Czy znane powszechnie stwierdzenie, że kot zawsze spada na cztery łapy, jest prawdziwe?
Koty posiadają niesamowity zmysł równowagi, my ludzie o takim możemy jedynie pomarzyć. Nie będę Wam tutaj wyjaśniać mechanizmu działania tego zmysłu, ale powiem, że jest on niezwykle interesujący. Osoby zainteresowane odsyłam do książki "Co wie twój kot?" (
recenzja tutaj).
Koty chodzą po wąskich krawędziach, utrzymując równowagę, przeciskają się przez niewielkie otwory, spadając przekręcają tułów, a to wszystko dzięki elastycznemu grzbietowi. Upadek na łapy fachowo nazywany jest "odruchem prostowania się". Kot tak przekręca tułów, że pierwsze z ziemią stykają się przednie łapy, potem reszta ciała. Odruch ten jest wrodzony i koty nie muszą się go uczyć, a w pełni wykształca się już w szóstym tygodniu życia kota.
W takim razie, czy kot chodzący po poręczy balkonu usytuowanego na szóstym piętrze, jest całkowicie bezpieczny? Nawet, gdy powinie mu się łapka, spadnie na łapy, otrzepie futerko i wróci do domu? No niestety, to tak nie działa.

Pomimo wielu krążących opowieści, jak to koty spadały z dużych wysokości i nic im nie było, takie historie wkładam między bajki. Nie wierzcie w to, że kot zawsze spada na cztery łapy i nie odnosi żadnych obrażeń. W mediach co jakiś czas pojawia się informacja, że dziecko wypadło z trzeciego piętra z okna i jakimś cudem nic mu się nie stało. Całkiem niedawno w moim mieście miał miejsce tragiczny w skutkach pożar mieszkania. Ucierpiała w nim młoda dziewczyna, która wypadła z okna z szóstego piętra. I jakimś szczęśliwym zrządzeniem losu nie złamała kręgosłupa... Czy te przypadki dowodzą tego, że ludzie spadają z dużych wysokości i nie odnoszą żadnego uszczerbku na zdrowiu i życiu? Cuda i szczęśliwe przypadki się zdarzają, nie są regułą. W Internecie krąży też mnóstwo historii kotów, które wypadły z okna i doznały paraliżu czy śmierci. Tak chyba dla równowagi tych cudownych historii... Sama wpłacałam pieniądze na rehabilitację pewnego kota, który spadł z balkonu. Ledwo przeżył, był sparaliżowany... Coś strasznego! Bardzo dobry wpis poczyniła swego czasu Gosia z bloga ZA MOIMI DRZWIAMI (
przeczytaj tutaj).

Często słyszę, że koty przecież nie skaczą namiętnie z wysokich pięter, bo nie są głupie i czują wysokość. Wcale nie twierdzę, że koty masowo skaczą dla rozrywki, ale to są jednak zwierzątka, które nie zawsze kalkulują i przewidują skutki swojego działania. Działają spontanicznie i instynktownie, polują na ptaki i owady i niestety, podczas takiego polowania kot może się zapomnieć, stracić równowagę i tragedia gotowa. Młody kot nie ma doświadczenia, działa bardzo porywczo jak tylko zobaczy interesujący do upolowania obiekt i także może spaść z dużej wysokości.

Duże znaczenie ma też podłoże na którym ląduje kot. Czy wierzycie, że kotu nic się nie stanie, kiedy spada z piątego piętra, z prędkością prawie 100 km/h i ląduje na betonie? Nawet jeżeli kot przeżyje taki upadek, przeważnie ma obrażenia wewnętrzne, jest zdezorientowany i przestraszony, może się zaszyć w niedostępnym dla nas miejscu i cierpieć potwornie. Odpowiedzialni i kochający opiekunowie zabezpieczają okna i balkony tak, aby były one bezpieczne dla pupili.
Powiem na swoim przykładzie, że nigdy nie spałam tak spokojnie, jak teraz, kiedy mam zabezpieczone okna i balkon! W sumie to nie wyobrażam sobie, żeby koty spędzały czas na balkonie, na którym nie ma siatki. Spacerując po różnych osiedlach z zadowoleniem zauważam, że zwiększyła się ilość osiatowanych balkonów. I z przerażeniem zawsze gdzieś dostrzegam kota siedzącego na zewnętrznym parapecie, gdzie siatki nie ma. Myślę, że bardzo wolno zmienia się nasza mentalność w tej kwestii. I wielu innych.... Ale o tym następnym razem ;)