Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie roku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie roku. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 lutego 2022

podsumowanie 2021 roku

Oj, ciężko było mi się zebrać do tego podsumowania. Nie chciało mi się, a głównym usprawiedliwieniem był oczywiście brak czasu. A przecież czasu akurat mam tyle co zawsze ;) Może czas skończyć z usprawiedliwianiem się wiecznym brakiem czasu... Miałam nie pisać podsumowania, ale przejrzałam posty z całego roku, a nie było tego wcale tak dużo, zaledwie 50 i zatęskniłam za pisaniem. To taka też pamiątka w postaci foto-pamiętnika. Zmotywowało mnie to do dalszego działania. Poza tym uwielbiam pisać, tylko jak nie piszę, to zapominam, że to tak lubię. Wiem, pogmatwałam trochę, ale mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. Mam nadzieję, że przeczytacie moje subiektywne podsumowanie roku z taką samą przyjemnością, z jaką ja piszę ten post.



Zacznę od tego, co może jest banalne w swoim wydźwięku, ale ja naprawdę nie wiem, kiedy minął ten rok. Mentalnie jestem jeszcze w 2020 roku. I widząc różne memy na ten temat, chyba nie jestem odosobniona w tym odczuciu. Już nie mówiąc o tym, że mamy drugi miesiąc nowego roku, a ja nadal w pracy stawiając datę piszę 2021, a wypisuję tę datę stosunkowo często...


Mogłabym napisać, że 2021 roku był średni, słaby lub beznadziejny. Bo tak go głównie widzę. Ale nie chcę tylko narzekać. Ponarzekać muszę i zrobię to, bo znowu lukrowanie rzeczywistości nie jest w moim typie, jednak zacznę od rzeczy pozytywnych. Przede wszystkim cieszę się i jestem ogromnie wdzięczna losowi, że nikt z moich bliskich nie chorował i nie odszedł, zwłaszcza, że znam osoby, które straciły bliskich i śmierci ogólnie było wokół mnie dużo, jak na moje standardy. Kolejny rok mierzymy się z epidemią, która męczy psychicznie i fizycznie, ale jakoś na lepsze się nie zanosi. 


Na szczęście w moim otoczeniu większość osób jest zaszczepiona i to cieszy mnie ogromnie. Dzięki temu mogę się widywać z moimi rodzicami, można chociaż trochę żyć ze spokojną głową. Rok zakończyłam przyjmując trzecią dawkę szczepionki i uważam, że każdy odpowiedzialny człowiek powinien tak zrobić.


Teraz już tylko czeka mnie szczepienie Kseni, które wisi mi trochę jako wyrzut sumienia ze względu na opóźnienie, ale nie chcę jej brać w mróz, żeby jej nie przeziębić, ona jest taka szczuplutka i nieprzyzwyczajona do niskich temperatur, więc wybierzemy się na szczepienie jak tylko zrobi się ciut cieplej ;)


Miniony rok nie był obfitujący w blogowanie, ale za to udało mi się przeczytać dużo książek i pobiłam własny rekord, ale o tym innym razem ;) Dużo czasu poświęciłam na rękodzieło, powstało wiele fajnych i ładnych prac, głównie robiłam dla organizacji w której pracuję, ale także zrobiłam kilka rzeczy dla kociej fundacji na bazarki charytatywne. W tym roku wspierałam JA PACZE SERCEM, która leczy chore kotki, które w wyniku chorób tracą oczy i wzrok. Zdjęcia ślepaczków bardzo mnie wzruszają, tym bardziej cieszę się, że mogłam wesprzeć działania tej organizacji. Myślę, że nadal będę kontynuowała tworzenie rękodzieła na te bazarki, bo mamy tak zapalonych fanów naszej twórczości, więc nie możemy ich zostawić bez kotkowych gadżetów ;)


Rodzimą, krakowską fundację STAWIAMY NA ŁAPY wspierałam finansowo wpłatami darowizn na konto oraz wirtualną adopcją kotków. Aktualnie też mam podopieczną, która czeka na swój wymarzony domek.



Zaangażowałam się jeszcze w jedno działanie, które mocno ewaluowało w czasie na przestrzeni kilku miesięcy i emocjonalnie było prawdziwą karuzelą dla mnie. Los postawił na mojej drodze pewną kotkę, której historia dla mnie zaczęła się w lipcu, skończyła w grudniu, ale w pewnym sensie trwa nadal. Nie chcę pisać nic więcej, bo uważam, że Lusia i jej dzieci zasługują na osobny wpis i na pewno taki powstanie, ale muszę uporządkować materiał foto chronologicznie i opisać tę historię. Która do dzisiaj jest dla mnie mocno wzruszająca i wiem, że nadal będzie mnie emocjonalnie tyrać podczas pisania. Ale napiszę, obiecuję ;)


To co kulało u mnie w ostatnim roku dosyć mocno, to fotografia. Aparat przegrał z telefonem z kretesem. Ostatnio w mojej książkowej kolekcji pojawiły się dwie nowe książki o fotografii i to fotografii kotów, więc mam mocne postanowienie zmierzyć się w końcu z tematem, odkurzyć aparat i przestawić z trybu auto. Mam nadzieję, że na pustych słowach się nie skończy.



Ogólnie wiele spraw u mnie kulało, moje podejście do różnych obowiązków było na zasadzie "przetrwać jakoś". Nie jestem z tego ani zadowolona, ani dumna, ale chyba warto o tym mówić głośno, że mamy prawo do bycia w gorszej kondycji, do bycia nie w formie. Odczuwam permanentne zmęczenie psychiczne, nie chce mi się zabrać nawet do czynności lubianych, a do obowiązków domowych zmuszam się okrutnie. Ugotowanie obiadu pochłania tyle mojej energii co niejeden pewnie potrzebuje na zdobywanie szczytów (dosłownie i w przenośni). Na razie staram się poradzić z tym sama, wiem, że pora roku ma tu ogromne znaczenie, więc podejrzewam, że wraz z wydłużaniem się dnia, będzie lepiej. Rano ciemno, środek nocy, po południu wracam do domu i znowu jest środek nocy. W pracy ciemno, cały dzień spędzam przy sztucznym świetle, ryje to moją psychikę. Do tego dochodzi ogólne szukanie sensu w pracy zawodowej i związany z tym kryzys....No długo by pisać o tym wszystkim.... Wierzę, że będzie lepiej. Czy ktoś też tak słabo znosi zimę???


Jakby tu zakończyć optymistycznie??? Może zdjęciami moich kochanych, najsłodszych i najcudowniejszych kotków... Naprawdę te stworzenia mają niebywałą moc terapeutyczną, przynajmniej dla mnie. Nie chcę tutaj spłycać i bagatelizować terapii, bo uważam, że jeżeli komuś pomaga, to powinien z niej skorzystać. Mnie te moje koty ratują. Wiem, że są totalnie ode mnie zależne, wiem, że ich dobrostan, zdrowie i życie zależy ode mnie. Czasami się śmieję, że wydaję kupę kasy na te darmozjady, ale myślę, że są warte każdej złotówki, którą na nich przeznaczam. Zbieram oszczędności, aby żadne drogie leczenie mnie nie zaskoczyło, gdy będzie któremuś z nich potrzebne. Kiedy nie mam siły pomachać wędką i widzę te zielone oczy Kseni, która nudzi się niemiłosiernie, biorę wędkę do zabawy, bo wiem, że tyle jestem im winna, bo poczucie winy nie pozwoli mi zasnąć. One nie powinny być przykrym obowiązkiem, są pełnoprawnymi członkami rodziny i należy im poświęcać czas, uczucie i zaangażowanie.



W 2021 roku wreszcie dołączyłam do użytkowników Netflixa. Wszyscy wokół tylko wymieniali opinie o serialach i filmach, stwierdziłam, że czas sprawdzić w czym tkwi fenomen. Jak na razie zobaczyłam kilka filmów i jeden serial The Crown, ponieważ tematyka royalsów jest tą, która jakoś szczególnie mnie kręci :D Przeczytałam kilka książek i chciałam zobaczyć, jak zrobili ten serial. Muszę przyznać, że jest dobrze zrobiony, tło historyczne wiernie oddane, ale to nie jest serial dla każdego. Widziałam opinie, że jest nudny i myślę, że jeżeli kogoś nie interesuje historia Wielkiej Brytanii, kwestie społeczno-polityczne i sama rodzina Windsorów, nie ma czego szukać w tej opowieści. Mnie się podobała i pewnie sięgnę po kolejne sezony, jak już będą dostępne. Jednak jak na razie nie złapałam netflixowego bakcyla, wolę poczytać, bo mam fazę na książki. Może coś pooglądam, jak się znowu wezmę za rękodzieło ;)


Czy mam jakieś noworoczne postanowienia blogowe i prywatne? Chyba nie. Nie lubię postanowień, bo bywają frustrujące. Wolę mieć w głowie jakieś pomysły na zmiany czy działania, ale będę je realizować, jak będę miała ochotę, a nie koniecznie od 1 stycznia ;) Dlatego też nie czynię podsumowań, na zasadzie bilansu zysku i strat. Wolę sentymentalną formę polegającą na pomyśleniu jaki był miniony rok, co się wydarzyło i jak wpłynęło na mnie i na moje życie, co się udało. Po co myśleć o tym, co nam nie wyszło... Jeśli chodzi o bloga, nadal będę go prowadziła, na pewno będą posty książkowe, bo to mnie teraz zajmuje. Może przemycę więcej rękodzieła, bo nie mam już ani siły ani ochoty na prowadzenie oddzielnego bloga z galerią prac, jak kiedyś ;) Będę kontynuowała serię o życiu z kotem bez lukru. To wpisy wymagające skupienia, więc teraz nie miałam do tego głowy. Pomysły na posty są zanotowane, więc na pewno je zrealizuję. A reszta niech będzie wynikiem spontanicznych decyzji ;)


Mam dla Was wszystkich, którzy jeszcze tu zaglądacie, tylko dwa życzenia na Nowy Rok. Bądźcie zdrowi, bo bez tego może i wiele można, ale jest trudniej i żyjcie po swojemu, tak jak lubicie i jak Wam najwygodniej. Zadowalanie innych nie ma sensu, życie ma się jedno, warto je przeżyć po swojemu, we względnym spokoju psychicznym ;) Dziękuję, że jesteście. Jak nie macie nic do napisania, powiedzenia w komentarzu, wystarczy że zostawicie serduszko czy inny znaczek, a będzie mi miło wiedzieć, że tu zaglądacie ;)    

niedziela, 10 stycznia 2021

the best of 2020

Przygotowując podsumowanie roku, przeglądnęłam wpisy z 2020 roku. Muszę przyznać, że jak zawsze, kilka zdjęć uwielbiam i zamierzam się z Wami nimi właśnie teraz podzielić ;) To są te zdjęcia, które zapadły mi w pamięć, mają w sobie coś takiego, że lubię je najbardziej. Zatem zapraszam na subiektywny przegląd kocich (i nie tylko) fotografii..... Znajdą się także zdjęcia dotąd niepublikowane ;)


Pandemiczny Kraków ma coś w sobie urokliwego. Wreszcie nie ma setek turystów, hałaśliwych ludzi i tłumów wchodzący ciągle w kadr. Wiem, że dla wielu branż, w tym turystycznej i gastronomicznej, to był fatalny rok, a Kraków żyje z turystów... Ale mówiąc z mojej perspektywy, to były piękne wiosenne spacery, kiedy wyraźnie przyroda odpoczęła od nas i naszej destrukcyjnej działalności....

 
Oni mają tak mało wspólnych zdjęć, że każde cieszy mnie ogromnie. A takie spanie obok siebie rozczula najbardziej ;)


 
Najpierw jest lizanie, a potem awantura. Tutaj Ksenia była taka zaspana, że skończyło się tylko na lizaniu. Witek często ma takie odruchy, to Ksenia przeważnie widzi w tym problem ;)


Jesienne, lekko przymglone poranki. Mając okna od wschodu całą jesień i zimę, oglądamy piękne wschody słońca. Oczywiście w słoneczne dni ;) Niestety jesień i zima są dla mnie potworne pod względem robienia zdjęć. Ten ciągły brak dziennego światła, a nawet jeżeli jest dzienne światło to i tak za ciemne do zdjęć.... Rozglądam się za jakąś lampą, żeby doświetlić moich kociastych modeli ;)


Moja mała asystentka. No kocham to zdjęcie i ten wzrok. Niby grzeczna, ale coś tam sobie po kociemu rozkminia ;)

Ksenia to potworna kombinatorka. Z wszystkiego zrobi sobie świetną zabawę, a my przy niej czasami mamy niezły ubaw. No i czasami trafia się szansa na śmieszne zdjęcie. To też jedno z moich najbardziej ulubionych.

Witek to stary zgredzio. Tutaj odpowiada na pytanie czy jest głodny ;) Zawsze odpowiada, bo zawsze jest głodny. Słowo głodny zawsze powoduje u niego reakcję. 

Zgredzio w promieniach słońca. Jak ja tęsknię za latem.....

Motywowanie kotków to zdjęć z książkami, to chyba najtrudniejsze zadanie. Czasami się poddaję, a czasami przez przypadek udaje się coś fajnego. To moje ulubione książkowe zdjęcie. A i książka warta przypomnienia...

A to jedno z moich ulubionych zdjęć z Ksenią. Nie mamy ich zbyt wiele, a szkoda. Ale robienie sobie samemu zdjęć jest ogólnie ciężkim zadaniem, a z kotem.... To już arcytrudne. Dobrze, że Ksenia jest kotem, który nie niecierpliwi się bardzo szybko, chwilę można potrzymać ją na rękach. Dlatego nie mam zdjęć z Witkiem, raz próbowałam, skończyło się pogryzieniem, a zdjęcia i tak nie mam ;) Ustawienie aparatu, załączenie samowyzwalacza, złapanie kota i ustawienie się z nim.... Za trudne z Witkiem, który ogólnie nie lubi być brany na ręce...

Z Witkiem można sobie strzelić typowego selfiaczka na kanapie, kiedy akurat przyjdzie na kolana.

 
To też jedno z moich ulubionych zdjęć Kseni. Niby łobuz, ale tak jakby troszkę przestraszony ;)

I łobuz śpiący. Zawsze przykryty. 

I kolejne zdjęcie, które oczywiście w mojej wyobraźni wyglądało trochę inaczej, ale jestem szczerze zadowolona, że w ogóle udało mi się zrobić zdjęcie samej z dwoma kotkami. O jak mi się marzy jakiś fotograf :D

A to zdjęcie to uwielbiam. I ta mina Witka, jakby naprawdę pytał skąd wzięłam tego małego głupka :D

Ksenia surykatka. Zawsze zainteresowana tym, co dzieje się za oknem

Ksenia bardzo dużo czasu spędza na oknie. I chociaż ma na parapecie materacyk, to czasami przysypia obok 
 

 

 

Ksenia w wersji pomocnika kuchennego. Tak siada na krawędzi stołu w kuchni i patrzy mi na ręce. 



 
W kuchni to my nigdy się nie nudzimy. Jedno zawsze aktywne, każda okazja jest dobra, żeby coś pokombinować, drugie czeka na posiłek.




No i sesja urodzinowa. Nie miałam na nią zbytniego pomysłu, więc było dosyć minimalistycznie. O urodzinach Witka w ogóle zapomniałam w tym roku... Mam nadzieję, że w tym roku będę miała więcej pomysłów na taką sesję ;) 


Ta sesja najbardziej mnie cieszy z tego względu, że moje gamonie są na zdjęciu razem ;)
 


Mała kombinatorka nadal w akcji ;)


I kiedy chcesz, żeby kotek ładnie pozował, ale kotek akurat ma inną wizję na to zdjęcie. 


Kocie łapcie mają coś w sobie, nie da się nie kochać kocich łaputków



Łapcie Witka kompletnie zmęczone i przytłoczone życiem ;)


Chwila bez awantury. Można być blisko? Da się? No da się! Ale jak nudno!


I można poleżeć na ulubionym kocyku ;) Z tym kocykiem to zrobiłam biznes, nie dość, że fotogeniczny, bo tworzy jasne tło, to jeszcze uwielbiany przez oba koty.


No spoko, można spać i jest cieplutko.


Mamo, ściągnij te wałki  z włosów, bo niewygodnie mi się tulić...
 

Czas kończyć to oglądanie ;) Mam nadzieję, że będę miała jeszcze kilka pomysłów na zdjęcia kotków, cała reszta jak zwykle będą to zdjęcia z komórki, cyknięte spontanicznie i w biegu. Bo tak już wygląda życie z kotkami ;)




niedziela, 3 stycznia 2021

podsumowanie 2020 roku

Jak zacząć, żeby nie zabrzmiało banalnie? Bo chyba każdy wie, jaki był ten mijający rok. I postanowiłam nie narzekać, skupić się na tych pozytywnych aspektach i na tym co było dobre. Zacznijmy od tego, co było u nas w 2020 roku. Przede wszystkim troszkę nasza działalność przeniosła się na Instagrama, co zaowocowało mniejszą ilością postów tutaj. Co roku odnotowujemy spadek, ale nadal jesteśmy i nadal nie planuję rezygnować z bloga. A poniżej, najpopularniejsze posty z IG, czyli #bestnine2020.
 
 

 
Od razu widać, kto w tym roku najbardziej gwiazdorzył ;) Gwiazdeczka cały czas coś robiła, kombinowała, więc automatycznie była częściej fotografowana. Zawsze ciekawa co robię, uczestniczy w wielu czynnościach. Witek ma zdecydowanie mniejsze parcie na szkło. Chociaż nadal prowadził swoje wpisy z serii "kocia sobota", popełnił ich aż jedenaście!
 
 
 
Nowa seria na naszym blogu należy natomiast do Kseni czyli "kociopamiętniczek Kseni". Może w przyszłości będzie pisała więcej....
 


Niech ten wpis nie będzie tylko o panującej epidemii. Mamy tego tyle na co dzień, nie potrzebuję tego tematu jeszcze w tej mojej, kociej przestrzeni. Ale też nie da się udawać, że było i jest normalnie, bo nie jest i jeszcze długo nie będzie.... To był ciężki dla Polski rok, bo nie dość, że wirus rozgościł się u nas na dobre, to jeszcze w świecie polityczno-społecznym wrzało. Ludzie wykończeni psychicznie, fizycznie, finansowo.... zostali momentami doprowadzeni do ostateczności... Myślę, że wyjście ludzi na ulice pokazało ogólnie panujące nastroje. Coś mi się wydaje, że kolejny rok wcale nie będzie pod tym względem lżejszy. Ale, ale. Żeby nie smucić, napiszę coś pozytywnego. Zostałam opiekunem wirtualnym pięknego kotka o imieniu Zenek. Jeżeli z jakichś względów nie możecie mieć własnego zwierzaka lub nie możecie stać się domem tymczasowym, to jest to super opcja, żeby pomóc tym, którzy codziennie zmieniają życie kotków. Fundacja zapewnia leczenie, dach nad głową, ale ponieważ są to działania w żaden sposób niedotowane, fundacje utrzymują się z tego, co pozyskają od darczyńców. Wirtualna adopcja polega na tym, że wybieracie sobie kotka i co miesiąc wpłacacie konkretną kwotę na jego utrzymanie. Mój wirtualny podopieczny był podopiecznym Fundacji Stawiamy na Łapy, mieszkał w domu tymczasowych i do czasu adopcji, wirtualny opiekun opłaca utrzymanie kotka. Piszę to wszystko w czasie przeszłym, ponieważ Zenek znalazł już dom stały, do którego wyprowadził się z bratem, a moja wirtualna opieka dobiegła końca. Piszę o tym, bo może ktoś z Was zdecyduje się na taką formę pomocy. Polecam szczerze, kwota jaką wpłacamy nie jest wygórowana, wystarczy sobie odmówić w każdym miesiącu jakiejś drobnostki, która nie jest nam potrzebna, a kupujemy żeby sobie np. poprawić humor. Wtedy lepiej zrobić coś pożytecznego. Raz w miesiącu darczyńca otrzymuje maila z wiadomościami od kotka i jego zdjęciami. Ja takie zdjęcia także dostawałam, więc jednym z nich podzielę się z Wami. Zobaczcie Zenka, czyż nie jest piękny? Mam nadzieję kotku, że wraz z bratem trafiłeś do kochającego domku!
 
 
A ja nowy rok zaczynam z moją kolejną wirtualną podopieczną. W jakimś wpisie może ją też Wam pokażę ;) Dodatkowa korzyść jaka płynie z takich wpłat, to fakt, że możecie odliczyć je sobie od podatku. Ja cały rok notuję i pobieram potwierdzenia przelewów, a kiedy rozliczam PiT wpisuję kwotę, jaką przekazałam na kotki. W ten sposób Urząd Skarbowy zwróci Wam część wpłaconej kwoty ;) Naprawdę warto pomagać! A jest to pomoc, wymagająca najmniejszych nakładów pracy, parę kliknięć i zrobione. 


Jestem ogromnie wdzięczna, że pomimo panującej sytuacji moja rodzina pozostaje w zdrowiu. Chyba nigdy wcześniej nie docenialiśmy zdrowia tak, jak w tym roku. Coś, co zawsze uznawaliśmy za pewnik, wcale takie oczywiste nie jest. W mijającym roku także nasze zwierzaczki na szczęście nie chorowały. Witek jedynie zaliczył czyszczenie zębów pod lekką narkozą, co poprzedzone było podstawowymi badaniami krwi. Zawsze pamiętajmy, żeby starszym zwierzaczkom robić raz w roku badania i kontrolować ich zdrowie. Witek miał różne epizody chorobowe w przeszłości, więc tym bardziej mnie cieszy, że badania wyszły pomyślnie. 



To był zdecydowanie rok siedzenia w domu. Jako, że już wcześniej bardzo lubiłam spędzać czas w domu, nie bolało mnie to aż tak bardzo. Wreszcie był czas na nadrobienie czytania ;) Ale kiedy sytuacja się już przedłużała niebezpiecznie, zaczęło być to męczące. Tęsknię za rzeczami, które dotychczas robiłam rzadko. Ależ bym wyszła na jakiś obiad do restauracji czy na kawę z koleżanką. Ehhh ;) No ale jeśli chodzi o książki, to był dla mnie dobry rok. Jeszcze nigdy nie przeczytałam tak wielu pozycji, a w sumie uzbierało się  ich 40 z czego na blogu pokazałam 28 z nich. Na pewno te najlepsze jeszcze się pojawią na blogu.
 



Pomimo, że zrezygnowaliśmy z naszego wiosennego wyjazdu nad morze i wakacji, udało mi się zaliczyć pierwszy lot samolotem. I to od razu z grubej rury, bo do Norwegii. Dzisiaj wydaje mi się, jakby to było całe wieki temu, a z drugiej strony tak niedawno... Niby wyjazd służbowy, ale udało się zobaczyć odrobinę pięknych krajobrazów. Wracaliśmy z krainy fiordów z myślą, że mamy w Polce pierwszy przypadek zakażenia. Był stres ale i ekscytacja nowością. Ciekawe doświadczenia....




Dzisiaj wydaje mi się, że ten rok minął zaskakująco szybko. A z drugiej strony, momentami się dłużył. Jakie Wy macie wrażenia z tym związane? To, co cieszy mnie najbardziej, to fakt, że ja nigdy nie nudzę się w domu. I to bardzo pomogło mi na wiosnę, podczas zamknięcia. Mogłam skupić się na swoim hobby, czyli rękodziele, czytałam książki, fotografowałam koty. Może dlatego ten czas nie był dla mnie całkowicie zmarnowany.



Nie ma to jak towarzystwo kotków, czy pijesz kawę, czy czytasz książkę czy robisz cokolwiek innego ;) Kotki są zawsze obok. Najlepsze towarzystwo na świecie. Myślę, że osobom samotnym, ostatni rok dał bardzo w kość. W takich chwilach zwierzak może być prawdziwym zbawieniem.
 


W ostatnim czasie bardzo się wciągnęłam w Instagrama. Jest tam dużo kociarzy, pozytywnych osób, które mogą być dla siebie wsparciem. Większość miłośników zwierzaków to bardzo fajni ludzie, część z nich to też kreatywne osoby, które dzielą się swoimi pasjami. Fajnie zobaczyć, że są inni ludzie, dla których ich zwierzaki są ważne, są członkami rodzin. Niekoniecznie doświadczamy tego w swoich rodzinach czy wśród swoich znajomych. Jak to jest, że młodzi rodzice męczą całe otoczenie zdjęciami i filmikami swoich pociech, które są śmieszne czy ciekawe tylko dla nich, ale jak ty pokażesz zdjęcie swojego kota, od razu dostajesz łatkę dziwaka czy starej kociary? Niech ta tolerancja działa w obie strony? Bo dla jednego w życiu ważne są dzieci, dla drugiego auto, dla trzeciego jedzenie, a dla czwartego jego kot czy pies ;) Bądźmy tolerancyjni!!! Pozwólmy żyć ludziom po swojemu!!! Ten rok bardzo wyraźnie mi pokazał, że Polakom jeszcze daleko do tolerancyjnej postawy.


Na Instagramie obserwuję jeszcze inne zjawiska, które denerwują mnie bardziej lub mniej. Może nawet kiedyś o tym napiszę szerzej. Na szczęście sama decyduję kogo i kiedy obserwuję, konta męczące (proszące ciągle o lajki w konkursach) czy konta toksyczne (ciągle proszące o kasę na wszystko) blokuję czy przestaję obserwować. To miejsce, które mnie relaksuje, sprawia przyjemność. I nie rozumiem czasami zarzutów, że Instagram pokazuje nieprawdziwe, wyidealizowane życie. Oczywiście też nie lubię super wyidealizowanych kont typu glamour, ale z drugiej strony, to miejsce które tworzę dla siebie, ale też dla odbiorców i mam wpływ na to, co publikuję. Jeżeli nie mam ochoty oglądać bałaganu, to go nie pokazuję, nawet jeżeli gdzieś jest. Czy zapraszasz gości kiedy masz niepościelone łóżko? Nawet jeżeli to łóżko przez większość czasu jest niepościelone, to ja wrzucę zdjęcie z momentu, kiedy akurat jest pościelone.... Nie widzę w tym nic złego i fałszywego. Oglądam zdjęcia dla przyjemności i mam prawo wybierać te, które odpowiadają mojej estetyce ;) Więc nawet najśmieszniejsza poza kota nie pozwoli mi na podzielenie się nią z większym gronem, jeżeli kot akurat leży na górze brudnego prania ;)


Tak, temat Instagrama to temat rzeka ;) I jak WSZYSTKO OSTATNIO dzieli ludzi. Grunt to w tym wszystkim zachować zdrowy umiar, rozsądek i mieć duży dystans do wszystkiego. Mieć tak wyrąbane, jak koty mają na wiele spaw.




Ogólnie 2020 był rokiem kiedy jeszcze mocniej utwierdziłam się w przekonaniu, że należy żyć, tak jak się lubi. Mieć w głębokim poważaniu opinie innych ludzi. Cokolwiek zrobisz, zawsze się znajdzie ktoś, kto Ci powie, że powinnaś zrobić to inaczej. Powinnaś wyglądać inaczej, zachowywać się inaczej, ubierać się inaczej... I przeważnie będzie to osoba, która wcale nie mówi tego szczerze. Więc jeszcze mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że po prostu trzeba robić po swojemu ;) Polecam, żyje się dużo lepiej. 

Czynicie noworoczne postanowienia? Bo ja raczej nie ;) I tak wie, że słabo mi idzie z ich realizacją. Nie lubię celów długotrwałych. A ostatni rok pokazał mi, że nie ma co planować z dużym wyprzedzeniem. Żyjmy chwilą, cieszmy się ty, co mamy. Ja jedynie mam nadzieję, że uda mi się nadal w miarę systematycznie prowadzić tego bloga. Nie obiecuję, że zawsze dwa wpisy w tygodniu będą, ale zrobię wszystko, aby w niedzielę o 12:00 zawsze jakiś nowy wpis był ;)

Miało być podsumowanie roku, a wyszły mi jak zwykle jakieś filozoficzne dywagacje :D Aż kotki patrzą na mnie zniesmaczone, bo przecież powinnam pisać o nich! Trzymajcie się zdrowo, oby ten rozpoczynający się rok był dla Was spokojny i obfitujący w same dobre i pozytywne doświadczenia. Dziękujemy, że jesteście z nami ;)