sobota, 14 września 2019

na tapczanie leży leń

Niestety ostatnio nie mam weny i ochoty do pisania. Ale zdjęć nowych kilka mam, więc dzisiaj taki post bardziej zdjęciowy niż pisany ;)


Ksenia gdziekolwiek się położy, tam prezentuje się pięknie i słodko. Niestety ciężko jej zrobić zdjęcie, bo zaraz zmienia pozę i przeważnie przybiega na mizianki.

Czasami ten leń leży na kanapie, koniecznie pod kocykiem, ale czasami zmienia miejsce na drapak. Widać różnicę? Bo poniższe zdjęcia są sprzed czterech miesięcy!!!!






Strasznie kochana ta nasza Ksenia. Wiem, że każdy opiekun tak powie o swoim kocie, ale serio, taki fajny ten kotek nam się trafił ;)

Życzymy Wam dobrego weekendu! Odpocznijcie na kanapie, albo bardziej aktywnie ;)

środa, 11 września 2019

solidarność

Wiem, jestem okropna ;) 


Ale kiedy mama dała mi ten kubraczek, dużo za duży na Ksenię, pomysł na zdjęcie powstał w oka mgnieniu... Oczywiście Witek sam z siebie taki solidarny by nie był ;)


Okazało się, że Witek, tak samo jak Ksenia, nie ma zamiaru poruszać się w kubraczku i na leżąco czekał na koniec tych przebieranek.


Nie martwcie się, Witek nie ucierpiał podczas tej sesji. No może odrobinę ucierpiało jego męskie ego, ale po kocim kabanosiku, wszystko zostało załagodzone ;)



Oj matka, matka! Taka dorosła, a takie pomysły chodzą po głowie! Dasz jeszcze jednego kabanosa i może ci wybaczę ;)


Kubraczki wyprane i głęboko schowane, oby już się nie przydały...


sobota, 7 września 2019

akcja sterylizacja

Jak już pisałam w poście podsumowującym miesiąc, w sierpniu Ksenia dostała swoją pierwszą rujkę. Dokładnie w trzynastym miesiącu życia. Czy to późno, czy wcześnie.... Będąc kotkiem wolnożyjącym, zapewne dostałaby dużo szybciej, więc można rzec, że to późno, jak na kocie możliwości.


Jak na nią patrzę, to i ten trzynasty miesiąc jest dla mnie za wcześnie, wszak to jeszcze kocie dziecko. Ale natura jest nieubłagana, najważniejsze jest przetrwanie gatunku, więc osobnik musi jak najszybciej wydać na świat potomstwo.


Na szczęście Ksenia jest kotem domowym i nie będzie ani rodzić, ani się męczyć kolejnymi rujami. Została poddana zabiegowi sterylizacji.


Na pewno wiele osób, uważa że jest to okaleczanie zwierzęcia. Jak patrzyłam na Kseniusię zaraz po zabiegu, wiedziałam, że się męczy po narkozie, pewnie ma jakieś zawroty głowy. Nie powiem, było mi jej żal. Ale wiem, że to dla jej dobra i zdrowia. I w sumie koniec tematu.


Dzięki temu będzie żyła w spokoju i mam nadzieję, że w zdrowiu. Mieszkałam z niewysterylizowaną kotką wiele lat i teraz wiem, że popełniliśmy błąd. Człowiek na błędach się uczy i grunt, żeby w porę wyciągał odpowiednie wnioski. Dlatego kiedy Ksenia dostała ruję, wiedziałam, że od razu zostanie poddana zabiegowi.


Na Instagramie otrzymałam wiele wiadomości, pytań, zarzutów, dlaczego tak późno, dlaczego kot nie jest jeszcze wysterylizowany i się męczy rują. Nie wchodzę w dyskusje, który lekarz ma rację. Są główne trzy teorie, co do odpowiedniego czasu na przeprowadzenie takiego zabiegu. Jedni uważają, że już trzymiesięczne kotki można sterylizować, inni mówią, że kot powinien mieć ukończone pół roku, a jeszcze inni, że kotka powinna przejść pierwszą rujkę, dojrzeć fizycznie i psychicznie, nabrać odpowiedniej masy ciała i dopiero zostać poddana zabiegowi. Nie mnie oceniać, która teoria jest najlepsza. Ja słucham mojego lekarza, jemu ufam i postępuję zgodnie z jego wytycznymi. 


Ksenia sam zabieg zniosła dobrze, chociaż wiadomo, że była zestresowana wizytami w lecznicy. Jednak okazało się, że to bardzo dzielny kotek, który nie przejawia agresji w stosunku do mnie czy personelu medycznego w gabinecie. Kiedy wróciłam z nią do domu, byłam w szoku jaka jest grzeczna. Doświadczyłam różnych zachowań kocich po narkozie i do dziś pamiętam, jak kompletnie "pijana" Pchełka namiętnie skakała po wszystkich najwyższych punktach w mieszkaniu, spadając z nich.... To była koszmarna noc z kotem szajbusem. W stosunku do tego, Ksenia okazała się aniołem. Przygotowałam się na całą noc czuwania przy kotku, ale nie było takiej potrzeby. Ksenia, głaskana przeze mnie, zasnęła o 23:00, po pierwszym delikatnym posiłku i spała aż do 3:00, kiedy to obudziły mnie dźwięki mamlania. Okazało się, że kicia walczy z plastrem od wenflona. Dostała kolejny mały posiłek i poszła spać. Spała w prowizorycznym łóżeczku zrobionym z transporterka, zaraz obok mnie. Wstałyśmy o 6:00 na kolejny posiłek. Do południa pojechałam z nią na zastrzyk przeciwbólowy i ściągnięcie wenflona. Myślałam, że po tym Ksenia zacznie normalnie się przemieszczać po domu, ale miała z tym problemy. Ubranko, które miała założone, aby chronić ranę przed drapaniem, strasznie ją paraliżowało i ograniczało ruchy. Kotka była przez to bardzo stacjonarna ;) 


A Witek? Chodził za Ksenią krok w krok. Początkowo trochę się jej bał, bo wywracała się na każdym kroku. Ale jak tylko leżała bez ruchu, podchodził, żeby ją powąchać. W nocy czuwał razem ze mną, przy okazji dostał dodatkowy posiłek w środku nocy ;) Ale także z małą pościł przed zabiegiem, więc ten dodatkowy posiłek raczej mu się należał ;) 


Mamy to wydarzenie już za sobą! Co nas bardzo cieszy. Jeżeli ktokolwiek z Was się jeszcze waha i zastanawia czy warto, to powiem krótko: ZRÓBCIE TO! Nie będę ukrywała, że początkowo może to być trudne emocjonalnie doświadczenie, ale czas szybko leci, a na kocie, zwłaszcza młodym, goi się błyskawicznie. Zdaję sobie sprawę, że Ksenia była wyjątkowo grzecznym pacjentem, ale mimo wszystko, warto zrobić to dla kota i dla siebie. Najtrudniejszy jest powrót po zabiegu, pierwsza noc i pierwszy dzień. Ja zarezerwowałam sobie urlop na ten dzień, aby na spokojnie zająć się kotkiem i poobserwować jej zachowanie. Na następny dzień po zabiegu trzeba pojawić się w lecznicy na zastrzyk i zdjęcie wenflona. Potem jeszcze dwie wizyty w celu podania antybiotyku (no chyba, że umiecie sami zrobić kotu zastrzyk ;)) i ostatnia wizyta na ściągnięcie szwów, w naszym przypadku równy tydzień po zabiegu. I to wszystko! Ksenia już bryka i nadrabia czas mniejszej aktywności po zabiegu. Cudownie widzieć ją znowu w ruchu i szczęśliwą.