poniedziałek, 5 maja 2014

Witek w nowym domu

Obiecałam Wam w ostatnim poście, że opiszę dlaczego Witek zmienił dom. Ciężko jest zacząć, więc najlepiej zacznę od początku. Stali czytelnicy wiedzą jaki jest Witek. W celu przypomnienia możecie o naszej relacji przeczytać TUTAJ. Wielka miłość, ale nie taka łatwa i banalna. Witek miał wiele zachowań trudnych i nie do końca dla nas zrozumiałych. Często czytając kocie blogi spotykam się z tym, że jesteśmy bezradni w stosunku do niechcianych zachowań kocich. Bo przecież kot to tylko zwierzę, nie możemy mu przypisywać złośliwości. Prędzej uwierzę w to, że nie wiemy co nam chce przekazać, niż w to, że jest wredny ;) No ale ja nie o tym chciałam....
 
 
 
Witek często płakał pod drzwiami, wisiał na klamce, a każde otwieranie drzwi kończyło się ucieczką. Po jakimś czasie dawał sobie spokój i szedł spać, ale takie zachowania były dla nas trudne. Bo co on chce??? Dlaczego się tak zachowuje? Później zaczęło się podsikiwanie podłogi w okolicy drzwi wyjściowych. Może jest chory? Podejrzenie się sprawdziło. Chora wątroba. Po podleczeniu i tak te zachowania pozostały. Więc cóż było robić, tylko się pogodzić, że ten kot tak ma. Na szczęście rodzina była wyjątkowo wyrozumiała dla Witka.

 
 
Jakiś czas temu wyprowadziłam się z domu. Czas ten był trudny dla Witka i jeszcze trudniejszy dla mnie. Nie ukrywam, że tęsknota za kotami była ogromna. Po Tosi nie było widać, że robi jej to różnicę, bo to zdecydowanie kot mojej mamy. Dyziu to kot wszystkich, więc nadal na powitanie robi ze mną "baranki" (wtajemniczeni wiedzą co to takiego :D). Witek bardzo źle zniósł moją wyprowadzkę. Więcej płakał przy drzwiach, desperacko skacząc po klamce. Drapał drzwi. Jak wychodziłam serce krwawiło. Stawał przede mną pod drzwiami, a jego oczy mówiły "weź mnie ze sobą".... No i jak tu się nie poryczeć? Zamykałam drzwi i słyszałam jego zawodzenie.... Tego uczucia się nie da opisać. Kociarze zrozumieją....
 
W tym momencie na własnej skórze przekonałam się, że dom bez kota jest zwykłym mieszkaniem. Rozmawiałam z mamą, ale nie bardzo chciała oddać Witka. "Bo już się przyzwyczaił do Tosi i Dyzia, ma swoje ulubione miejsca, ma towarzystwo kotów przez cały dzień, a u mnie będzie siedział sam, jak ja będę w pracy". Pomyślałam, że może faktycznie, nie trzeba kotu mieszać w głowie. I znowu dylemat, czy go odwiedzać codziennie, czy nie przychodzić przez jakiś czas, żeby się przyzwyczaił, że mnie nie ma.... Pewnie dla Witka byłaby lepsza druga opcja, ale dzień bez spotkania z futrami był pusty. Postąpiłam egoistycznie i przychodziłam codziennie. I codziennie musiałam walczyć ze łzami przy wychodzeniu.
 
W połowie kwietnia wzięłam Witka do siebie na parę godzin. Nie wiem po co. Chciałam z nim pobyć. Okazało się, że Witek jest przeszczęśliwy. Siedział na moich kolanach, głośno mruczał... Po tym był w domu nie do wytrzymania. Ciągle wisiał na klamce. Moja mama skapitulowała i zgodziła się, żebym wzięła go na próbę.



 
 
Witek jest innym kotem. Przede wszystkim jest szczęśliwy i to widać. Ciągle mruczy, przychodzi do mnie na kolana i się tuli. Rano przychodzi do łóżka i mruczy. Bawi się i poluje przez szybę na gołębie. I chociaż nie ma luksusów typu hamaczki i drapaki, jest zadowolony. Ustalił sobie nowe ulubione miejsca. Ma swoją ulubioną wiklinową budkę i drapaczek-gąsienicę. Zamierzam mu też przynieść stary drapaczek, żeby mógł sobie siedzieć przy oknie i obserwować ulicę. Ładnie korzysta z kuwety i nie zdarzyło mu się wysikać poza. I co też ważne zawsze ma pełną miseczkę specjalnej karmy, co było trudne przy żarłoczku Dyziu ;) Teraz podjada chrupy kiedy ma na to ochotę, więc przytył i waży już ponad 3 kg!


 
 
Może ta historia pokaże, że mitem jest stwierdzenie, że kot przywiązuje się do miejsca, a nie do człowieka. Kiedy Witek siedzi mi na kolanach i mrucząc patrzy na mnie, na pewno mówi "nieważne gdzie, ważne, że z tobą" ;) Sami widzicie, Witek zmienił dom, ale Pańcia została ta sama.

Tak wyglądamy pisząc ten post

 

29 komentarzy:

  1. no i najwazniejsze,ze wszystko sie dobrze skonczylo i wszyscy sa zadowoleni :)
    kurde na tych pierwszych zdjeciach wygladal tak smutno,ze myslalam ze bedzie o nowym domu i nowych wlascicielach :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nigdy bym Witusia obcym nie oddała ;)

      Usuń
  2. To Witek zmienił tylko dom! A mi już wyobraźnia podpowiadała różne scenariusze! :) Fajnie teraz macie :) W takim razie szczęście na nowej drodze życia Witusia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę taki był zamiar tego wpisu...zbudować napięcie i zakończyć happy endem :)

      Usuń
    2. I doskonale Ci się udało :)

      Usuń
  3. Ale cudowne wieści. Takie wzruszające. Widać na zdjęciach że Witek jest szczęśliwy - cieszę się razem z Wami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gwarantuję, że jest bardzo szczęśliwy, a ja razem z nim ;) pozdrawiamy!

      Usuń
  4. Tak ciepło mi się na sercu zrobiło czytając o Waszej miłości. Bardzo się cieszę, że jesteście razem i dla siebie. Miziaki dla Witusia i uściski dla Ciebie za tę decyzję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo za miłe słowa ;) Pozdrawiamy!

      Usuń
  5. wspaniałe wieści! Cudownie! Tak się cieszę, że wzięłaś Witusia do siebie i że jesteście oboje szczęśliwi :)
    ja zawsze uważałam, że koty przywiązują się do ludzi :)
    Buziaki dla Witka!

    A jak zareagowali Tosia i Dyziu na tą zmianę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie po Tosi i Dyziu nie widać, żeby byli smutni. Teraz kilka dni mieli Maćka, więc mieli dodatkowe towarzystwo. Poza tym Witek dosyć często ich odwiedza ;) co też opiszemy, bo bywa śmieszny ;)

      Usuń
    2. To super! Wspaniale, że wszystko się tak dobrze potoczyło :)
      Jeszcze raz ściskam Witulkę :*

      Usuń
  6. CUDOOOOOOWNIE :-)
    I jako kociara rozumiem i Ciebie i Witka.
    Kochane koteczek .... :-)
    Witusiowi duuużo zdrówka żtczę bo szczęście juz ma :-) :-) :-)
    Trzymajcie się cieplutko oboje :-)
    Ale się cieszę ......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo! Zdrówko też już wraca, więc wychodzimy na prostą ;) Pozdrawiamy serdecznie

      Usuń
  7. Ja też ostatnio się przekonałam (choć zawsze to wiedziałam) że kot przywiązuje się do człowieka.
    Życzę Wam obojgu wiele radości z bycia razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednym słowem koty są cudowne ;) Pozdrawiam

      Usuń
  8. Ależ się przestraszyłam na początku i tak smutno mi się zrobiło, a tu taki zwrot akcji i happy end! Miziaki dla Witka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) W życiu bym nie oddała Witusia ;)

      Usuń
  9. Piękny i słodki kotek!

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj Elu tak się wystraszyłam po tytule, że go oddałaś komuś a tu takie dobre wieści :-))) Najważniejsze że jest z Tobą ! Bardzo się wzruszyłam czytając Twój wpis ...
    Ja to wiem że kot przywiązuje się do człowieka , a nie do miejsca i każdy kociarz pewnie Ci to powie ;)
    Uściski dla Ciebie i Witusia <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy bym go nie oddała ;) Mity o kotach mają to do siebie, ze kociarze wiedzą jak jest naprawdę. Takie dowody raczej powinny być skierowane do całej reszty populacji ;)

      Usuń
  11. zmartwiłam się na początku, a właściwie w poprzednim poście, że z jakichś powodów witek zmienił dom na obcy.
    cieszę się, ze jesteście razem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zostało w rodzinie ;)

      Usuń
  12. W mity kocie wierzyć nie należy, bo każdy kot jest inny.
    Witkowi dobrze, Tobie dobrze i o to w życiu chodzi.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wzruszająca historia ,moje koty chociaż każdy inny to wiem od swoich domowników,że jak wychodzę z domu to również płaczą...
    Koty to bardzo mądre stworzenia i wiem że jak chcą to pokochają człowieka całym swoim serduchem.
    Dobrze, że Witek jest z Tobą w nowym domu,obdarowujecie się miłością nawzajem,pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Historia jest bardzo wzruszająca, naprawdę dobrze postąpiłaś. Właśnie nie było w Tobie egoizmu! Fajnie, że mama się zgodziła, przecież też się do Witka przyzwyczaiła i na pewno ciężko było jej go "oddać".
    Jestem przeszczęśliwa, że Witek się tak odmienił i niesamowicie poruszona jego miłością do Ciebie!
    To jest po prostu piękne :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Aaa! Znalazłam :)... Ale Wituś teraz jest szczęśliwy :). Niektóre koty nie lubią być z innymi kotami. Wolą ze swoim człowiekiem wyłącznie... :)

    OdpowiedzUsuń