Urlop w mieście? Czemu nie ;)
Już drugi rok z rzędu biorę urlop na czas opieki nad zwierzętami rodziców. Wymyśliłam to w zeszłym roku i stwierdziłam, że to świetny pomysł ;) Dawniej ścigałam się z czasem, zwłaszcza rano, kiedy chwilę trzeba pospacerować z psem, a potem jeszcze zdążyć do pracy
Nie ukrywam, że posiadanie psa, to nie moje klimaty, za bardzo lubię rano pospać ;) Ale kiedy mam pod opieką Adkę, doceniam te chwile spędzone razem. Uprawiam modne ostatnio #slowlife. Powoli sobie spacerujemy, mam okazję pogapić się na ptaki, inne psy, ludzi. Nigdzie się nie spieszę, a uwierzcie, że z tym psem nawet nie da się pospieszyć. Ona ma czas, łazikuje i wącha, gapi się i wącha. Chyba już o tym pisałam ;)
Ogólnie taki odpoczynek mi pasuje i nie uważam tego, za stratę urlopu. A na pewno wiele osób tak to widzi, nie ma wyjazdu, to jakby nie było urlopu. Rano spacerujemy z Adusią, to dobra okazja na pstrykanie zdjęć, bo jeszcze ludzi w parkach mało, a nawet jak są, to ci, co właśnie spieszą się na autobus. Słuchamy śpiewu ptaszków.... Jest fajnie ;)
Potem zakupy na bazarku, to ten czas kiedy masowo robię dżem. Od kilku lat nie kupiłam sklepowego produktu ;) Ogólnie smażenie dżemu to strasznie nudna robota. Czasami puszczam sobie w tym czasie jakieś zaległe seriale, a ostatnio po prostu czytam. Kiedy robię dwie rzeczy jednocześnie, mam wrażenie, że lepiej wykorzystuję czas ;)
Jest też czas na siedzenie z kotkami na balkonie. Mała uwielbia balkoning! Szafkę łazienkową, którą mam na balkonie, postanowiłam w tym roku zlikwidować, czytaj wyrzucić. Ale w ostateczności popatrzyłam na nią, doszłam do wniosku, że jest w dobrym stanie i została. Zmieniła jedynie położenie i zamiast stać leży, jednocześnie tworząc budkę dla kotów ;) a ja mam stolik na kawkę i kwiaty.
Najpierw o szafko-budkę była porządna awantura, a teraz nikt w niej nie siedzi..... ehhh te koty.... ;)
Teraz czeka mnie odnawianie tego starego fotela, ale jeszcze muszę do tego dojrzeć i musi mi się zachcieć, a z tym różnie bywa ;)
Na balkonie jeszcze dużo pracy przed nami, ale jak na razie kotkom nie przeszkadza, że jest jak jest ;)
Na balkonie jeszcze dużo pracy przed nami, ale jak na razie kotkom nie przeszkadza, że jest jak jest ;)
A wieczorem znowu spacerek z pieskiem, ona sobie stoi i rozmyśla, a mnie komary zjadają żywcem! Jedyna pociecha w tej sytuacji, że stałyśmy w pobliżu jaśminowca i ładnie nam pachniało.
No i Dyzia trzeba wymiziać!
Pomiziaj jeszcze troszkę!
Tosi nie miziam, bo za tym nie przepada, ale muszę z nią porozmawiać ;) Zapewniam ją, że niedługo wróci jej Pańcia. Tosia chyba najgorzej z całej trójki znosi nieobecność mojej mamy. Ale udaje się ją zmotywować do chwili zabawy.
A po zmroku jest czas na lektury pozostawione przez mojego tatę. Uwielbiam, co tu dużo mówić! A mowa o kryminałach Szymiczkowej.
Ten sam klimat, jak w książce "Tajemnica Domu Helclów". Nie będę robiła osobnej recenzji, polecam mój wpis (tutaj). Wszystko nadal aktualne. Te książki czyta się błyskawicznie, a opisy Krakowa są obłędne. Profesorowa Szczupaczyńska znowu na tropie morderców.... I te dialogi.... Tego się nie da opisać, to trzeba przeczytać ;) Jak fajnie przenieść się w czasie, chodzić ulicami swojego miasta sprzed ponad stu lat! Mam nadzieję, że autorzy nie leniuchują i już piszą kolejną kryminalną zagadkę!
Oczywiście podczas czytania towarzyszył mi Dyziu. Co to jest za kot! Musi być w pobliżu człowieka. Jak wtedy, gdy studiowałam, a on pół nocy towarzyszył mi w nauce!
Księżniczka ;) Już szczęśliwa, bo jej Pańcia wróciła
A moja Księżniczka też zadowolona, bo ma mnie więcej ;) Chociaż z Dużym też fajnie było...
Znowu sporo się tego uzbierało, ale przecież wiecie... robię za dużo zdjęć ;) No i o kwiatkach trzeba było pamiętać :P
Na koniec Adka, przez osiedlowe psie-mamy nazywana Adelajdą. Prawda, że ładnie? Dziwne uczucie, kiedy wychodzisz z psem incognito, chcesz zaznać chwili spokoju, a tu nagle cała brygada psiarzy woła przez park "Adelajda, Adelajda, chodź no się tu przywitaj! Z kim ty to dzisiaj spacerujesz?". I myślisz sobie, prawie się udało, bo nikt mnie nie zna, ale za to psa znają wszyscy ;)
A kiedy chcesz iść na skróty (bo komary prawie cię już zjadły) to psiarze też ci pomogą "Adelajda! Powiedz Pani, że to nie jest twoja trasa i żeby cię nie oszukiwała!!!!".........
A moja Księżniczka też zadowolona, bo ma mnie więcej ;) Chociaż z Dużym też fajnie było...
Znowu sporo się tego uzbierało, ale przecież wiecie... robię za dużo zdjęć ;) No i o kwiatkach trzeba było pamiętać :P
Na koniec Adka, przez osiedlowe psie-mamy nazywana Adelajdą. Prawda, że ładnie? Dziwne uczucie, kiedy wychodzisz z psem incognito, chcesz zaznać chwili spokoju, a tu nagle cała brygada psiarzy woła przez park "Adelajda, Adelajda, chodź no się tu przywitaj! Z kim ty to dzisiaj spacerujesz?". I myślisz sobie, prawie się udało, bo nikt mnie nie zna, ale za to psa znają wszyscy ;)
A kiedy chcesz iść na skróty (bo komary prawie cię już zjadły) to psiarze też ci pomogą "Adelajda! Powiedz Pani, że to nie jest twoja trasa i żeby cię nie oszukiwała!!!!".........























