niedziela, 22 października 2017

uczucie do kuriera cz. 1

Pana Kuriera albo się kocha, albo nienawidzi.....

Witek Kuriera kocha, bo przynosi paczki z jedzonkiem. Przynosi..... no właśnie, chyba powiedziane na wyrost.... Dlatego ja Kurierów darzę wprost przeciwnym uczuciem....


Nie da się ukryć, że zakupy robione przez Internet są wygodne i zdecydowanie tańsze. Zamawia się wszystko co jest do życia potrzebne, robi przelew i za dwa dni mamy to już w domu. Teoretycznie Kurier przynosi nam do domu. 

Nie wiem, może ja mam wyjątkowego pecha. Nie chcę nikogo zniechęcać do takiej formy zakupów, ba! sama nie chcę z niej rezygnować, ale moje przejścia z Kurierami właśnie do tego powoli mnie zmuszają.... Postanowiłam o tych perypetiach opowiedzieć. Może wydać się to dość zabawne, ale momentami doprowadzało mnie do obłędu.....

Wydaje mi się, że firmy kurierskie powstały jako alternatywa dla poczty. Umawiasz się z gościem, dostarcza przesyłkę kiedy klientowi pasuje i wszyscy są zadowoleni. Może tak to wyglądało naście lat temu, na początku. Podobno istnieją tacy na tym świecie, którzy umawiają się z kurierem. Nie wiem, osobiście takiego osobnika nie znam. Ze mną nigdy nikt się nie umówił, nie zapytał kiedy mi pasuje.... Podam Wam kilka autentycznych przypadków, jak wygląda odbieranie moich przesyłek.

Siedzę sobie w pracy, dzwoni mój telefon. Nie zawsze mam go przy sobie, nie zawsze mogę odebrać, ale kiedy spodziewałam się przesyłki, starałam się jednak mieć go ze sobą. Dzwoni Kurier z informacją: "nie ma Pani w domu!". No super odkrycie, bo ja nie wiem, że mnie nie ma w domu! Więc brnę w tą durną rozmowę: 
Ja: tak, wiem że mnie nie ma w domu, bo jestem w pracy
Kurier: Ale ja mam paczkę dla pani!
Ja: No super, ale ja jej w tej chwili nie odbiorę, bo jak pan zauważył nie ma mnie w domu. Może pan ją dostarczyć około 16:30?
Kurier: Nie, ja pracuję do 16:00.
Ja: Super, to co pan proponuje?
Kurier: Mogę zostawić u jakiegoś sąsiada?

Nie lubię przetrzymywać wielkich paczek u sąsiadów. Przeważnie zamawiam wielki worek chrupek, jeszcze większy worek, czasami dwa, żwirku, mokre jedzenie.....paczka jest wielkości szafy! No ale wtedy mieszkałam jeszcze u rodziców, gdzie sąsiedzi znają mnie od dziecka, więc w ostateczności podałam numer mieszkania, w którym paczka na mnie czekała.

Zaczęłam od przypadku najmniej nieprzyjemnego. Tak na dobry początek, ale jak zebrałam wszystkie historie związane z Kurierami, to wyszła mi bardzo długa opowieść. Zatem podzieliłam ją na kilka części, niebawem kolejna ;)

7 komentarzy:

  1. U mnie ostatnie pietro blok, to mowie zeby zostawil na wyczieraczce, bo to paczka 30kg...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale chyba kurier ma obowiązek wnieść, nawet nie wiem....?

      Usuń
  2. Znam ten ból, zaczęli pracować do 15, tez bym chciała. Paczka 22 kilo a on się pyta czy mi ją do pracy przywieźć. Po pierwsze to pracuję mobilnie, a po drugie, jak ja sobie te 22 kilo przytargam do domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, z tym wożeniem to też dobre. Paczkę wielkości szafy mam sobie sama targać do tramwaju.... A kiedyś jak paczka była w miarę mała i zapytałam czy mi przywiezie do pracy, to usłyszałam, ze to już nie jego rewir.... bądź tu człowieku mądry ;)

      Usuń
  3. Znam z autopsji - zazwyczaj kurierzy chcą przynosić paczki rano, bo tak im wygodniej i są wielce obrażeni kiedy nie ma nikogo w domu. Podczas zamawiania żwirku od razu zaznaczam "z wniesieniem na 2 piętro" bo kilku już chciało zostawić paczkę na dole...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostawiania paczki na dole jeszcze nie przerabiałam, ale kto wie, wszystko jeszcze przede mną ;)

      Usuń
  4. Oj, też już miałam różne przejścia z kurierami, typu zostawianie paczek u sąsiadów, zmienianie rejonów i zostawianie paczek w siedzibie firmy na drugim końcu miasta ;)
    Ale z drugiej strony - kurier też człowiek - i oni najczęściej niestety pracują do tej 16-17, do tego za marne pieniądze więc czasem nie dziwię się że nie chcą za bardzo współpracować...

    OdpowiedzUsuń