Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot w kuchni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot w kuchni. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 marca 2020

czas kwarantanny

Tylko spokój i siedzenie w domach, może nas uratować. Łatwo się mówi, trochę trudniej realizuje. Mnie zdecydowanie ratują koty. Serio! Nie ukrywam, że lubię siedzieć w domu. Mam w nim wszystko, czego potrzebuję. I ktoś z pewnością mógłby powiedzieć, że takim osobom jest najłatwiej znieść ten trudny czas siedzenia w domu. Jednak okazuje się, że wcale nie jest to takie łatwe. Jeżeli kogoś interesuje taki nie do końca koci temat, to zapraszam. Na pocieszenie pojawią się bardzo kocie zdjęcia.


W sumie mam potrzebę pisania. 
Pierwszy raz od wielu miesięcy mam ochotę pisać. Tylko nie wiem o czym ;) Nie chcę skupiać się na samym wirusie, bo tego mamy pewnie już po kokardy. Wystarczy włączyć telewizję, odpalić Internet i wszędzie jedno tylko słowo: koronawirus.


Ja Wam napiszę dzisiaj o sobie. Tak dla odmiany. Chociaż o kotach też będzie, bo jakżeby mogło kotów braknąć w poście na kocim blogu ;) I będą zdjęcia, bo tych się kilka uzbierało w ostatnim czasie.


Ale może od początku. Jeszcze tydzień temu w Internecie zostałam zasypana śmiesznymi memami odnośnie domowej kwarantanny i introwertyków. Bo tak, uważam się za introwertyka. Jeżeli nie znacie pojęcia introwersja/ekstrawersja, to proszę, "wygooglujcie" sobie definicję, bo tutaj nie mam za bardzo już miejsca na rozpisywanie się ;) Swoją drogą to bardzo ciekawe zagadnienie z obszaru psychologii osobowości i zachęcam Was do zapoznania się z nim. Jednak pamiętajcie, że ciężko kogoś określić i przypisać do jednego rodzaju osobowości. Ja dokładnie tak mam, że przeważają u mnie cechy osobowości introwertycznej, jednak nie jest to czysta postać i większość ludzi to typy mieszane ;) Ale powróćmy do tematu głównego tego posta....


Generalnie lubię siedzieć w domu, w swoim towarzystwie, przebywanie między ludźmi na dłuższą metę mnie męczy. Przymus siedzenia w domu jest spełnieniem moich marzeń, mogłoby się zdawać. Sama nawet o tym pomyślałam. No wreszcie!!! Doczekałam się! 

Internety, a konkretnie osoby na Instagramie prześcigały się w pomysłach na wypełnienie tego czasu spędzonego w domu. Bo największą trudnością jest właśnie to pozostanie w domu...ale o tym za chwilę. I oczywiście, wiele osób stwierdziło, że to czas dany nam, ludziom żyjącym w czasach wymagających pędu i pośpiechu, gonitwy za biznesem, abyśmy się zatrzymali ... i postawili na samorozwój. Wreszcie masz czas pouczyć się angielskiego, niemieckiego czy innego języka. Wreszcie masz czas na ćwiczenia z jogi, medytację w głąb siebie. Wreszcie masz czas na pogłębienie wiedzy, czy to związanej z twoim wykształceniem, czy tej, o zdobyciu której marzysz, ale nigdy nie miałeś na to czasu. Teraz jest odpowiedni do tego moment. A że musisz to realizować w domu, to właściciele kursów on-line tylko zacierają ręce. Żeby nie było, nie mam nic do kursów on-line, sama takie czasami robię i uważam, że niektóre są świetne ;) 

Nawet otworzyłam moją książkę do angielskiego, którą posiadam od czterech miesięcy. Bo jak tak wszyscy nawołują, że to ten czas na zadbanie o swój rozwój, to nie mogę być gorsza. 


Druga część Internetu nawoływała do generalnych porządków w całym mieszkaniu. A że zbieram się do takich od kilku tygodni, to może faktycznie to jest ten czas? Wypucować i schować zimowe buty, wyprać wiosenne ubrania, wysprzątać balkon, umyć okna, zrobić przegląd szafek w kuchni i wreszcie wytrzeć kurze na  regale czy zawiesić nowe firanki ...  A może by tak odmalować najbardziej brudną ścianę w kuchni...?


No i wreszcie trzeci głos Internetu. Przeczytaj wszystkie książki, które masz na regale nieprzeczytane. Czekają i czekają i wreszcie nadszedł ich czas.

Przerobiłam jedną lekcję z języka angielskiego. Powycierałam kurz na jednym regale i pięknie poukładałam książki (tak poukładałam, że nagle zrobiło się miejsce na kilka nowości :P). Zaczęłam czytać książkę.... Tyle. Dopadła mnie jakaś dziwna niemoc....


Bo moja głowa ciągle pracuje na wysokich obrotach, bo myślę, przetwarzam i robię coś, czego robić nie powinnam, ale robię... po prostu się MARTWIĘ. Już tak mam i jak się dowiedziałam z literatury, "ten typ tak ma i lepiej to zaakceptować". A ten stres nie sprzyja nauce, pracy, czytaniu.... I nagle w Internecie zobaczyłam filmik dziewczyny, która stwierdziła, że ten czas można bez wyrzutów sumienia spożytkować na odpoczynek i lenistwo. Dlaczego narzucamy sobie jakiś reżim? Może trzeba też umieć odpuścić. Jak ktoś ma ochotę, niech się uczy, niech ćwiczy, ale niech nie mówi, że to jest jedyny słuszny sposób na ten, jakby nie patrząc, trudny dla nas czas. Czy to, że pochodzę sobie dzień w piżamie, z nieumytymi włosami, bo nie muszę nigdzie pędzić, komuś zrobi coś złego? NIE. Wiadomo, nie można przesadzać, myć i ubierać się trzeba, ale bez wyrzutów sumienia można dać na luz. Można się wyspać, jak ktoś lubi spać, to dlaczego miałby nie spać? Jeżeli komuś pomoże granie w gry, niech gra. Można z nudów pomalować sobie paznokcie, zrobić kąpiel z pianą i maseczkę na twarz. Można leżeć na kanapie i oglądać telewizję, chociaż tego w ostatnim czasie nie polecam... no chyba, że filmy/seriale... Można robić setki rzeczy, które pomogą nam się odstresować, zapomnieć o tym, co się dzieje, po prostu odpoczywać w lubiany przez siebie sposób.

 
Ja po kilku dniach totalnego zrywu, wrzuciłam na luz. Coś podłubałam w rękodziele (więc zrobiłam bałagan zamiast porządków), zaczęłam gotować dwudaniowe obiady, za czym nie przepadam, ale odnalazłam w tym ten relaksujący pierwiastek, o którym mówią niektórzy. Nawet poczyniłam ciasto! Zrobiłam sporo zdjęć, takich typowo domowych, pobawiłam się światłem, które od wschodu wpada do mieszkania w słoneczny poranek.  Czerpałam przyjemność z picia kawy, jedzenia własnoręcznie zrobionego ciasta i robienia NIC. To zawsze poprawia humor. Włączyłam sobie muzykę i trochę poćwiczyłam improwizując. 


Serio, to wszystko pomaga i relaksuje. No i nie ukrywam, że w tym ciągłym stresie, który cały czas odczuwam, w związku z sytuacją panującą w kraju i na świecie, pomagają mi koty! Fotografuję je, bawimy się, przytulam je kiedy mruczą. Ksenia cały czas towarzyszy mi w kuchni, podkrada obierki  z warzyw. Jest przy tym taka śmieszna, że czasami nie da się nie uśmiechnąć. Dużo mówię do kotów, a one czasami odpowiadają, dyskutują. Uwielbiam to. 


W redukcji napięcia i stresu zdecydowanie pomaga dieta informacyjna. Wiadomo, że trzeba śledzić co się dzieje, ale uważnie dozuję sobie przyjmowane informacje. Cały dzień pracujesz nad wyciszeniem myśli, po czym włączasz program informacyjny i wszystko wraca ze zdwojoną siłą. A czasami znajomy, który panikuje i nakręca lęk też nie pomaga. Wszyscy naokoło mówią tylko o jednym. Ale robią to w różny sposób, więc unikam już osób, które mówią na jednym wdechu o wszystkich najtragiczniejszych przypadkach z całego świata... Uwierzcie takie osoby istnieją!!! A po rozmowie z kimś takim mam nerwy w strzępach. 


Teraz już widzę, że przydługi mi ten wpis wyszedł, a jeszcze tyle chciałam napisać ;) Nie będę się już nad Wami znęcać, nie wiem czy ktoś przez to w ogóle przebrnie, ale mnie to było potrzebne. Taki post terapeutyczny ;) Słowem podsumowania, chcę jeszcze napisać, to o czym wspomniałam na samym początku. Dlaczego, pomimo tego, że lubię siedzieć w domu, to siedzenie z każdym dniem męczy mnie coraz bardziej? Bo tak działa nasz mózg! Kiedy mam na coś wpływ, to ja decyduję co będę robić, siedzenie w domu jest ok. Bo to jest moja decyzja, mój sposób spędzania czasu. Ale kiedy siedzenie w domu mam jakby odgórnie narzucone, trochę bezwiednie, zaczynam się buntować. I wtedy sobie myślę, czego to ja bym nie robiła, gdybym mogła wyjść. Na pewno umówiłabym się z koleżanką na kawę, czemu nie robiłam tego częściej? Poszłabym na jakieś zakupy ciuchowe, generalnie nie cierpię chodzić po sklepach, ale akurat teraz nabrałam ochoty na zakupy! A kino, o tak do kina też bym chętnie poszła... Serio! To jest irracjonalne, ale na prawdę moja głowa tak ostatnio działa. 


Najważniejsze w przetrwaniu tego czasu, jest zrozumienie po co to robimy. Po to, żeby pomóc służbie zdrowia, która nie dźwignie takiej ilości osób chorych na oddziałach szpitalnych. Po to, aby ci, którzy nie mogą zostać w domach, muszą iść do pracy, mogli to zrobić w sposób bezpieczniejszy. Po to, aby ten koszmar skończył się szybciej niż później. I chcę w to wierzyć, że tak właśnie będzie! 


czwartek, 30 maja 2019

podsumowanie maja

Maj to mój ulubiony miesiąc. Nie tylko dlatego, że mam wtedy urodziny, ale uwielbiam konwalie i bzy, kwiaty charakterystyczne dla maja ;) Ja do swojego wieku niekoniecznie się przyznaję, czuję się na 25 lat i niech tak pozostanie ;), natomiast Dyniu w maju skończył 8 lat!!!! 


Szkoda, że maj przeminął równie szybko, jak poprzednie miesiące ;) Zaczął się długą (dla niektórych) majówką, niestety pogoda była różna. Większość miesiąca była zimna, a na koniec spore opady sprawiły, że była groźba powtórki z 2010 roku, kiedy to Kraków zalało....


Pojedyncze piękne dni pozwoliły na kilka fajnych spacerków, w tym także rowerowy!



Przez większą część maja podstawowym przedmiotem codziennego użytku był parasol ;)


Razem z Ksenią posadziłyśmy na balkonie kwiatki i wreszcie zrobiło się miło i kolorowo.



Witek przeprosił się ostatnio z budką w drapaku i znowu w niej śpi.


Jednak nie ma długo spokoju, bo zaraz przyłazi do niego Ksenia.


Natomiast ja nie mam spokoju nawet w łazience. Prywatna kąpiel z książką? Mogę zapomnieć


Pogoda podczas majówki może nie zachęcała do wypadów na łono natury, ale za to mogłam bezkarnie leżeć i czytać. Też fajnie ;) Już niedługo znowu pojawi się wpis z recenzją ciekawych pozycji!


Początek maja nie rozpieszczał ciepłem, przydał się zimowy kocyk


Natomiast Adka świetnie czuje się w chłodniejsze dni. Niestety w maju przyszły pierwsze burze, a tego Adzia szczerze nie lubi :(


Bez względu na pogodę i temperaturę Ksenia świrowała równo ;)


Szprotek pomaga dosłownie we wszystkim ;)


Ogólnie Ksenia to straszny miziak i przytulas. Lubi spędzać czas ze swoimi opiekunami.



A po ciężkim dniu brojenia, wariactwa i przytulania się do wszystkich, zmęczony kotek idzie spać ;)


Mam nadzieję, że przed nami już tylko piękne, ciepłe dni ;)


A na koniec bez. W tym roku nie nacieszyłam się nim zbytnio, niech przynajmniej to zdjęcie cieszy oko ;) Za rok znowu zakwitnie.....


poniedziałek, 1 kwietnia 2019

kocia sobota

Matka sobie chciała poczytać. W ostatniej chwili kupiła "Trzy koty" z ragdollem na okładce. Poza tym powiedziała, że poczyta o produktach, których my nie testowaliśmy w plebiscycie Sfinksy. Stwierdziłem, że jej potowarzyszę.


Ale przyszedł ten mały wypłosz i było już po robocie....a raczej po czytaniu.


Sami widzicie, że lekko nie jest...


Potem mała pomagała w kuchni, więc mogłem sobie uciąć małą drzemkę


 W robótkach też oczywiście towarzyszyła, a ja dalej sobie spałem w najlepsze. 


Nawet Dużemu pomaga czasami. Chociaż czy to jest pomoc? Mam pewne wątpliwości ;)


Jak już wszystkim poprzeszkadzała....a no nie, przepraszam. Jak już we wszystkim pomogła, poszła się bawić nową myszką. Pańcia nawet z "chińczyka" przywiezie kocie zabawki ;)





Ten szczoch to ma niespożyte pokłady energii. Jestem zmęczony od samego patrzenia na nią



A kiedy już poszalała, poszła wreszcie spać. Padła, tam gdzie siedziała.


Niestety, ten dziwny kosmita bardzo szybko się regeneruje. Ja po takiej zabawie byłbym padnięty pół dnia, natomiast ona już po godzinie znowu myślała o zabawie. Serio, chyba z kosmosu ją do nas wystrzelili!


Dzisiaj wybłagaliśmy balkon i Pańcia się zlitowała. W słońcu było chyba ponad 20 stopni, więc już nie miała argumentu, że nam doopy zmarzną na betonie :D

niedziela, 3 marca 2019

kocia sobota

Powiem Wam, że po kilku miesiącach mieszkania z tym burym szczochem zauważam jedną, dużą zaletę. W soboty wypoczywam! Zawsze byłem kotkiem zapracowanym, bo wiadomo, że Matka z wszystkim sama sobie nie poradzi. Od kiedy jest u nas ten wypłosz, wszystko robi za mnie :D Urzęduje w kuchni, gdzie bardzo intensywnie się angażuje :D


Matka opanowała do perfekcji jeden przepis i co weekend piecze chlebek bananowy. A mała jej pomaga, nie wiem czy akurat to Matce pasuje, ale co tam. Jakoś sobie radzi i jak do tej pory szczocha jeszcze nie upiekła w piekarniku :D


W piciu herbaty Matce też pomaga :D


Ale żeby nie było, że tylko śpię... I żeby nie było, że w moim własnym wpisie nie pojawię się ani raz, to Wam powiem, że wstawałem na posiłki. Ile można w końcu odpoczywać? ;) Mała szybko załapała na czym polega żebractwo i teraz terroryzujemy człowieków razem. Z tym, że Mała jeszcze ma piskliwy głos i żebractwo w jej wykonaniu brzmi jeszcze mało dostojnie. Nie to, co moje ;)


 Wieczorem trochę z Małą poświrowaliśmy. Swoją drogą, ciekawe skąd ona ma tyle energii???


Ten głąbek bywa irytujący. Jak się uweźmie na mnie i mój ogon, to czasami muszę się solidnie wkurzyć i przywołać to do porządku. Myślicie, że ona się cokolwiek tym przejmuje? Strasznie bezstresowo wychowywane są te współczesne dzieci.... Niczego i nikogo się nie boją...


Ta mała jedynie trochę cyka się odkurzacza, ale wiadomo, odkurzacz jest straszny. Z tym nie będę dyskutował nawet ja ;)


A matka dzisiaj zrobiła ze mnie poduszkę, bo chciała przygotować kolorową sesję zdjęciową. Pewnie jesteście ciekawi jak wyglądam w roli poduszki.... No cóż, musicie zaczekać jeszcze chwilę, ale zdradzę Wam, że wyglądałem zajefajnie! ;)