poniedziałek, 14 listopada 2016

minął rok...

Aż się wierzyć nie chce, że już rok Ada jest w naszej rodzinie! Dosłownie całkiem niedawno jechaliśmy po tego małego kosmitę, pełni obaw, co przywieziemy do domu!


Zaczęło się od tego, że życie Tosi i Dyzia wywróciło się do góry nogami. Nagle w ich spokojne życie wpadło rude czupiradło, niczym torpeda biegało po domu, szczekało i bardzo chciało się zaprzyjaźnić z kocimi mieszkańcami. 


Koty najpierw się troszkę zestresowały, ale szybko doszły do wniosku, że nie ma co się przejmować niższą formą inteligencji :P


Nawet Dyziu postanowił, że tym razem to nie on zajmie ostatnią pozycję w domowej hierarchii. Wreszcie znalazł się ktoś "głupszy".


Po kilku tygodniach sytuacja całkowicie się unormowała. Ale pojawiło się inne zmartwienie, a mianowicie choroba Adki. Problemy z kręgosłupem wyglądały na poważne, a lekarz uprzedził nas, że schorzenie może być nawracające..... Jak na razie nic się nie powtórzyło i mamy nadzieję, że już tak zostanie!!!


Pan lekarz zalecił spokojny tryb życia, mało chodzenia, zero wskakiwania na łóżka, ograniczone bieganie i skakanie. Oczywiście piesek nie ma zamiaru stosować tych wytycznych! Jak wita człowieka, to biega po domu jak wariat, ledwo wyrabiając się na zakrętach. Wskakuje na łóżko i sofy, przeważnie z maskotką lub kostką w gębie. A jeżeli widzi jedzonko na horyzoncie chodzi na tylnych nóżkach, żeby przypomnieć człowiekowi, że to jej. I weź tu pieskowi wytłumacz, że nie wolno!


Ogólnie udał się ten piesek bardzo i widzę ile radości sprawia moim Rodzicom. Tata wypiera się, jakoby Ada go urzekła i na każdym kroku podkreśla, że jest to pies Mamy. Ale wystarczy chwilę poobserwować tych dwoje, żeby zobaczyć jaka miłość ich łączy ;) I to wzajemna, ponieważ Ada także ubóstwia swojego Pańcia. Z resztą to jest piesek, który kocha wszystkich. A jak przynoszę jej czasami jakąś kosteczkę czy zabaweczkę, kocha jeszcze bardziej ;)


Adka ma sąsiadkę na piętrze, także pekinkę. Bardzo się nie lubią i dyskutują przez drzwi, prowadzą zaciekłe kłótnie i pewnie padają jakieś groźby ;) Wilczycy z piętra też nie lubi. Do tego stopnia, że szczeka pod drzwiami nawet wtedy, kiedy słyszy głosy właścicieli wilczycy!


Adunia ładnie nauczyła się chodzić na smyczy. Początkowo chyba nie umiała, ale teraz jest już dobrze i piesek grzecznie chodzi, nie szarpiąc się i nie wydziwiając.


Nie znosi żadnych zabiegów kosmetycznych. Panikara z niej nie z tej ziemi.


Kochana psinka! ;)

10 komentarzy:

  1. Jejku, jak czas szybko leci, pamiętam jak pisałam o Adzie na samym początku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. leci, leci w zastraszającym tempie ;)

      Usuń
  2. Ada to sama radość , nie spósob jej nie kochać :D
    Dobrze że wyzdrowiała i niech już tak zostanie ;-)
    Dużo kolejnych rocznic z Wami w szczęściu i zdrówku ! :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :) tak, to sama radość obleczona futerkiem :D

      Usuń
  3. Ale że to już? Aż mi się wierzyć nie chce jakim cudem tak szybko zleciał rok. A pamiętam jak pierwszy raz trafiłem na Twój blog i akurat wtedy zaczął się temat pieska. Kiedy to było... Buziaki dla wyszystkich futerek :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdrówka dla Ady, piękna psinka. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To zupełnie jak nasza Aria zrobiła w naszym domu tornado hihi ale Ada jest słodka fajnie ze znalazła dom
    Rudy kot z rodziną :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. To wcielenie naszej Cziki nr 2. Najpierw była rasowa czarna, niestety odeszła. Ta Twoja całkowicie odzwierciedla jej charakter- istne szczęście. Moją córkę 34 lata temu przyjęła jako dar losu. Przeżyły razem 9 lat.
    Pozdrówki i pogłaskanki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo się cieszymy, że Ada trafiła do Waszej rodziny! Kto by pomyślał, że to już rok. Dobrze, że ma wreszcie kogoś, kto dba o nią jak należy :-) Trzymaja kciuki, żeby kręgosłup nie stawał już problemów. Ada wygląda kwitnąco! proszę ją od nas wymiziać :-)
    Pozdrawiamy serdecznie :-)
    Dorota z Czachówka

    OdpowiedzUsuń