bo ma fajne sznureczki. Komentuje, że zaraz będzie drapała w szafę albo że zamierza wyskoczyć na komodę. 


Uczestniczy we wszystkich czynnościach, jakie wykonuję. Prasowanie z nią to prawdziwa udręka. Prasowanie generalnie to udręka, ale z tym kotem to niezły wyczyn, bo wspina się na deskę do prasowania, bawi się kablem od żelazka... Zawsze unikałam prasowania jak tylko mogłam, tłumacząc, że nie lubię. Teraz mam wymówkę, że to niebezpieczne dla kotka ;)


Uwielbia wychodzić na balkon i jest szansa, że jak ona zajmie się balkonem, to ja zajmę się czymś w czym strasznie mi przeszkadza ;) Ogólnie siedzenie na balkonie i obserwowanie ptaszków to jej ulubione zajęcie. Na balkonie jest dosyć grzeczna, myślałam, że będzie testowała wytrzymałość siatki, ale jak na razie nie wisiała jeszcze na niej. Jednak muszę jej pilnować, bo głuptasek jeszcze nie wie, że od pszczół i innych tego typu owadów lepiej trzymać się z daleka. 


Łazienka! To chyba drugie miejsce, w którym Ksenia lubi spędzać czas. Najlepiej ze mną oczywiście. Rano, kiedy maluję się, przesiaduje w wannie. W tym czasie Witek także siedzi w łazience, więc obstawę mam dobrą ;) Kąpiel bez niej jest niemożliwa, ona po prostu musi mi towarzyszyć. Fascynuje ją piana w wannie lub lejąca się woda z prysznica. Czasami zamoczy łapkę, żeby wiedzieć co i jak. 


Generalnie jest bardzo śmieszna i bawi mnie na każdym kroku. Ale jest jedna rzecz, której nie mogę jej oduczyć i która denerwuje mnie niesamowicie. Mianowicie Ksenia uważa suszarkę na pranie za najlepszy na świecie plac zabaw! Myślałam, że z czasem z tego wyrośnie, ale ona rośnie i rośnie, czas płynie, a stosunek do suszarki się nie zmienia.... Ktoś ma jakiś pomysł, żeby tego dziada zniechęcić do akrobacji na suszarce????



Ksenia to ogromny miziak. I to w niej uwielbiam! Nie ma dnia, żeby nie przyszła do mnie na mizianie i tulenie. Czasami kładzie mi się na klatce piersiowej, jak wtedy, kiedy była całkiem malutka. Przychodzi na kolana i kładzie się do spania. Zdarza się, że przychodzi do mnie w nocy i śpi zaraz obok mojej twarzy (nie muszę chyba dodawać, że przy okazji zajmuje prawie całą moją poduszkę...). Uwielbia się pchać pod kołdrę lub koc i lubi spać pod przykryciem, jednocześnie nie uważając, że tak jest za gorąco ;)


Życie z małym kotem jest trudne, chociaż wydaje mi się, że największy trud mamy już za sobą. Musiałam zrezygnować z zasłon i niektórych firanek, bo mała notorycznie na nich wisiała. Powoli będę wprowadzała zasłony, bo wydaje mi się, że z tego zachowania wyrosła.... Taką mam nadzieję ;) 


Na pewno opieka nad małym kotem jest wymagająca i trudna, ale warta zachodu. Nikt tak nas nie pokocha, jak to kochane stworzonko ;) Trzeba uważać, co się zostawia na wierzchu, żeby kotek w coś się nie zaplątał lub nie zjadł czegoś nieodpowiedniego. Trzeba się liczyć z tym, że maluch może coś podrapać i zniszczyć. Trzeba mieć więcej czasu i uwagi niż dla starszego kota, bo kocie dziecko potrzebuje dużo zabawy. 

Ksenia czasami kręci noskiem podczas jedzenia. Dokładnie to wybrzydza w chrupkach! Lubi puszeczki, ale chciałabym, żeby jadła też chrupki. Ostatnio ma fazę na jedzenie z mojej ręki, wtedy chrupki bardziej jej smakują. Ale nie jest to regułą.... Natomiast mokre jedzenie wcina bez żadnych problemów, co bardzo mnie cieszy.


Jak była całkiem malutka, najgorsze były noce, bo mała nie spała, chciała się bawić i kombinowała. Na szczęście z tego też już wyrosła. Prawie jak z dziećmi, bo przychodzi taki czas... ;) że kotek zjada kolację i idzie spać. Oczywiście nie jest to regułą, ale przeważnie tak właśnie jest. Widzi, że wszyscy, nawet Witek, idą spać, jest ciemno i robi się cicho, więc i ona idzie spać. Układa się w gniazdku na drapaku i przesypia przynajmniej do 4:00 czasami do 5:00. Są takie poranki, że razem z Witkiem dokazują, ale przeważnie wstaje, idzie na parapet i obserwuje sobie poranne życie osiedla. Prawda, że grzeczny koteczek?


Ksenia bezgranicznie ufa człowiekowi. Nigdy nie zaznała z naszej strony zła i krzywdy, nie pamięta, że była bezdomna. Możliwe, że bardzo krótko tułała się samotnie. Co tu dużo mówić, jesteśmy dla niej całym światem. Kiedy bierzemy ją na ręce, nie wyrywa się, nie drapie, po prostu cierpliwie czeka, aż się ją wypuści, aby mogła pobiec do swoich ważnych spraw ;) Na rękach jest wyluzowana, wygłupia się i od razu zaczyna mruczeć.


Chyba tyle, bo znowu się rozpisałam ;)



niedziela, 4 sierpnia 2019

kocia sobota

Dzisiaj wyjątkowo Matka nie zagoniła nas do roboty, można było się skupić na zabawie. I nawet mnie w tej zabawie poniosło ;)


Bawiliśmy się nowymi zabawkami z superboxa. Ja się wydurniałem z pluszową mychą, natomiast Ksenia zwariowała na punkcie wędki z pomponem :P



Myszka dosyć śmieszna, ale ładna. Nóżki ma zakończone dzwoneczkami, więc robi trochę hałasu ;)




Zabawa zaczęła się, zanim jeszcze zabawki zostały rozpakowane. 


Ja się różowym pomponem nie będę bawił. Co jak co, ale jakąś godność mam. Niech brzdąc się tym bawi. 


Gówniak uwielbia bawić się na krześle, to jej ulubiona miejscówka do brykania.


Często tak się bawią z Dużym, a Matka wtedy cyka zdjęcia. Popatrzcie na nią....jakby ktoś jej nie znał, to by pomyślał, że całkiem grzeczny kotek....




 ...ale pozory mylą. To jest niezły wariat. Czasami to jestem zmęczony samym patrzeniem na jej głupawkę, serio!





A potem jeszcze mnie próbowała zwerbować do tych swoich szaleństw. Ale mnie się nie chciało. Chociaż czasami się gonimy, nie powiem ;)


Ale ja przerywam te głupoty. Matka, dawaj żreć!!!!!!!!!!!!!!!!!!


A po kolacji do spania. I tak nam minęła ta sobota, na kocich głupotach ;)

wtorek, 30 lipca 2019

podsumowanie lipca

Kolejny letni miesiąc za nami. A w mojej ukochanej Nowej Hucie na moment zrobiło się wiejsko.


Łąki nowohuckie brylowały w Internecie, zwłaszcza na Instagramie. Każdy chciał mieć fotkę z belami siana. Ja niestety się nie załapałam, ale Adka miała więcej szczęścia w roli modelki ;) 


Niestety kiedy wybrałam się w czwartek wieczorem (11 lipca) na rowerowy spacer, zobaczyłam, że bele siana płoną, a z ogniem walczą strażacy. Ludzie wszystko zniszczą.... W takich momentach myślę sobie, że nie ma większego szkodnika, jak CZŁOWIEK....


Ogólnie w ostatnim czasie ludzie wkurzają mnie bardziej niż normalnie.... W takich momentach cieszę się, że wracam do domu, gdzie czekają te dwa futerka i skutecznie mnie odstresowują....



Krótki spacer rowerowy po okolicy, a ile spotkałam kotów! Warto wybrać się po 20:00 na spacer lub na rower. Koty zaczynają łowy ;)


Żaden nie chciał się ze mną zaprzyjaźnić ;)


Gdzie ty koteczku idziesz?




A ten Wam kogoś przypomina?


Wiele radości sprawiła mi sesja z okazji urodzin Kseni.


To jest bardzo wdzięczna modelka, chociaż jeszcze nie do końca umie pozować. Jak tylko się pochylam do zrobienia zdjęcia, ona przybiega się tulić ;) Trzeba cykać szybko i z zaskoczenia.


Zabawowa dziewczynka, nadal lubi wskakiwać na ten drapak, chociaż jest już duża i cięższa.


W czasie deszczu kocie dzieci się nudzą...


Więc trzeba zabawiać znudzone futerko


Kawka z kotkiem, to najlepszy poranek.


Ostatnio moja mama wygrzebała moją starą lalkę szmaciankę ;) Każda lalka w dzieciństwie miała na imię Edyta, tak bardzo podobało mi się to imię :D


Czytanie z kotem.... Zostaw książkę i się tulimy ;)


Jedziesz sobie wałem, wzdłuż Wisły, a tu kot. Nie chciał się bratać, ale też nie uciekał.


Mój wielki projekt z rowerem w roli głównej. W wolnej chwili pewnie pokażę Wam co zrobiłam, ale już dziś powiem, że bez pomocnika nie dałabym rady ;)


Miziaj człowieku, nie opieprzaj się! ;)


Kto wie, że lipiec był miesiącem bez plastiku??? Żyjemy w czasach, kiedy bardzo trudno unikać plastiku. Ja dopiero jestem na początku drogi o nazwie LESS WASTE czy ZERO WASTE. Nie jestem zwolenniczką terroru ekologicznego, daleko mi do tego i chyba nigdy nie osiągnę takiej postawy (mam nadzieję). Ale uważam, że trzeba żyć, kupować i konsumować z rozwagą i rozumem. Od blisko roku nie kupujemy wody butelkowanej, pijemy kranowiankę, którą zabieram ze sobą do wielorazowej butelki. Może kiedyś napiszę o tym i innych małych krokach i zmianach, jakie wprowadzam w swoim życiu, aby być bardziej eko. Wychodzę z założenia , że każda, nawet najmniejsza zmiana na sens ;)


W lipcu stuknął nam rok, jak jesteśmy na Instagramie ;) Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do tej aplikacji, jednak po jakimś czasie bardzo mi się spodobała. Nie wyobrażam sobie porzucić pisania na blogu na rzecz Instagrama. Uważam, że jest on fajnym uzupełnieniem, można powiedzieć takim "przekazem na żywo" z życia kotów dzięki krótkim relacjom na InstaStories. Zdecydowanie też widoczny jest większy ruch na IG niż na FB i Blogu. Lajki, komentarze, reakcje na relacje, wielu obserwujących. Na blogu jest zdecydowanie spokojniej. Ale ma to swoje uroki, bo mogę się tu rozpisać, a nieliczne grono czytających i komentujących to taka grupa wiernych znajomych, którym chce się przychodzić i czytać. Bardzo to doceniam ;) Zwłaszcza, że nie mam umiaru w cykaniu fotek, a i z pisaniem czasami mnie poniesie. Już widzę, że ten post też przydługi wyjdzie!



Na koniec jeszcze pokażę Tosię i Dyzia, bo bywają na blogu rzadko ostatnio ;) Tosia, jak na prawdziwą kocią damę przystało, siedziała z nami przy stole.


 Natomiast Dyniu, jak to on, żyje w swoim świecie. Woli swoje pudło i tyle ;)



To był jak zwykle fajny miesiąc. Cieszę się, że pokonałam wewnętrznego lenia i wybrałam się na plenery fotograficzne. Zostawiam Was z tymi cudownymi, typowo letnimi klimatami...