niedziela, 19 lutego 2017

koci weekend pracujący

W zeszły weekend mi się upiekło, Pańcia nie zagoniła mnie do żadnej roboty. Teraz już tak miło nie było.....

Na początek musiałem zrobić zamówienie, żwirek i jedzenie dla jakiegoś psa. Żwirek to jeszcze rozumiem, ale żebym musiał dla jakiegoś paskudnego i obślinionego psa zamawiać, to już przesada!


Skąd wiem, ze pies śmierdzi i jest obśliniony? Kiedyś miałem okazję go poznać!!! Chyba nawet Wam tego nie opowiadałem! W drodze do weta, mieliśmy z Pańcią zgarnąć Dyzia. Pamiętacie tego wielkiego ciamajdę? No to właśnie on miał być moim wsparciem w niedoli. Ale żadne z niego wsparcie, bo koleś wymięka już w windzie, zaraz po wyjściu z domu!!! No dobra, ale ja chciałem o śmierdzącym psie opowiedzieć! No w każdym razie Pańcia chciała sprawdzić jak zareaguję na psa. Więc wniosła mnie w transporterze do mieszkania.... I co tu dużo mówić, pies miał szczęście, że byłem zamknięty, bo byłoby z nim marnie. Tak nafuczałem, tak się rzucałem, że tylko iskrzyło! No! A teraz dla tego śmierdziela jedzenie muszę zamawiać..... 

Najgorszy był piątkowy wieczór. Pańcia musiała sobie zrobić jakieś średniowieczne przebranie do pracy. Ani nie wiem co to średniowiecze, ani nie wiem co ta moja Matka w tej pracy robiła!!!! W każdym razie zostawiła to na ostatnią chwilę i nie dałaby rady beze mnie.... Więc pomagałem jak mogłem!


Zabawa była przednia, bo 5 metrów tasiemki zrobiło na mnie wrażenie!


To coś podobno jest na głowę, ja się nie znam... ;) 




Ja po tej robocie padłem. Wreszcie mogłem świętować Dzień Kota! Nawet dostałem kabanosika kociego!!!!! Nie jadłem kilka miesięcy!!! Taka ta moja Matka kochana, że odpuściła trochę mi z dietą! Oczywiście tylko trochę, bo oprócz kabanosika, nic a nic nie zwiększyła porcji chrupek.......


Po tym jak już wszystko było gotowe, mogłem wskoczyć do Pańci do łóżka i oglądaliśmy serial. To znaczy ona oglądała, a ja mruczałem i się tuliłem do niej. 


Sobota to było istne lenistwo! Zostaliśmy z Dużym sami i nie musiałem nic ;)


Za to w niedzielę Pańcia nie zerwała się bladym świtem z łóżka, więc mogłem ją trochę pougniatać, żeby nie zapomniała, jak wygląda kocia miłość ;)

2 komentarze:

  1. Świetna historia :) Pozdrawiamy tego oto rudaska :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy i również pozdrawiamy ;)

      Usuń