wtorek, 10 marca 2015

o Tosi słów kilka

Już kiedyś na pewno wspominałam więcej o Tosi, ale tak jakoś mnie naszło, ponieważ w ostatnich miesiącach Tosia bardzo się zmieniła.
 
To, że mamy kota rasowego jest kwestią jakiegoś porywu ;) Często spotykam się z akcjami w Internecie "Nie kupuj - adoptuj". Nie da się z tym nie zgodzić. Odwiedzam kociarnię i widzę ile jest kotów, które szukają swojego domku i człowieka do kochania. Ale z drugiej strony nie potępiam hodowania kotów rasowych i ich kupowania. Wszak wszystko jest dla ludzi.
 
Jeszcze kilka lat temu nie wiedziałam o istnieniu rasy Ragdoll. Będąc na studiach, przygotowywałam pracę na temat felinoterapii i tak pierwszy raz spotkałam się z opisem tej rasy. Zaczęłam grzebać w Internecie i przepadłam. Spodobał mi się wygląd kotów, ale przede wszystkim ich charakter. Mieliśmy wówczas w domu jednego kota, jedenastoletnią Pchełkę. Jej mama Dusia nie żyła od roku. Postanowiliśmy się dokocić właśnie Ragdollem. Z początku nie było to łatwe dokocenie. Pchełka miała dość trudny charakter, pomimo, że urodziła się u nas, była strasznym dzikusem. A my byliśmy niedoświadczonymi posiadaczami kotów. Popełniliśmy całą masę błędów. Dzisiaj, z perspektywy czasu, widzę, że Pchełka wcale nie była tak trudnym kotem, jak nam się wydawało ;)
 
Zamieszkał z nami mały Ragdoll. Z opisu rasy wynikało, że to kot bardzo spokojny, mało ruchliwy, kochający człowieka i towarzyski.
 

Tosia od początku była śmiesznym kotem. Skoczna i zabawna. Pięknie potrafiła się bawić. Była niesamowicie zwinna i z miejsca dostała ksywkę PAJACYK.
 


Garnęła się do ciotek, czyli suni Zuzi i kotki Pchełki. One z dystansem do niej podchodziły. Tosia od małego miała zadziorny charakterek. Zabawa często kończyła się pokaleczonymi rękami człowieka, bo była szybka i sprytna.

Niestety okazało się, że nasze marzenia posiadania kota, który przychodzi na kolana i tuli się bez końca, pozostały niespełnione. Tosia okazała się indywidualistką i samotnicą. Można było na nią patrzeć godzinami, ale bez dotykania i tulenia. Wzięta na ręce była bardzo cierpliwa, nie wyrywała się, ale nie sprawiało jej przyjemności tulenie ;)
 
 
Przyzwyczailiśmy się do Tosi indywidualistki i Księżniczki, która z nikim się nie spoufala, nie lubi obcych i nawet domowników trzyma na dystans. Kilka miesięcy temu Tosia zaczęła się zmieniać. Nie wiem czy to wynik dojrzewania czy innych czynników. Tosia wybrała sobie swojego Człowieka, czyli moją Mamę ( a miała być moja :P). Nie odstępuje jej na krok, przytula się, kokietuje, ociera ogonkiem, gada, mruczy i lubi być w centrum zainteresowania ;) Przyszła nawet do Mamy na kolana z własnej woli. Do południa, kiedy moja Mama jest w pracy, Tosia śpi i ma wszystkich i wszystko w głębokim poważaniu. Wstaje tylko wtedy, kiedy na horyzoncie pojawia się jej Pańcia ;)
 
A to zdjęcie najlepiej obrazuje stosunek Tosi do Pańci.
 
"Wszędzie tam, gdzie TY" :D
 



17 komentarzy:

  1. Cześć, jestem Cecylia, uwielbiam koty i z przyjemnością o nich czytam. Niestety mam teraz tylko jednego Juliana. Julian 'uważa' tylko mnie i u mnie siada od czasu do czasu na kolanku. Poprzedni Szczepan był wielkim miłośnikiem ludzi, mnie uważa za matkę, wyróżniał, mruczał donosnie i pchał się na kolana. Umarł w wieku 7 miesięcy i choć do dziś wyrzucam sob ie, ze popełniłam jakiś bład, nie potrafię znaleźć przyczyny. Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie i kotków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy niestety popełnia błędy, bo jesteśmy tylko ludźmi. Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Juliana ;)

      Usuń
  2. No takie są kotki. Ja adoptowałam ponoć "miziaka", a prawda była inna.
    Dopiero teraz są zmiany i kot pozwala na coraz więcej pieszczot, branie na ręce i tulenie.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie na darmo się mówi "brać kota w worku", nigdy nie wiadomo co z tego wyrośnie ;) ale my ludzie tez z biegiem życia się zmieniamy, więc czemu koty miałyby przez całe życie być takie same ;)

      Usuń
  3. Przez 13 lat była z nami Kizia-Mizia. Była wspaniałym kotem, ale nie
    kolanowym, na rękach też nie chciała, za to pieszczoty brzuszka
    /masowanie guza po spapranej sterylizacji/ godzinami znosiła wręcz
    upominała się o nie. Po jej odejściu zaraz adoptowaliśmy Bezę - ta
    niewiele czasu ma na pieszczoty, woli wojować, biega jak oszalała.
    Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo każdy kot jest inny, ale takie ze swoim szalonym charakterkiem też są fajne ;)

      Usuń
  4. Cóż, mój pierworodny ciapek to pieszczoch jakich mało, kolana, na ramieniu i przy mnie na łóżku to norma. Ale pozostałe to szaleństwa na czterech łapkach. Może się wyciszą i będą też pieszczochami? Liczę na Antka, bo to kocur w końcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze miałam kotki, a teraz po kocurach widzę, że są większymi pieszczochami ;)

      Usuń
  5. Tak juz jest z kotami.maja swoje charaktery i nie da sie ich wytresowac...ani zmienic, dopoki nam na to nie pozwola...ale sie tosi kolor futerka zmienil od kociaka...:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I chyba to kochamy w tych naszych kotach, że są jakie są ;)

      Usuń
  6. Ciekawe co spowodowało taką zmianę w stosunku do Mamy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dojrzała... Ale Mama najwięcej czasu jej poświęca, może dlatego :)

      Usuń
  7. Ale się zmieniła, widać nie tylko charakter, śliczna jest. A charakter, jak to kota, każdy ma swój indywidualny, więc chyba biorąc kota nigdy nie można przewidzieć jaki będzie ;) A le chyba Pańcia musi być dumna, że taka księżniczka wybrała właśnie ją! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, kot to kot, każdy inny ;)

      Usuń
  8. To chyba częsty "błąd" chętnych na kota miziaka. Myślę, że jest to wina hodowców, którzy tak właśnie Ragdolle przedstawiają. Kilku moich znajomych też ma tę rasę i takie same jak Ty obserwacje. Jednak to koty. To, że dają się brać na ręce wtedy gdy człowiek ma na to ochotę, to cecha rasy, ale dobrowolne mizianki? Kot to kot, sam sobie znajdzie swojego człowieka do miziania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że żadna rasa nie gwarantuje "kota miziaka", a poza tym każdy kto ma koty dłużej wie, że tego nie da się przewidzieć, jaki będzie kot. Niestety ludzie niedoświadczeni z kotami mogą mieć pewne nadzieje, które potem kończą się rozczarowaniem. Każdy kot jest fajny i kochany, niezależnie od charakteru i tego, czy przychodzi na kolana. Większość kotów jednak nie przesiaduje godzin na kolanach ;)

      Usuń
    2. fajny artykul :) tak to jest z kotami, ja tez nie moge sie doprosic przytulanek, czasami zazdroszcze innym, ze trafiaja im sie takie przytulanki, dlatego warto adoptowac kotki, bo wtedy juz maja swoj charakterek i mozna wiedziec co sie spodziewac :))

      Usuń