Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odor gone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odor gone. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 kwietnia 2019

podsumowanie Plebiscytu Sfinksy

Przyszedł czas na podsumowanie Pierwszego Plebiscytu Sfinksy. Na stronie FB Plebiscytu możecie zobaczyć, co w poprzedniej edycji było testowane i recenzowane. Znajduje się tam także relacja z uroczystej Gali wręczenia nagród i statuetek, a także możecie zobaczyć, które produkty zdobyły nagrody i wyróżnienia. A jakie są nasze wrażenia? O tym poniżej.


O plebiscycie dowiedziałam się dzięki Ani z bloga Rudy Kot Andrzej & Wandzia, która odznaczyła nas w komentarzu na FB, polecając nas na kandydatów na Ambasadrów. W tym miejscu Aniu, bardzo Ci dziękuję ;) 

Podsumowanie plebiscytu to moja subiektywna ocena, pamiętajcie o tym :) Po pierwsze, patrząc teraz na to, z perspektywy czasu i wszystkich wydarzeń związanych z Plebiscytem, chyba nie do końca zdawałam sobie sprawę, w jak dużym przedsięwzięciu bierzemy udział. Nie sądziłam, że skala wydarzenia będzie tak ogromna, zakończona uroczystą galą. Nie ukrywam, że wzbudziło to mój podziw i szacunek do organizatorów, ponieważ musiało to kosztować wiele pracy, czasu i energii.

Początkowo cała akcja rozwijała się powoli, dlatego nie spodziewałam się, jakie rozmiary przybierze pod koniec ;) Początkowo dużo było jedzenia, zwłaszcza suchego, do czego nie specjalnie miałam ochotę się zgłaszać. Także żwirek nie za bardzo mnie interesował. Nie chciałam rozregulować Witka eksperymentami z jedzeniem w dużej ilości, ponieważ pamiętam jakie problemy z wątrobą i żołądkiem miewał w przeszłości. Dlatego początkowo trochę zniechęciłam się do tego plebiscytu. Uznałam, że jeżeli polega to tylko na testowaniu karmy, to w naszym przypadku słabo. Oczywiście mogłam zgłosić się, cyknąć kilka fotek kotów z wybraną karmą, skrobnąć kilka zdań, a jedzenie rozdać. Ale uważam, że całe wydarzenie nie na tym polegało i jest to najnormalniej w świecie nieuczciwe. Firma daje produkt, ale jednak w zamian za rzetelną opinię. Bo jak może się mylnie wydawać, bycie takim ambasadorem, nie polega wyłącznie na dostawaniu fajnych produktów za darmo. Jak dla mnie było to zarówno miłe i ciekawe doświadczenie, ale również bardzo wymagające. Lubię pisać, ale co innego pisać bloga kiedy się chce i o czym się chce. Tutaj trzeba było napisać recenzję w wyznaczonym czasie. Poza tym nieodzowną częścią recenzji są zdjęcia, które chciałam żeby były sensowne jakościowo, tematycznie i ciekawe dla oglądających. Niestety pora roku nie sprzyja robieniu dobrych zdjęć w pomieszczeniach, a i ograniczenia sprzętowe też utrudniały sprawę. W gronie ambasadorów są niezwykłe koty i ich opiekunowie, którzy prowadzą piękne blogi i konta w mediach społecznościowych. Trzeba się nagimnastykować, żeby nie odstawać ;)


Oczywiście nie skarżę się, bo doświadczenie udziału w takiej akcji było czymś niesamowitym. Jednak dało mi wiele do myślenia. Poza tym chciałabym, aby nie było ono postrzegane jedynie w kategoriach, że dostaje się coś za darmo. Duża trudność polega też na współpracy z własnymi kotami. Po zdjęciach innych ambasadorów widzę, że niektóre koty są stworzone do pozowania, albo dobrze wyuczone. Poza tym zdaję sobie sprawę, że osiągnięcie pewnych rezultatów wymaga od opiekunów masy czasu i cierpliwości. Moje koty są raczej z tych mniej współpracujących, zwłaszcza Ksenia ;) Jej porywczy temperament był trudny do ogarnięcia. Nie mówiąc o tym, że machanie wędkami przy małym kocie i jednoczesne fotografowanie jest wręcz niemożliwe. Mam jednak nadzieję, że nawet osoby, które nie skorzystają z naszych recenzji, dobrze bawiły się przy oglądaniu zdjęć ;)


Niektóre produkty dostawali wszyscy, którzy się zgłosili do testowania, ale było wiele takich, które były w ograniczonej ilości i to firma decydowała, który ambasador dostanie ich produkt. Z jednej strony jest to zrozumiałe, ponieważ drogie i luksusowe produkty musiały być w ilości ograniczonej, ale z drugiej strony zostawał mały niedosyt i zastanawianie się, dlaczego tym razem nie ja....


Udział w takim plebiscycie jest ogromnym wyróżnieniem, ale może też troszkę dać do myślenia... Oczywiście człowiekowi, bo kotom chyba wszystko jedno :D Po pierwsze na pewno liczą się lajki, kliknięcia, wyświetlenia i stali odbiorcy w mediach społecznościowych. Myślę, że na takie rzeczy zwracają uwagę firmy, które dają coś do testowania. I tutaj duże konta z tysiącami obserwatorów mają pierwszeństwo. Poza tym zobaczyłam, że prowadzenie bloga to jedno, ale jednak najważniejsze są FB i Instagram. I tutaj niestety poległam, przyznaję się bez bicia. Zastanawiałam się, dlaczego niektóre koty, recenzje wiecznie się prezentują, a inne znikają w nawale treści.... Odpowiedź jest prosta. Trzeba się promować! Bombardować ludzi zdjęciami, treściami, odznaczać... czyli to wszystko, co do tej pory było mi obce. Jak patrzę na stronę Plebiscytu Sfinksy to prawie nas tam nie ma! I przychodzi taka myśl: może koty są mało fotogeniczne, takie zwykłe dachowce, pewnie zdjęcia kiepskie, a przecież się starałam, jesteśmy za mało popularni. A głównie chodzi o to, że marketingowiec ze mnie żaden. Bo żeby zaistnieć w mediach społecznościowych, to trzeba jednak się napracować, trzeba umieć, trzeba wiedzieć jak, a nie że raz na jakiś czas wrzucimy zdjęcie i samo się zrobi. No niestety, samo się nie zrobi ;) Więc tutaj mam świadomość swoich błędów, ale jak to się mówi, człowiek uczy się całe życie, więc można powiedzieć, że nowe doświadczenia zostały zdobyte.


Jakość zdjęć to również osobny temat. Obserwując innych ambasadorów, z przyjemnością patrzyłam na ich zdjęcia i chciałam chociaż trochę dorównać ;) I po raz kolejny się okazało, że również to, samo się nie zrobi. Ogólnie aparat mam zawsze pod ręką, a przynajmniej staram się, żeby był pod ręką. Przeważnie jest komórka. Następuje jakaś kocia poza, pstryk i leci na bloga. Przy pisaniu recenzji i dokumentowaniu tego za pomocą zdjęć, tak to nie wyglądało. Trzeba jednak przygotować sobie sprzęt, miejsce i czas. Bo tego nie da się zrobić w kilka minut. Trzeba mieć także pomysł, jak dobrze i w miarę atrakcyjnie przygotować sesję. A potem czekać aż koty łaskawie wezmą w tym udział, bo na siłę nie ma sensu nawet próbować... 

Niektóre recenzje ambasadorów znajdziecie na łamach magazynu "Trzy Koty"

Krótko mówiąc przygotowanie takiego wpisu z recenzją to nie taka łatwa sprawa ;) Dostajemy produkt, testujemy go przez jakiś czas (czas zależy od tego, jaki to produkt, bo inaczej testujemy obrożę, zabawki, jedzenie, a inaczej suplementy diety czy żwirek). Potem piszemy recenzję, która musi być choć trochę rozbudowana, a nie złożona z kilku zdań. Rzetelne opisanie cech produktu, co nam obiecuje producent, opisanie procesu testowania, a na koniec wnioski, przemyślenia i nasza subiektywna ocena. Zdjęcia, takie z biegu, ale też te przygotowane i "pozowane", obróbka zdjęć. Wysłanie recenzji do akceptacji, a potem publikacja, zawiadomienie innych o takim wpisie, promocja danej rzeczy w social mediach, odznaczenie plebiscytu i producenta. Nadal ktoś uważa, że produkt dostaje się za "darmo"? ;) Pewnie miłym akcentem na zakończenie tego ciekawego doswiadczenia i przeżycia byłby udział w uroczystej gali, no ale niestety, wyjazd do Warszawy w środku tygodnia nie jest rzeczą najprostszą ;) Kto wie, może jeszcze kiedyś.....


Na te wnioski naszło mnie już podczas testowania i przygotowywania recenzji, ale postanowiłam to wszystko spisać, ponieważ ruszył nabór ambasadorów do drugiej edycji. I szczerze się zastanawiam... Bo z jednej strony fajne doświadczenie, możliwość poznania bardzo ciekawych produktów, ale z drugiej strony sporo pracy. Poza tym, też zastanawiam się, bo na czas plebiscytu nasz blog, czy fanpage staje się delikatnie mówiąc, bilbordem reklamowym. A to niekoniecznie jest interesujące dla naszych stałych czytelników. Pisząc recenzję obróżki czy ubranka wierzę, że nawet nasi stali Czytelnicy, niekoniecznie posiadający koty ( a wiem, że wielu takich jest!), mogli się uśmiechnąć na widok Witka w kokardzie czy kwiatowym ubranku i mogło być to na swój sposób interesujące i zabawne. Jednak recenzowanie karmy, żwirku czy suplementów służy tylko nam, kociarzom. Sama czasami kupuję rzeczy, które zachwalają inni opiekunowie kotów. Dlatego jeszcze się zastanawiam, czy zgłosimy się do kolejnej edycji. Ale jeżeli ktoś z Was, chciałby zobaczyć, jak to jest być takim ambasadorem, to polecamy ;) Kliknijcie w link znajdujący się w pierwszym zdaniu tego wpisu i tam znajdziecie szczegóły! 


Każdego, kto dotrwał do końca tego wpisu, podziwiam i pozdrawiam ;)

W ramach plebiscytu recenzowaliśmy:
Neutralizator zapachów OdorGone
Który zostanie z nami na pewno na dłużej. Fajny i bardzo przydatny produkt, naturalny i można stosować nawet jak się nie ma zwierzaków w domu. Ja używam do odświeżania łazienki, po kupalach kotów, ale także w przypadku, kiedy dym papierosowy od sąsiada dostanie się do mieszkania. Działa super! Ja już zamówiłam drugie opakowanie i mogę powiedzieć, że firma zamówienie realizuje błyskawicznie i dostarcza do Paczkomatu, co w moim przypadku też jest ważne ;) Jak mam być szczera, to z wszystkich recenzowanych rzeczy, ten jest naszym numerem jeden!



Bardzo przypadły do gustu zarówno Witkowi, jak i Kseni. Szaleństwo było ogromne. Jedna wędka już przegrała nierówną walkę z kocimi pazurkami, ale reszta zabawek ma się świetnie i nadal służą w zabawie. Fajne kolory, dzwoneczki i piórka, czyli wszystko co atrakcyjne dla kotów. Tutaj dużym plusem ze strony firmy było to, że dorzucili kalendarz dla opiekuna. Bardzo fajny gest!



Bardzo fajne przysmaki, które mogą być uzupełnieniem podstawowej diety kota. Prosty skład i dobra jakość. Na pewno będę je od czasu do czasu kupowała swoim milusińskim, czekam aż będą łatwiejsze do kupienia, a jak na razie można zamawiać w wybranych sklepach internetowych (linki znajdziecie w recenzji)


To taki luksusowy produkt, którego nigdy bym kotom nie kupiła. Po pierwsze moje koty nie chodzą w obrożach, a po drugie wysoka cena. Jednak do zdjęć sprawdza się fajnie! Poza tym ciekawy pomysł ze zmiennymi elementami obroży, ręcznie robione z dbałością o detale. Cudo.



Znowu coś, czego pewnie bym nie kupiła sama. Ale muszę przyznać, że uszyte jest pięknie, mamy duży wybór w różnych deseniach. Jest ciepłe i szykowne. 


To była fajna i interesująca przygoda. Polecamy ;)

sobota, 20 października 2018

kiedy nie pachnie fiołkami


Każdy opiekun zwierzaka wie, że w naszych domach nie zawsze pachnie fiołkami. Czy właśnie odkryłam, jak sobie z tymi przykrymi zapachami radzić? Przeczytajcie naszą recenzję, a dowiecie się, czy możliwe jest pozbycie się nieprzyjemnych  zapachów z domu....


Neutralizator zapachów OdorGone dla zwierząt to produkt stworzony na bazie olejków eterycznych. Jak zapewnia producent, jest on w 100% zrobiony z naturalnych komponentów. Utrzymuje trwały efekt świeżości. Bezpieczny dla ludzi, zwierząt i roślin. Wolny od alkoholu, bakterii oraz innych chemicznych substancji. Nie plami i nie odbarwia.


Powyższe informacje zamieszone są na opakowaniu produktu. Nie pozostało mi nic innego, jak przetestować go w różnych sytuacjach. Jako opiekunka kota Witka, muszę przyznać, że jest to kot bezproblemowy pod względem czystości i higieny. Nie zdarza mu się załatwiać poza kuwetą, pielęgnuje swoją sierść i myje się regularnie. Wydawać by się mogło, że nie mam potrzeby używać neutralizatora zapachów. Jednak każdy kot robi kupę, wiadomo ;) Witek nie odbiega w tym względzie od innych kotów. Nazywając rzeczy po imieniu wali śmierdzącego klocka z regularnością niesamowitą...zawsze podczas naszego obiadu. Jedno psiknięcie sprayu wystarczy, żeby pozbyć się zapachu kociego kupala. Jak dla mnie produkt ma bardzo przyjemny zapach, który niemal od razu neutralizuje nieprzyjemny zapach (jak nazwa wskazuje) i co ważne, sam dosyć szybko się ulatnia. Nie ma więc tutaj mowy o natrętnym czy agresywnym zapachu, jak to czynią niektóre odświeżacze powietrza.
 


Od dwóch miesięcy mieszka z nami kocie dziecko Ksenia. Przybył jeden dodatkowy kot, ale kup przybyło jakoś więcej..... Czy ktoś może mi wytłumaczyć skąd to zjawisko? Mała wcina jedzonko na potęgę, bo dużo spala podczas biegania i zabawy. Duże ilości jedzenia przekładają się na liczne zawartości w kuwecie. No cóż....takie życie! ;) Mały kotek, małe kupki, ale smród wielki! I znowu z pomocą przyszedł mi OdorGone. Jedno psiknięcie i od razu robi się przyjemniej w domu. No i nie muszę się martwić, że maluszek nawącha się niebezpiecznej chemii.


Pewnie wydaje Wam się ta recenzja zbyt pozytywna. Bo jak to tak, produkt bez wad?


Postanowiłam przetestować Neutralizator w ekstremalnych warunkach. Otóż zaniosłam go do rodziców. To, że produkt poradził sobie ze śmierdzącą zawartością kuwety Dyzia, to już nie jest wielkim zaskoczeniem. Prawdziwie śmierdzący test czekał go z torbą Ady. Torba sama w sobie nie pachnie przyjemnie, bo nosi się w niej śmierdzącego pekińczyka ;) Wystarczy niewielki deszcz i mały piesek to duży smrodek. Psiarze podobno lubią ten zapach, ja nie przepadam, jak mam być szczera. Ktoś powie, że torbę trzeba prać. No wiadomo, że trzeba, ale torba z grubej gąbki nie nadaje się do zbyt częstego prania czy czyszczenia. Poza tym u moich rodziców wystąpił dodatkowy problem... Pomimo, że Tosia jest księżniczką z arystokratycznych kręgów, to wykazuje się czasami całkowicie niearystokratycznym zachowaniem. Mianowicie już kilka razy nasikała psu do torby.... Moja mama podejrzewa, że robi to z zazdrości... W powody nie wnikam, jedno jest pewne -  torba wali tak, że wstyd! Jakiś czas temu wypsikałam torbę OdorGone i pozostawiłam do wyschnięcia. I szczerze mówiąc zapomniałam o tym! Kilka dni później, pisząc ten post, przypomniałam sobie o torbie. Dzwonię do mamy i pytam co z torbą. A mama w szoku mówi "Nie uwierzysz! nic a nic nie śmierdzi!". Ten produkt przeszedł ekstremalny test i co najważniejsze - zdał go!


Myślę, że zamówię mamie ten neutralizator zapachów, bo kto wie, jakie kocia arystokratka ma pomysły w zanadrzu!?




Początkowo byłam do tego sprayu nastawiona raczej sceptycznie. Kolejny odświeżacz powietrza, tylko dedykowany opiekunom zwierząt.... Jednak po trzech tygodniach regularnego używania, jestem z niego bardzo zadowolona.  Może być z powodzeniem używany jako odświeżać do wc. Myślę, że u mnie zastąpi tradycyjny odświeżacz powietrza ze względu na swój skład. Już od pewnego czasu zwracam uwagę na składy kosmetyków, dlatego ten produkt wpisuje się w moje wymagania.





Na opakowaniu znajdziemy informację, że możemy go używać bezpośrednio na sierść zwierząt. Osobiście chyba bym tego nie zrobiła swoim kotom, ten jeden aspekt mnie nie przekonuje. Może gdybym była właścicielką psa..... Nie wiem, zwierzęta mają bardzo wrażliwe nosy i taki zapach, nawet naturalny, może być dla nich bardzo drażniący. Koty są niemal bezwonne i lubię zapach ich futerka, nie psikałabym ich neutralizatorem. Natomiast wszelkie nieprzyjemne zapachy panujące w domu, zwłaszcza jak człowiek wchodzi do mieszkania ze szczelnie zamkniętymi oknami, gdzie w każdej kuwecie jest niespodzianka, będę usuwała tym produktem. Z czystym sumieniem polecam!


Produkt możecie zamówić na stronie odorgone.pl. Myślę, że jego cena nie jest wygórowana, zwłaszcza, że neutralizator jest niebywale wydajny. U mnie, po kilku tygodniach stosowania, zużycie jest znikome! Dyfuzor ładnie rozpyla mgiełkę produktu, co wpływa na jego wydajność.


Produkt przetestowałam w ramach Plebiscytu Sfinksy 2018 (tutaj). Bardzo dziękuję za wybranie naszego bloga to tego plebiscytu.