środa, 3 czerwca 2020

koci dzień dziecka

Tak jak nie obchodzimy jakoś szczególnie Dnia Kota, tak samo nie obchodzimy Dnia Dziecka. Chociaż wiadomo, że koty czasami zachowują się jak dzieci ;) Nasze koty Dzień Kota, Dzień Dziecka i każde inne święto mają każdego dnia. Wiadomo.


Weekend kończący maj spędziliśmy głównie w domu. Pogoda w Małopolsce nie rozpieszczała, było i zimno i ostro padało. Plany jakiegokolwiek dalszego spaceru trzeba było odłożyć w czasie. Ale nigdy nie jestem tym faktem jakoś specjalnie załamana... Można było bezkarnie spędzić czas na kanapie i czytać, a w przypadku kotów spać. Witek z tej możliwości oczywiście skorzystał.


Ja czytałam ;) Skończyłam kolejną serię i czuję się lekko zmęczona... Muszę sięgnąć po coś, co nie ma kontynuacji, serio :D


Natomiast Ksenia, jak to ona, raz zabawa, raz drzemeczka.


Nadal hitem każdej zabawy jest piszcząca myszka. Trzeba chować na noc, bo można się zdziwić, jak nagle coś zaczyna piszczeć w środku nocy ;)


A zabawę można zrobić ze wszystkiego. Dosłownie ze wszystkiego.


Serio, koty to takie wieczne dzieci ;)


sobota, 30 maja 2020

podsumowanie maja

Czy jest ktoś kto nie lubi maja? Przecież to taki piękny miesiąc!... No może alergicy mają inne zdanie, ale oni pewnie nie lubią ogólnie miesięcy wiosennych. Ja maj kocham i nie tylko dlatego, że  w tym miesiącu obchodzę urodziny. Zwłaszcza, że w pewnym wieku urodziny trochę przestają nas cieszyć, bo kogo cieszy fakt, że się starzejemy.... Ale za to cieszy mnie wiosna, wszędobylska zieleń natury i inne kolory!

  
Majówka była inna niż zwykle dla naszego społeczeństwa. Pierwszy raz serwisy informacyjne nie bębniły o wielokilometrowych korkach na zakopiance :D Pogoda też swoje zrobiła. Nie ubolewałam nad tym faktem, bo nigdy nie ruszamy się nigdzie dalej na majówkę, ponieważ chyba bym dostała nerwicy, jakbym musiała łazić w tłumie ludzi. A tak, to totalny luzik w domu. Kotki smutne, bo nawet na balkon było trochę za zimno momentami... Za to ja odkryłam książki, dzięki którym przepadłam. W trzy dni weekendu pochłonęłam trzy z czterech tomów Jagodowej Miłości, czyli serii napisanej przez Natalię Sońską. Jeżeli jesteście zainteresowani, TUTAJ moja recenzja całej serii.... Ogólnie maj był dobrym miesiącem pod względem czytelniczym dla mnie.


Oprócz książek łatwych i przyjemnych sięgam także po książki o trudniejszej tematyce, lubię także biografie. W ostatnim czasie przeczytałam biografię znanego krakowskiego psychiatry, Antoniego Kępińskiego. Bardzo ciekawy człowiek, który wiele przeszedł w swoim życiu, między innymi doświadczył wojny i zamknięcia w obozie w Hiszpanii.


Pierwsza część książki to czasy młodości Kępińskiego i czasy wojny, kiedy to zamknięty w obozie pisał listy do rodziców, gdzie opowiadał, że ciężkie jest życie obozowe ze względu na przymus zamknięcia i brak swobody. Akurat czytałam tę część podczas świąt wielkanocnych, kiedy obostrzenia związane z epidemią były najsurowsze. Z łatwością odnajdywałam analogie do odczuć młodego Antoniego, który nie mógł swobodnie się przemieszczać i cieszyć urokami życia. Jednak nasza sytuacja była o niebo lepsza, bo byliśmy zamknięci w swoich domach, kiedy to młody psychiatra wiele lat spędził z dala od rodziny, swojego domu i rodzinnego miasta, a jedyną formą komunikacji były listy. My mamy telefony i Internet, jesteśmy z rodziną w stałym kontakcie. Druga część książki to już skupienie uwagi na życiu zawodowym Antoniego, jego podejściu do pracy, obowiązków i pacjentów. Bardzo ciekawa lektura.


Teraz mam ochotę na jakiś reportaż.... ;)

Ksenia to mała amatorka kwiatów. Musi w nie wsadzać swojego nochalka. A ja nie mogę chwilowo bez nich żyć ;) Uwielbiam na nie patrzeć i je fotografować. Natura to ma fantazję w wymyślaniu tych różnych, kolorowych cudaków.



Tak sobie myślę, że całe szczęście, że lubię spędzać czas w domu, bo chyba już bym dawno popadła w jakiś obłęd. Chociaż w maju było już trochę bardziej normalnie i więcej wyjść, spacerów, załatwiania, to nadal, jak nie muszę, to nie wychodzę. Są książki, są kotki, jest aparat.... Można siedzieć ;) Dzięki temu na blogu pojawiło się więcej wpisów, niż do tej pory. Miałam czas na robienie zdjęć, na pisanie. To iście terapeutyczne zajęcie!


Ostatnio powróciłam także do szydełka i ręcznie robionej biżuterii z koralików. Okazało się, że mam spory zapas zarówno koralików, jak i muliny, więc postanowiłam trochę podziałać. Oczywiście jak już wpadłam w rytm, to nie mogłam się zatrzymać. Zrobiłam naszyjnik dla siebie, bransoletkę dla mamy, a reszta pewnie trafi na bazarki charytatywne.



Pod koniec miesiąca kupiłam kotkom nowy drapak. Stary już mocno denerwował mnie swoim wyglądem, więc trafił na balkon. A nowy oczywiście Wam tutaj pokażemy niedługo ;)




 Jedno co się nie zmieniło u nas, to fakt, że Witek nadal najwięcej czasu poświęca na spanie ;)



Ksenia natomiast mogłaby zamieszkać na balkonie. Maj nie rozpieszczał nas temperaturami, więc jak było zimno, niestety balkon pozostawał zamknięty. Na szczęście bywały i takie dni, kiedy kotki mogły siedzieć i obserwować ptaszki, a ja mogłam poczytać na balkonie.


Dla fanek Dynia, oto i on ;) No nie ma drugiego takiego! Powiem Wam, że ostatnio kocurro był u pani, która zajmuje się pielęgnacją psów i kotów, ponieważ Dyziu nie ściera sobie pazurków i jeden mu wrasta, jak się go nie przypilnuje. Zamiast do weterynarza, rodzice zabierają go do salonu piękności :D Jednak w związku z epidemią, aktualnie opiekun nie może przebywać wraz ze zwierzakiem podczas zabiegów pielęgnacyjnych, futrzak zostaje zabrany do gabinetu, a potem oddany. Dyziu był bardzo dzielny i teraz może pochwalić się pięknymi i zadbanymi szponami.


 Nie ma to jak pospacerować pustymi ulicami miasta.


22 maja obchodzimy Dzień Praw Zwierząt. Niestety w Polsce w tym temacie jest jeszcze wiele do zrobienia. Niestety na razie nie widać, aby miało się coś w tej kwestii zmieniać na lepsze.... A zdjęcie tego pieska poniżej zostało zrobione właśnie 22 maja, było to dla mnie bardzo symboliczne wydarzenie i spotkanie.


Niestety nie wszystkie zwierzaki miały tyle szczęścia, aby trafić do kochających domów i rodzin. Jak patrzę na moje koty, myślę sobie, że chciałabym aby wszystkie zwierzęta na świecie miały dobre życie, bez cierpienia, zwłaszcza tego zadawanego przez człowieka. Nie jest możliwe, aby nagle wszyscy ludzie pokochali zwierzęta, ale gdyby byli chociażby obojętni, myślę, że już byłoby lepiej na świecie. W tym miejscu wystarczy popatrzeć na wypowiedzi Ministra Rolnictwa na temat maltretowania zwierząt i obrońców praw zwierząt, aby przekonać się, że nie idziemy w dobrym kierunku, cofamy się wielkimi krokami.... Strasznie to przykre.


Moje wsparcie w prowadzeniu bloga. Można powiedzieć, że podział obowiązków sprawiedliwy ;) Jak patrzę na te łapeczki kochane, te białe skarpetusie, to od razu robi mi się przyjemniej, milej i weselej. Kocham strasznie ;)



Coś mało rudzielca w tym wpisie ;) Ogólnie zdjęć z maja mam jeszcze sporo, więc pewnie jeszcze w czerwcowych wpisach posłużą, zwłaszcza, że ostatnio czasu już zdecydowanie mniej na fotografowanie kociastych ;)



A na koniec piękny bez, a w tle Dom "Pod Globusem".


środa, 27 maja 2020

czytanie z kotem (23)

Dzisiaj przychodzę do Was z lekturami, które towarzyszyły mi podczas majówki. Zaczęło się niewinnie. Autorkę Natalię Sońską kojarzyłam z lektury bożonarodzeniowej, ale nic wcześniej innego nie czytałam i w najbliższej przyszłości nie miałam tego w planie, bo stos książek do przeczytania i bez tego jest spory. Jednak Woblink na czas majówki zrobił akcję darmowych ebooków i wśród nich była książka Natalii. Postanowiłam wykorzystać okazję i poznać autorkę. Dostępna była książka "Cała przyjemność po mojej stronie" z serii Jagodowa Miłość.


Jagoda jest bohaterką, którą od razu polubiłam, a to bardzo pomaga w czytaniu. Książka w ogóle jest tak napisana, że wciągnęło mnie niemal od razu. Ostatnio nie miałam szczęścia do lektur rozrywkowych, jak nazywam taką nieskomplikowaną literaturę, czytaną dla czystej przyjemności i relaksu. Jeżeli po coś sięgam dla przyjemności, a to mnie nie wciąga i zmuszam się do wytrwania do końca, to dla mnie nie spełnia kryteriów literatury czytanej dla rozrywki. Ta książka od razu spełniała wszystkie postawione jej wymagania ;) Wciągnęłam w jeden dzień, a książka skończyła się w taki sposób, że nie miałam wyjścia...musiałam sięgnąć po kolejną część, czyli "Co jeszcze mogę dla ciebie zrobić?


Jagodę poznajemy, kiedy jest w trakcie rozwodu. Niby zgrany i oklepany temat, jednak tutaj nie jest wątkiem głównym i męczącym, jak to czasami bywa. Jagoda spokojnie pracuje sobie w cukierni, mieszka w swoim mieszkanku i próbuje się rozwieść. Oczywiście, jak to bywa w literaturze kobiecej, na horyzoncie pojawia się mężczyzna ;) I to taki wiadomo, tajemniczy i skrywający swoją przeszłość. Ale jest to wątek bardzo przyjemny, nie kiczowaty... No dla mnie, książki bardzo przyjemne w ogólnym odbiorze. Nic nie jest przesadzone, bohaterowie nie są zbudowani na skrajnych modelach osobowości, są tacy bardzo normalni i realni.  Chyba dlatego czyta się te pozycje tak lekko, gładko i przyjemnie. Nic nie jest cukierkowe, nic w sposób cudowny się nie wyjaśnia, a każdy z bohaterów ma jakieś dobre strony, ale i wady. Główny męski bohater nie jest rycerzem na białym koniu, chociaż jest przystojny i kulturalny, ma swoje za uszami i postępuje tak, jak uważa, a nie jak wyidealizowany bohater romantyczny. Tutaj duży plus dla autorki za ten realizm w lekturze, jakby nie patrzeć o lekkim zabarwieniu romantyczno-bajkowym, bo taka rola lekkich lektur kobiecych ;) Druga część znowu kończy się tak, że.....musiałam na jednym wdechu sięgnąć po kolejną. Wszystkie czytałam w wersji ebooków, co jest o tyle wygodne, że w minutę masz dostęp do książki, jednak moje oczy były baaardzo zmęczone po majówce spędzonej z tabletem w ręku.... 


Trzecia część nosi tytuł "Zacznijmy jeszcze raz". Nie chcę tutaj za wiele zdradzać, gdyby ktoś się zdecydował na czytanie. W każdym razie bohaterowie przez swoją dumę czasami się rozmijają, jak czapla i żuraw, krążą wokół siebie i zejść się nie mogą. Jagoda ma problemy z rozwodem, a Tomasz, jej ukochany, nie do końca rozumie jej zachowania i decyzje. Na tym tle powstają konflikty.... No i zdradzę, że pojawia się drugi mężczyzna, który chętnie Jagodzie pomoże. Oprócz tego Jagoda ma problemy w cukierni, znika jej właściciel, a ona próbuje ogarnąć sytuację, aby cukiernia przetrwała. Gładko przeszłam do kolejnej, czwartej części o tytule "Zawsze możesz na mnie liczyć". Już dawno nie przeczytałam tylu książek w tak krótkim czasie ;)


Szczerze mówiąc, bardzo liczyłam na to, że to będzie już ostatnia część. Jednak koniec wskazuje na kontynuację, a sama Autorka zdradziła ostatnio na Instagramie, że kolejna część jeszcze w tym roku. Czekam, ale z drugiej strony uważam, że to tak jak z dobrym serialem, trzeba wiedzieć kiedy skończyć, żeby z czegoś dobrego nie uczynić taniego i tandetnego tasiemca. Im dłuższa historia, tym większa szansa oderwać się od rzeczywistości.... No zobaczymy już wkrótce co tam czeka naszych bohaterów ;) Jak ktoś lubi takie lektury, to polecam. Wciąga i można się zrelaksować, oderwać od codzienności, czasami uśmiechnąć.... Jak dla mnie bardzo przyjemna w odbiorze historia. Z takimi lekturami nie żal było siedzieć w domu podczas majówki. Teraz też czytam serię, na razie zapowiada się średnio, ale daję jej jeszcze szansę ;) Z bardziej ambitnymi lekturami też niedługo tutaj przyjdę.

Dobrego dnia!