piątek, 28 sierpnia 2015

przygoda z psem

Moi rodzice od jakiegoś czasu myślą ponownie o psie. Ale wiadomo, zawsze jest jakaś obawa. Największa to ta, żeby pies się dogadał z kotami. Z Zuzią było tak, że to ona była pierwsza w domu, doszły koty i nie było problemów. Jakoś poszło.....
 
Tęsknota za psem jest ogromna. Koty są fajne, ale moi rodzice chyba chcieliby znowu wychodzić na spacery. Pies to zupełnie inny obowiązek, którego im brakuje. Mama dodatkowo nie chciałaby szczeniaka, ale pieska "po przejściach", żeby dać mu na starość dom. A jakby był to pekińczyk..... byłoby cudownie ;)
 
Zuzia - kocia przyjaciółka...
 

 
Przeważnie podjąć decyzję jest ciężko. Lepiej jak nadarzy się okazja i sytuacja zmusi do szybkiej decyzji. Tak właśnie się stało....
 
Mój brat z dziewczyną znaleźli psa. Biegał po Zakopiance i pewnie samochód by go rozjechał, gdyby nie korek. Nie mogli zostawić psiaka na środku drogi, ale co zrobić.... W takiej sytuacji wykonali telefon do rodziców z pytaniem czy przygarną psa, chociażby tymczasowo. Zupełnie na końcu okazało się, że ów psiak to pekińczyk.....
 
Zadzwoniła do mnie mama z hasłem "będziemy mieć psa!". Wcale mnie to nie ucieszyło, bo od razu pomyślałam o Tosi i Dyziu. Potem usłyszałam całą historię i zmiękłam, bo faktycznie, nie było innego wyjścia z tej sytuacji... Poza tym moja mama już planowała, jak to będzie z pieskiem.... Myślała nad imieniem dla suni, bo okazało się, że to suczka. Szaleństwo!!!! ;)
 
 
 
Następnego dnia piesek przyjechał do rodziców. I jednocześnie.... znalazł się właściciel....
 
Sunia śliczna, spokojna i grzeczna. Co najważniejsze w ogóle nie reagowała na koty. O dziwo koty też spokojnie zareagowały na psa. Tosia już pierwszego dnia podeszła i powąchała przybysza. Dyziu się troszkę zestresował i wąchał psa dopiero drugiego dnia. Ogólnie luzik, widziałam na własne oczy!
 
Na następny dzień piesek wrócił do swojego domu. Z perspektywy psiaka to dobrze. Widać było po niej smutek i tęsknotę, więc pewnie bardzo się cieszyła z powrotu do swoich opiekunów. 
 
 
 
A u rodziców nadal trwa poruszenie pod tytułem 'pies'. Wcześniej czy później pewnie pojawi się jakaś psia sierota ;) Poza tym kto by pomyślał, że tyle pekińczyków jest w potrzebie......
 
Kochani P. i W! Jeżeli jakieś fakty w opowieści poprzekręcałam to wybaczcie ;) Mam nadzieję, że ogólny sens całej historii został zachowany. A jak jeszcze znajdziecie jakiegoś pekińczyka na drodze to zgarniajcie ;)
 



3 komentarze:

  1. super historia Elu :) fajnie, ze tak pomagacie zwierzętom, moze jeszcze mama znajdzie pieska dla siebie. ciekawe czy z innym tez koty sie beda dogadywac :) ale na szczescie zawsze Ty mozesz zabrac kotka jakiegos do siebie i moze wtedy Witek by sie nie nudzil :))

    OdpowiedzUsuń
  2. dobrze, że piesek znalazł swoich właścicieli, a Twoi rodzice z pewnością znajdą przyjaciela dla nich ;)

    OdpowiedzUsuń