wtorek, 15 sierpnia 2017

Witek w różach

Romantyczny Witek dla swoich wielbicielek ;)





Jak ja uwielbiam tego rudzielca. Czasami jest na tyle grzeczny, żeby cyknąć kilka zdjęć ;)


I chwila zadumy.... czy za ładne pozowanie należy się dodatkowa porcja chrupek?

czwartek, 10 sierpnia 2017

KEDI - sekretne życie kotów

Wreszcie wybrałam się do kina na wyczekiwany przeze mnie film "Kedi - sekretne życie kotów". Nie będę dużo się rozpisywać na temat tego filmu, bo wiele recenzji już w blogosferze krąży.


Napiszę krótko, faktycznie jest to film dla wielbicieli kotów. Każdy kto lubi koty, będzie się na tym filmie dobrze bawił. Mnie momentami także wzruszał. Historie konkretnych kotów przeplatane są z historiami ludzi. I okazuje się, że relacje ludzko-kocie to nie są jednostronne relacje, w których człowiek przeważnie dokarmia koty. Koty wielu ludziom dają siłę do działania, przywracają wiarę i nadają życiu sens. Wiem, że może to brzmi banalnie, ale czasami rozwiązania problemów są proste, a drobne rzeczy dają nam radość. Pod tym względem film jest bogaty, bo pokazuje współżycie kotów z ludźmi, pokazuje że jest to możliwe, co więcej daje wymierne korzyści obu stronom.

Zatem czy jest to film tylko dla wielbicieli kotów? No cóż, ja po tym filmie kocham koty jeszcze bardziej ;) Ale zobaczenie tego filmu zaleciłabym także tym wszystkim, którzy kotów nie lubią. Nie popieram bezdomności zwierząt i ich niekontrolowanego rozrodu i to właśnie sceny z małymi kociakami, które rodzą się w Stambule na potęgę, najbardziej mnie wzruszały. Ale z drugiej strony, skoro te koty już są, to niech będą, niech sobie spokojnie żyją obok nas, a my, jako istoty inteligentne i mające się za najwyżej usytuowane w hierarchii emocjonalno-społecznej, powinniśmy im w tym pomóc. Każdy powie, że mu wolnożyjące koty nie przeszkadzają, ale niech nie chodzą w jego polu widzenia, niech nie wchodzą na jego balkon, samochód, do piwnicy, a karmiciele kotów niech znikną i nie psują ich poczucia estetyki i życia w komforcie. Niejednokrotnie słyszałam historie z mojego miasta, gdzie przegania się karmicielkę kotów, ludzie na nią czyhają i są wobec niej agresywni. W głowie się nie mieści. Bo takiej osobie to powinniśmy dziękować, że poświęca swój czas i pieniądze, a nie rzucać jej kłody pod nogi. Takim narodem właśnie jesteśmy..... 

Miało być krótko, a jak zawsze się rozpisałam... No ale takie pierwsze myśli mnie naszły po zobaczeniu tego filmu. Polecam film każdemu, jest fajnie zrobiony z przyjemnymi dla oka obrazami. No i taka ilość kotów....każdy kociarz będzie usatysfakcjonowany ;)

Dla niezdecydowanych polecam zwiastun: ZOBACZ TUTAJ

wtorek, 8 sierpnia 2017

po weekendzie

Nie ma to jak obiad U MAMY ;) oczywiście w towarzystwie kota! Chociaż kot udaje, że go nie ma....


Kogoś szokuje, że kot siedzi na stole? Wiadomo, że nie :P


Próba odpalenia zdjęć, kot wcale nie pomaga...


No i na koniec piękna Adka, troszkę szczerbata, ale nadal śliczna


Witek sobotni poranek spędził na balkonie i strzelał selfi...chyba zorientował się, że jest niezłym słodziakiem i musi to pokazywać :D



Mami! Wstawaj! Pora nakarmić kotka!



sobota, 5 sierpnia 2017

trawa Trixie w ceramicznej misce

Jakiś czas temu kupiłam Witkowi kocią trawkę. Nie jest on jakimś miłośnikiem trawy, ale stwierdziłam, że może na taką się skusi. 

zdjęcie pochodzi ze strony zooplus.pl
Opis producenta:

Dekoracyjna miska ceramiczna ze wzorkiem kotków i 50g nasion trawy - to ważny element wspomagający trawienie Twojego kota. 

Produkt możecie zobaczyć TUTAJ

Jak mówi producent, owa trawa pomaga kotu pozbyć się zalegającej w jelitach sierści, którą kot połyka podczas codziennej pielęgnacji swojego futerka.  Wywołuje ona u kota odruch dławiący, tak że włos w naturalny sposób wydostaje się na zewnątrz (co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że kot rzyga kłębami sierści :D). 

nasza trawa po trzech dniach od pierwszego podlania

Trawę rozpakowujemy z folii i podlewamy. U nas wyrosła w ciągu kilku dni. Kiedy trawa nam już klapnie, miskę możemy użyć do karmy, ale także do ponownego wysiania trawy. Zwykłą trawkę można kupić w sklepie ogrodniczym lub w markecie.


Witek stara się podskubywać trawę, ale nie jest jej pasjonatem. Poza tym chyba nie ma potrzeby odkłaczania. Sierść zwraca wyjątkowo rzadko i nie ma z tym problemów. Mówiąc wprost, po prostu rzygnie wielkim kłakiem raz na trzy miesiące i z głowy. Trawa go nie rusza. Natomiast Dyziu ma z odkłaczaniem ogromne problemy i kiedy nazbiera mu się dużo sierści próbuje to zwymiotować, ale męczy się przy tym okropnie. Momentami wygląda jakby się dusił. W jego przypadku trawka to za mało i trzeba mu pomagać podając regularnie specjalną pastę.


Jak ktoś jeszcze nie testował tej trawki firmy Trixie to zachęcam, w przystępnej cenie dostajemy fajną miskę ;) Kiedyś testowaliśmy także trawkę z firmy Benek, która także szybko rośnie, przychodzi do nas w plastikowym pudełku i jest tańsza od Trixie. 


Natomiast ziarna trawy kupione w markecie można wysiać do doniczki z ziemią i także wyrośnie nam ładna trawka, która jednocześnie może był fajną ozdobą na oknie lub balkonie. Nie pamiętam dokładnej ceny, ale na pewno nie zapłaciłam więcej jak 5zł za 20g.


Jeżeli chcemy zapewnić kotu dostęp do trawki mamy kilka alternatyw. Koty lubiące zieleninę na pewno nie pogardzą takim rarytasem. Koty takie jak Witek oleją każdą trawkę, czy będzie w pięknej misce, doniczce czy plastikowym pudełku ;) Bo przecież kot wie najlepiej ;) Jeżeli ktoś w domu ma podgryzacza kwiatków, możecie spróbować posiać mu trawę, może odczepi się od kwiatków...chociaż wiecie jak to z kotami...wielka niewiadoma ;)


video
video


A Wasze koty lubią skubać trawkę?

 
Wpis nie jest sponsorowany. Jest subiektywną opinią.

piątek, 4 sierpnia 2017

Polańczyk cz. I

Dzisiaj post z serii mało kocich, chociaż kot się pojawi ;) Nie byłabym sobą, gdybym nie "upolowała" jakiegoś kota!


Zdjęcia z majowego urlopu wreszcie doczekały się obróbki ;) Każdy kto zna mnie choć trochę wie, że uwielbiam robić zdjęcia. Czasami nie mam umiaru w pstrykaniu, ale fotografia cyfrowa daje takie możliwości, więc dlaczego z tego nie korzystać?


W Bieszczadach byłam jako nastolatka. Z tego czasu mam niewiele zdjęć, bo wtedy klisza miała 24 klatki i trzeba było każde zdjęcie dokładnie przemyśleć. Chociaż pamiętam, że zamiast tandetnej pamiątki z wakacji, wolałam przeznaczyć kieszonkowe na dodatkową kliszę do aparatu. Dla dzisiejszej młodzieży jest to pewnie niewyobrażalne :D Telefonami robią setki selfi.....


Jak dziś pamiętam, że przed pierwszym samodzielnym wyjazdem bez rodziców, kupiłam sobie własny aparat. To były takie kwoty, że długo musiałam na niego oszczędzać, a w konsekwencji tuż przed wyjazdem i tak rodzice dołożyli mi brakującą kwotę, bo jednak nie uzbierałam ;) ale to były czasy...... 

Ależ mnie wzięło na wspomnienia.... 

Wracając do tegorocznych wakacji, muszę przyznać, że kotów spotkaliśmy po drodze niewiele. Za to były wiewiórki! ;) Też wdzięczny temat do zdjęć, chociaż bardzo ruchliwy!


Małe agentki


No i te widoki. Wcale nie trzeba wyjść wysoko, żeby cieszyć się pięknymi krajobrazami.


Piękne tereny, lasy i trasy spacerowe. 


I jeszcze jedna mała agentka.


Żeby tradycji stało się zadość.... kot i to w dodatku pilnujący Poczty ;)


Żeby nikogo nie zamęczyć zbyt dużą ilością zdjęć, kończę na dzisiaj. Ale taki wpis na pewno jeszcze pojawi się na Blogu ;) Miłego weekendu!

środa, 2 sierpnia 2017

zabawa z kotem

Witek to kot, który rzadko bawi się sam. Czasami machanie wędką też olewa, niech się człowiek produkuje, jak lubi.... Ale są dni kiedy podejmuje zaproszenie do zabawy.



Ptaszek z wędki upolowany i urwany ;)


Chwila zastanowienia ze swojego kartonowego drapaka...bawić się z człowiekiem  czy nie....


Zmęczone nóżeczki