sobota, 21 stycznia 2017

chore zwierzątko to taki smutny widok...

Nic tak nie martwi, jak choroba. Chore zwierzątko to taki smutny widok....

Niestety Ada ma nawrót choroby. Znowu problemy z dyskiem. Chociaż tym razem nie było od razu to takie oczywiste, ponieważ moja mama bardzo szybko zobaczyła, że coś jest nie tak.

5 stycznia postanowiłyśmy iść do lekarza. Adka była osowiała, smutna, mało jadła, niechętnie schylała się do miski, nie chciała chodzić i się trzęsła na spacerze. Nie byłyśmy pewne czy to choroba czy stres. Dzień wcześniej na spacerze usłyszała wystrzał petardy, a ona bardzo źle reaguje na takie hałasy. Jednak wizja długiego weekendu nas wystraszyła. Lepiej było psa skonsultować, zwłaszcza, że z opisu mamy wynikało, że Ada ma bardzo twardy brzuszek.

Pan doktor dał jej zastrzyk. Powiedział, że jeżeli to są początki problemów z kręgosłupem to powinien jej pomóc, jeżeli to coś innego(ten twardy brzuszek) to będziemy dalej szukać. Chociaż przychodnia w święto 6 stycznia była zamknięta, to Pan Doktor poprosił, żebyśmy przyjechały na konkretną godzinę. Zawsze tak robi z pacjentami, których ma w leczeniu.

Poprawa nie nastąpiła, było nawet troszkę gorzej. Pan Doktor zrobił USG, ale nic nie wyszło. Okazało się, że to jednak kręgosłup, dysk już powoli zaczął się przemieszczać. Ada dostała zastrzyki i znowu wizyta w kolejny dzień.

Kolejnego dnia, w sobotę, Ada dostała znowu zastrzyk i tabletki na tydzień. Mieliśmy się pojawić w niedzielę, jeżeli by zaczęła dostawać paraliżu łapek. Na szczęście nic takiego nie nastąpiło.

Przez tydzień nastąpiła poprawa. Ada dostała ostatnią tabletkę w piątek 13 stycznia. I na tym postanowiłyśmy zakończyć leczenie. Jednak w sobotę rano mama do mnie zadzwoniła, że jednak jedziemy do lekarza, bo Ada nie jest całkowicie zdrowa. Niby nastąpiła poprawa, ale pies i tak jest nieswój i przerwa w leczeniu może mieć duże znaczenie. Lepiej nie zostać na niedzielę bez lekarstwa i lekarza. Pan Doktor wydłużył leczenie o kolejny tydzień. Stwierdził, że sunia nadal jest mocno zblokowana. Przy okazji porozmawialiśmy z Panem Doktorem o przyszłości psiaka z taką chorobą i o ewentualnej operacji......

W niedzielę przyszłam do rodziców i psiunia mnie nawet nie przywitała. Mama załamana stwierdziła, że jest gorzej. Adka rano wstała zadowolona, od razu było widać, że czuje się dobrze. Wyszła na poranny spacer, gdzie ochoczo przywitała się z innym pieskiem i wyraźnie miała chętkę na dłuższy spacerek. Zrobiła kupkę i w tym momencie ochota minęła, a pies po powrocie zaniemógł. Widocznie pozycja, jaką psiak przyjmuje przy załatwianiu grubszej potrzeby, spowodowała jakiś ucisk i ból.


Adka leżała w kuchni. Bardzo mało jadła, nie chciała pić, co najbardziej nas martwiło. Na szczęście wpadłam na pomysł, żeby dolewać jej wody do mokrego jedzenia. Miała bardzo wysztywnione tylne nóżki. Obraz rozpaczy, który mnie ogromnie dobił..... 

Kiedy przyszłam do rodziców cztery dni później, pies tryskał zdrowiem i energią. Od progu witała mnie szaleńczo i tańczyła wokół moich stóp. Nie ten pies!!!! Wszelkie objawy choroby minęły, a sunia znowu jest radosna i zadziorna. Ale wiemy, że tylko na pewien czas....... 

Choroba wróci, wcześniej czy później, ale wróci.

Dlatego debatujemy, zastanawiamy się, konsultujemy i myślimy nad operacją.......
Jeżeli zapadną jakiekolwiek decyzje, będę Was informować.

A na koniec oczywiście kilka fotek małej, dzielnej pekinki, która jest radosnym wariatem, jakich mało ;)

 

10 komentarzy:

  1. Ojej, bidulka :( Oby choroba nie wracała, ale dobrze że Ada ma Was to w razie czego ją uratujecie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedny piesek :( Wracaj szybko do zdrowia! Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Będzie dobrze ! Nasze góralskie i śląskie nosy to mówią ! Kciuki trzymamy i zdrówka życzymy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż mi się łezki zakeciły na widok smutnej mordeczki :(
    Współczuję ...
    Oby ten dobry stan trwał jak najdłużej !

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękujemy WSZYSTKIM za dobre słowo. Na razie jest dobrze, oby jak najdłużej :) Pozdrawiam serdecznie!!!!

    OdpowiedzUsuń