środa, 7 października 2015

po co kotu transporter

Dzisiaj byłam u weterynarza, ale o tym następnym razem. Inna rzecz chodzi mi po głowie. Ostatnio też po obserwacjach z poczekalni naszło mnie na poważne tematy, jak to ludzie nie mają czasu na swoje zwierzaki, a jak już muszą iść z nimi do lekarza, jak to narzekają na ten fakt... Dzisiaj zaobserwowałam coś innego i chcę się tym z Wami podzielić...

Siedzi sobie, a raczej stoi w poczekalni facet. Facet z dziećmi i kotem. Dzieci małe i kot też młody. Kot jest bez smyczy i bez transporterka. Facet trzyma go na rękach. I co chwila odrywa go od swojej bluzy prawie z pleców.... i tak się męczą ON i KOT. On go odrywa, a kot za chwilę wypełza na kołnierz. W końcu facet ma już dość i przekazuje kota dziewczynce, córce. Bo dziewczynka siedzi, więc kota będzie jej wygodniej trzymać na kolanach. I faktycznie kot się trochę uspokaja, zaczyna przysypiać...do czasu aż w pobliżu nie pojawi się pies! I znowu kot wisi, tym razem dziewczynce na szyi. A ojciec spieszy z pomocą, chwytając kocie łapy niezbyt delikatnie. I przytrzymuje te łapki mocno i nerwowo, aż kot znowu się nie uspokoi....

Nie chcę nikogo krytykować, nikogo oceniać. Ale nie rozumiem czegoś takiego.... Po to właśnie są transportery, paczki czy torby. Pakujemy kota i mamy święty spokój, a kot swoje bezpieczne miejsce. Czasami widuję ludzi z kotami na smyczy, ale przeważnie są to koty typu "ostoja spokoju". Może stać przy nich kilkanaście ogromnych psów, inne koty....a one nic. Śpią przytulone do człowieka. Ale umówmy się, takich kotów jest niewiele, są przyzwyczajone do takiego podróżowania. Większość kotów jednak woli być w bezpiecznej skrzynce, gdzie mają spokój i są bezpieczne. 

Ktoś może powie, że facet dopiero co przygarnął kota i się nie przygotował. Powiem wtedy, że tym bardziej tego nie rozumiem. Obcego kota brać na rękach, kiedy nie zna się zwierzaka i nie wie, na co reaguje nerwowo i strachem. Ja wzięłam przygarniętego kota do weterynarza w szelkach tylko raz w życiu. Było to jakieś 15 lat temu. Wyszłam przed klatkę, przejechał samochód, kot się wystraszył i została mi blizna do dziś... Mam za swoje, sama chciałam.....  

Nie utrudniajmy sobie życia na siłę ;)

Przy okazji tematu o transporterach powiem, że zaopatrzyliśmy się w nowy. Teraz możemy zabierać do lekarza dwa koty jednocześnie, co też dzisiaj uczyniliśmy. Ale o tym następnym razem....

A Witek nadal przesiaduje na balkonie i od czasu do czasu wydziera mordkę, żeby go jednak wpuścić do domu...


16 komentarzy:

  1. Najgorsze jest to, że potem taki przerażony kot jest niesiony po ulicy (może się przestraszyć i uciec) i wieziony autem. Dzieci i wolnochodzący kot w samochodzie - cudna kombinacja. Ludzie nie myślą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, bezmyślność i jeszcze raz bezmyślność...a potem zwierze cierpi....

      Usuń
  2. O rrrany, dwa koty jednocześnie??? Pet Cargo Cabrio ????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) ale tylko raz się stoi w kolejce do weta :D

      Usuń
    2. Jeszcze powiedz, że fioletowy... Ja właśnie czekam na swój :)

      Usuń
    3. Fioletowy byłby idealny, ale niestety...tym razem biały ;)

      Usuń
  3. My mamy naszą Milkę od 2 tygodni, ale pierwsze o czym myśleliśmy to transporterek ( no i kuweta oczywiście ) , nie widziałam innej możliwości żeby przewieść wystraszonego kociaka, mamy też szelki, wybieramy się na pierwsze szczepienie w poniedziałek :-) pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, większość ludzi pierwsze o czym myśli to transporter i kuweta ;)

      Usuń
  4. dawno temu, wybrałam się na kastracje z kotem zapiętym na szelkach, a że był to okaz dość nerwowy wsiadając do auta - po prostu zwiał mi (może wiedział, co go czeka) i przez kolejne dwie godziny biegaliśmy za kotem ciągnącym na sobą smycz i szalejącym po okolicznych krzakach ;)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie, tak się to może skończyć ;)

      Usuń
  5. To jest nagminny problem , ludzie żałują kasy na transporter . Lepiej pożyczyć , albo właśnie kota pod pachę i uda się albo się nie uda :///
    Znam z autopsji niestety . Dodam że to nie byli biedni ludzie ...
    Nasi znajomi przygarnęli kiedyś dwa koty z działek. Chcieli pożyczyć transporter .
    Mówię - swojego nie pożyczę bo muszę mieć - trzy koty to zawsze coś może się przydarzyć . Ale córka się zgodziła pożyczyć , więc przywiozła do mnie i oni mieli po niego przyjść. Mieszkają klatkę obok ! Nie przyszli . Transporter stał u mnie parę tygodni !
    Jak oddałam córce transporter , oni znowu chcieli pożyczyć , bo kotek chory. Tym razem obie odmówiłyśmy , a ja powiedziałam co myślę - każdy kociarz powinien mieć swój transporter .
    Jak ktoś żałuje na transporter , to na weta też będzie i na taryfę w razie "W" O czym tu gadać ...
    Ci znajomi nigdy do weta nie trafili , a koty oddali do stowarzyszenia pomocy zwierzętom w opłakanym stanie. Na weta nie było ich stać , na transporter, na taryfę ... Za to swoje używki nigdy nie żałowali .
    Kiedyś można powiedzieć że się przyjaźniliśmy , teraz to jakby obcy ludzie - cześć , cześć i do wiedzenia :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ode mnie raz znajomy tez pożyczył koszyk na małego kota. Nie używał, ale oddać też mu było nie po drodze. Ja się musiałam wiele miesięcy dopominać o swoje i było dla niego dziwnym, ze potrzebuję.... Od tej pory nie pożyczam...

      Usuń
    2. Tu chociaż facet do weta trafił i jest nadzieja że coś go ta podróż nauczy ;-) Oby !

      Usuń
    3. Też można na to tak popatrzeć ;)

      Usuń
  6. Coraz częściej spotykam się z tym, że ludziom po prostu brakuje wyobraźni! Nawet przez myśl im nie przejdzie, że kot niesiony na rękach do weta (wątpliwa przyjemność dla kota) wystraszony może po prostu uciec :( i później mamy rzesze domowych, przerażonych a bezdomnych kotów :(
    chce się powiedzieć aż - głupota ludzka nie ma granic :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Zwłaszcza nie rozumiem jak można tak nieść kota domowego, który nigdy nie wychodzi, przecież on jest przestraszony taką sytuacją....

      Usuń