środa, 20 marca 2019

wiosna

Podobno dzisiaj jest pierwszy dzień wiosny. Tej astronomicznej. Jutro zaczyna się ta kalendarzowa....czy jakoś tak?  Wreszcie się doczekaliśmy!


Matka w tych okolicznościach zrobiła wiosenny wystrój wnętrza i  przy okazji mnie wystroiła wiosennie. Mam na sobie ubranko, które testowaliśmy, a jego recenzję możecie zobaczyć TUTAJ. 
Recenzja jest zdaniem subiektywnym Matki. Chętnie się podzielę z Wami moją opinią. Nie lubię być ubierany!!! Nafuczałem na Matkę okrutnie, ale dostałem kociego kabanoska i trochę mi ten foch minął. No wiecie... nic za darmo. Zwłaszcza jak trzeba z siebie robić pajaca...


Matka cyknęła kilka (...naście... no ona nie ma umiaru) fotek i mnie rozebrała. Może i ładne to ubranko, ja się nie znam. Ale go nie lubię i tyle. Mam nadzieję, że matka się tymi zdjęciami nasyci i już mnie nie będzie ubierała. 

Serio kobieto, nie rozumiem z czego się tak cieszysz...

Mam nadzieję, że nie będę chorował zimą i mnie w tym wdzianku nie wezmą do weta, bo moja kocia duma tego nie przetrwa. Już wystarczy, że Dyziek paradował po lecznicy w różowym, niemowlęcym body, a asystentki się tym faktem zachwycały. Nie potrzebuję, żeby na widok mnie w kwiatach posikały się z wrażenia....  

niedziela, 17 marca 2019

czytanie z kotem (14)

Dzisiaj książka nie w moim stylu, ale w sumie nie zaszkodzi od czasu do czasu przeczytać coś innego. Tym razem thriller...


Książkę kupiłam pod wpływem jakiejś rozmowy w telewizji śniadaniowej. Jeżeli dobrze pamiętam, oglądałam wywiad z autorką. Fabuła wydała mi się na tyle ciekawa, że postanowiłam przeczytać. A mowa o książce "Księgobójca" autorstwa Mai Wolny. 


Informacja z okładki:
"Deszczowy Amsterdam, mała księgarnia przy jednym z kanałów. Jej właściciel, Polak, Wiktor Krzesim, obserwuje miasto przez sklepową witrynę. Dni upływają mu monotonnie, aż do momentu, w którym do kamienicy na przeciwko wprowadza się grupa przyjaciół. Jedną z lokatorek okazuje się dawna, skrywana miłość Wiktora, Marianna. Wiktor zna nie tylko jej rodzinną historię, ale również inną wielką tajemnicę.

W tym samym czasie inspektor Eva Paelinck prowadzi śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci znanego w mieście restauratora mebli. Kiedy policjantce wydaje się, że złapała sprawcę, niespodziewanie ginie kolejna ofiara. Wszystko wskazuje na tego samego zabójcę. Okazuje się, że księgarz, który przez całe dnie obserwuje okolicę, wie więcej niż policja. Szyba księgarni, tak jak lustro weneckie, zaciera ślad między tym, kto jest podejrzanym, a kto ofiarą. Jednak jeśli czytelnik będzie wystarczająco uważny, odkryje zaszyfrowany w powieści klucz, który ujawnia imię sprawcy".


Klimat deszczowego Amsterdamu i starej księgarni ze zdziwaczałym właścicielem od razu mi się spodobał i odpowiednio nastroił mnie do lektury. Jednak bardzo szybko akcja zaczęła się wlec ślimaczym tempem. Opisy dni w księgarni, przemyśleń i wspomnień księgarza momentami są strasznie nudne i nic nie wnoszą do akcji, przynajmniej dla mnie. Rozdziały dotyczące drugiej bohaterki, Marianny, często cofają się do jej lat młodości opisując wydarzenia, które dopiero pod koniec książki nabierają dla czytelnika sensu. Są również rozdziały dotyczące Evy, policjantki, która na swoją rękę prowadzi śledztwo. I jak dla mnie, te fragmenty, są najciekawsze. 


Ogólnie książka nie jest zła, ciekawy pomysł, interesujące wątki i niepowtarzalny klimat. Jednak akcja ciągnie się ślimaczym tempem. Może to celowo.... przypuszczam, że na pewno celowo, jednak mnie to bardzo męczyło. Wydaje się, jakby morderstwo i znalezienie sprawcy, nie było najważniejszym elementem fabuły. Jest ono obok innych spraw bohaterów, którzy zmagają się ze swoimi problemami. Jednak nie tego oczekiwałam od tej książki i może dlatego nie umiem docenić jej walorów. Sięgam po kryminały i thrillery bardzo rzadko, ale jak już to robię, spodziewam się napięcia, niespodziewanych zwrotów akcji, a w tej książce zdecydowanie tego brakło. Tutaj autorka skupia się na relacjach między bohaterami oraz na skomplikowanych uczuciach, emocjach, przemyśleniach. To bardziej książka psychologiczna niż thriller. I tak na nią trzeba patrzeć. Osoby poszukujące wartkiej akcji będą rozczarowane.


Ciekawa jestem, czy ktoś z Was czytał tę książkę? Jeżeli tak, podzielcie się swoimi wrażeniami ;)

sobota, 9 marca 2019

obalamy mity o kotach cz.2 - koty to złośliwe bestie

Kto się nie spotkał ze stwierdzeniem, że koty to złośliwe stworzenia? To chyba najpopularniejsza bzdura rozpowszechniana przez ludzi, którzy kompletnie nie znają kotów...


Skąd się bierze to krzywdzące stwierdzenie? Chyba stąd, że słyszymy, jak to kot komuś nasikał do butów (niejednokrotnie miałam nasikane do butów ;)), zrobił kupę na łóżku czy podrapał coś lub kogoś. I na pewno zrobił to z czystej złośliwości, mściwości, zazdrości czy nienawiści. A wszystkie te stany emocjonalne to czysto ludzkie uczucia, których koty nie odczuwają...


Nawet najcudowniejszy, najmądrzejszy, ten nasz kot, którego kochamy najbardziej na świecie, jest zwierzęciem, po prostu jest KOTEM. Nie odczuwa skomplikowanych uczuć i emocji, tych typowo ludzkich. Ale na pewno odczuwa mniej skomplikowane emocje takie jak radość czy smutek, miłość, tęsknotę i ból. Na podstawie tych uczuć przejawiają zachowanie, które my ludzie interpretujemy i nadajemy mu sens, którym koty się nie kierują w swoim toku myślenia.


Jeżeli kot nasikał poza kuwetą, to najprawdopodobniej ma problemy zdrowotne, kuweta jest brudna i śmierdząca lub nie odpowiada mu żwirek. Jeżeli drapie nam meble, to nie dlatego, że chce zrobić nam na złość, ale dlatego że taką ma naturę, a jego potrzeby nie są odpowiednio zaspokajane. Pamiętajmy o tym, zanim ukarzemy kota za jego zachowanie, sprawdźmy dlaczego tak, a nie inaczej się zachował.



Myślę, że temat jest bardziej rozbudowany i skomplikowany i nie da się go wyczerpać w tak krótkim wpisie. Ale specjalnie nie rozbudowałam tematu, ponieważ mam kilka książek o kocim zachowaniu, które na pewno rozwiążą wiele kwestii i wątpliwości ;) Na pewno z wnioskami podzielę się z Wami tutaj. A tymczasem życzę wszystkim udanego i słonecznego weekendu!

środa, 6 marca 2019

koci....trądzik

Brzmi niewiarygodnie, ale potwierdzam. Istnieje! Oczywiście przerabiamy to z Dyziem. Z tym kotem przejdziemy przez wszystkie niewiarygodne kocie choroby.... Dyziu miewa takie dziwne czarne kropki na brodzie. Sprawiają wrażenie, jakby się łuszczyły. Nie przywiązywaliśmy do nich uwagi, aż do czasu, kiedy Dyziu miał całą brodę czarną, jakby się uderzył i miał krwiaka. Coś takiego wydarzyło się u niego już dwa razy. O ile za pierwszym razem byliśmy pewni, że "kaciała" spadł z drapaka, o tyle za drugim razem troszkę nas to zaniepokoiło. Przy okazji szczepienia, na które wybraliśmy się tydzień temu, pokazaliśmy brodę Dyzia lekarzowi. I właśnie On stwierdził, że to koci trądzik. Dał maść, do stosowania na wysypkę....


Koci trądzik u Dyzia ma związek z pracą jego gruczołów łojowych, ale także ma na niego wpływ higiena wokół pyszczka. Jest to miejsce, gdzie pozostają resztki jedzenia, co sprzyja rozwijaniu się trądziku. Występowaniu tego schorzenia całkowicie zapobiec się nie da. Jednak możemy zadbać o czystość kociej miski, co pozwoli na ograniczenie ilości występujących bakterii wokół kota. Plastikowe miski najlepiej zastąpić metalowymi, ceramicznymi lub szklanymi. Na plastiku, w toku użytkowania, powstają zarysowania, w których bakterie świetnie się czują. Miski powinny być zawsze czyste i umyte po każdym posiłku, także miska na wodę powinna być myta. Jeżeli kot niezbyt dobrze radzi sobie z higieną pyszczka i zauważamy, że ma tę okolicę ciągle niedomytą, pomóżmy mu. Wystarczy wacik oraz sól fizjologiczna i gotowe ;) 

Jesteśmy bogatsi o kolejne kocie doświadczenie! A swoją drogą, nasza Ksenia średnio radzi sobie z higieną pyszczka. Nie wiem czy wynika to z jej wieku, czy z jej temperamentu (ma ważniejsze sprawy od umycia gęby!). W każdym razie często pomagam jej w domyciu nosa albo oczu ;) Ostatnio nasza księżniczka wreszcie zakumała, po co leży na oknie koci materacyk. Przez wiele tygodni siedziała obok niego, aż wreszcie zrozumiała, że to pod jej szanowną dupkę...


niedziela, 3 marca 2019

kocia sobota

Powiem Wam, że po kilku miesiącach mieszkania z tym burym szczochem zauważam jedną, dużą zaletę. W soboty wypoczywam! Zawsze byłem kotkiem zapracowanym, bo wiadomo, że Matka z wszystkim sama sobie nie poradzi. Od kiedy jest u nas ten wypłosz, wszystko robi za mnie :D Urzęduje w kuchni, gdzie bardzo intensywnie się angażuje :D


Matka opanowała do perfekcji jeden przepis i co weekend piecze chlebek bananowy. A mała jej pomaga, nie wiem czy akurat to Matce pasuje, ale co tam. Jakoś sobie radzi i jak do tej pory szczocha jeszcze nie upiekła w piekarniku :D


W piciu herbaty Matce też pomaga :D


Ale żeby nie było, że tylko śpię... I żeby nie było, że w moim własnym wpisie nie pojawię się ani raz, to Wam powiem, że wstawałem na posiłki. Ile można w końcu odpoczywać? ;) Mała szybko załapała na czym polega żebractwo i teraz terroryzujemy człowieków razem. Z tym, że Mała jeszcze ma piskliwy głos i żebractwo w jej wykonaniu brzmi jeszcze mało dostojnie. Nie to, co moje ;)


 Wieczorem trochę z Małą poświrowaliśmy. Swoją drogą, ciekawe skąd ona ma tyle energii???


Ten głąbek bywa irytujący. Jak się uweźmie na mnie i mój ogon, to czasami muszę się solidnie wkurzyć i przywołać to do porządku. Myślicie, że ona się cokolwiek tym przejmuje? Strasznie bezstresowo wychowywane są te współczesne dzieci.... Niczego i nikogo się nie boją...


Ta mała jedynie trochę cyka się odkurzacza, ale wiadomo, odkurzacz jest straszny. Z tym nie będę dyskutował nawet ja ;)


A matka dzisiaj zrobiła ze mnie poduszkę, bo chciała przygotować kolorową sesję zdjęciową. Pewnie jesteście ciekawi jak wyglądam w roli poduszki.... No cóż, musicie zaczekać jeszcze chwilę, ale zdradzę Wam, że wyglądałem zajefajnie! ;)

czwartek, 28 lutego 2019

podsumowanie lutego

Dnia przybyło, więc idzie ku lepszemu.... ;) I słońce częściej się pojawia!


Kiedy tylko pojawiło się słońce w połowie miesiąca, zarówno ludzie, jak i koty zaczęli ładować słoneczne baterie ;)


Ksenia mnóstwo czasu spędza na oknie, nie ważne czy jest słońce czy go nie ma.


Czy Wasze koty dostały jakieś upominki z okazji Dnia Kota? Moje koty często dostają prezenciki bez okazji. No ale w ich święto nie mogło zabraknąć chociażby symbolicznego podarunku. Każde z nich dostało myszkę. Obie zagarnęła Ksenia, bo Witek pogardził 😼


Piłeczkę też powitała radośnie. Ona uwielbia nowe zabawki i autentycznie się z nich cieszy!


Bo w Dzień Kota wolno więcej....





Dzień Kota i Walentynki występują w kalendarzu blisko siebie, więc można je połączyć. Z tej okazji kotki dostały zestaw próbny Zoolove. Pomyślałam, że fajnie wpisuje się w walentynkowy klimat ;) Sami widzicie, czy chcę czy nie, trochę się poddaję tym komercyjnym świętom :D Haha 😁



Muszę przyznać, że skład jest wzorowy i to głównie przekonało mnie do zakupu. Nie zamierzam eksperymentować z jakimś dziadostwem na kotach. Te czasy mam już za sobą.

Jest to karma uzupełniająca. W opakowaniu mamy trzy puszki po 70g, dwie z kurczakiem, jedna z tuńczykiem. Cena jest dosyć przystępna, biorąc pod uwagę jakość jedzenia. Skład puszki z kurczakiem: filet z kurczaka 75%, bulion 24%, ryż 1%. Skład puszki z tuńczykiem: tuńczyk 75%, bulion 24%, ryż 1%.



Kolacja prawie przy świecach ;)



Kolorystyka etykiet wpisuje się w moją ulubioną ;) To taki mały szczegół, nieistotny jeśli chodzi o jakość produktu, ale ważny dla estetki :)



Podobna kolorystyka miseczek zupełnie przypadkowa (hahaha) 😄



No i chwila niepewności, czy kotkom będzie smakowało. Z nowościami nigdy nic nie wiadomo.



Zjedzone w mig! O tym, że smakowało niech świadczą wylizane miseczki 👍



 Sama sobie pij kawę, ja tam wolę chrupy!


Ta mała wlezie dosłownie wszędzie...


Uwielbiam te wieczory, kiedy siedzę i przygotowuję wpisy na bloga, obrabiam zdjęcia... To taki czas tylko mój ;) Już kilka marcowych wpisów jest w przygotowaniu! 💪


poniedziałek, 25 lutego 2019

czytanie z kotem (13)

Przepadłam. Tak krótko mogę podsumować książki Jojo Moyes, które dotychczas przeczytałam. A drugie tyle stoi na półce i czeka ;)

Zaczęłam od książki "Ostatni list od kochanka". Wiem, że tytuł może zniechęcać, ponieważ brzmi jak tanie romansidło... Nie da się ukryć, że książki tej autorki to typowa kobieca literatura, ale napisana w fajny i interesujący sposób. Tutaj mamy do czynienia z ciekawym zabiegiem, a mianowicie śledzimy losy bohaterki współczesnej oraz losy innej bohaterki sprzed lat. Nasza bohaterka współczesna trafia na listy kochanków i chce dotrzeć do tej historii i jej bohaterów. My jako czytelnicy, poznajemy historię miłości tych ludzi. Ale czy pozna ją współczesna dziewczyna? Tego oczywiście Wam nie zdradzę, bo może akurat ktoś jeszcze nie czytał, a ma taki zamiar ;) W każdym razie polecam. Książka dosyć gruba, napisana drobną czcionką, czyli to co tygrysy lubią najbardziej :D 526 stron przyjemności! 


Początek książki może wydawać się męczący i skomplikowany, ale to tylko dlatego, że przeskakujemy w akcji, między rozdziałami o kilkadziesiąt lat. Kiedy już poznamy główne bohaterki, czytanie jest łatwiejsze i tworzy logiczną całość. Zakończenie jest dosyć zaskakujące. Jak lubicie tego typu literaturę, to polecam ;)

Do książki obowiązkowo kot i jakieś fajne ciacho ;)

Później przeszłam do innych książek Jojo Moyes, ale o nich napiszę innym razem. Niemal jednym  tchem przeczytałam dwie części, opisujące losy tej samej bohaterki, ale akurat dzisiaj dowiedziałam się, że jest jeszcze trzecia część, więc kompleksowo podsumuję je przy kolejnej okazji ;) A swoją drogą książka czeka na mnie grzecznie na półce, a ja nie wiedziałam, że jest kontynuacją moich ulubionych, jak do tej pory, książek Moyes ;) Brawo ja!

A ostatnio przeczytałam najnowszą powieść autorki pod tytułem "Srebrna Zatoka". Akcja iście wakacyjna, ale jakoś nie mogłam wytrzymać do urlopu ;)  Główna bohaterka ma za sobą trudne doświadczenia i dochodzi do siebie w malowniczych okolicznościach przyrody dzikiej części australijskiego wybrzeża. Ponadto mamy walkę z korporacją budującą w tytułowej zatoce nowoczesny hotel, który jest zagrożeniem dla przyrody i humbaków, które pojawiają się w zatoce. No i mamy przedstawiciela tej korporacji, który.... Nie, nie, tego Wam nie zdradzę ;) Przeczytacie, to się dowiecie ;)


W książce znowu mamy ciekawy zabieg, a mianowicie, autorka przedstawia nam sposoby myślenia i perspektywy różnych bohaterów. Początkowo ciężko się zorientować kto jest kim, ale już po kilku rozdziałach można powoli poznawać poszczególne postacie.


Czy ktoś z Was czytał? Jakie są Wasze wrażenie? A może czujecie się zachęceni do przeczytania? Dajcie znać ;) A poniżej kulisy sesji z kotem....kiedy chcesz, żeby kot ładnie pozował z książką, ale kot ma inne plany ;)


sobota, 23 lutego 2019

kocio-kocie relacje (5)

Wpis z tej serii miał być jeden. A powoli stała się to systematyczna seria. No ale czasami są takie zdjęcia, jak te poniżej, które tak bardzo wpisują się w ten temat ;) Bo co tu dużo pisać, opowiadać, jak wszystko widać na zdjęciach. 


Mała nie odpuszcza i często zaczepia Witka do wspólnej zabawy. Witek nie zawsze ma ochotę na przepychanki, ale czasami skusi się na małe kotłowanko na dywanie.


Hej! Mała! Ale śmierdzi ci noga!!!!!!


Daj, to ci umyję tego śmierdziela!


Fuj! No jak można tak śmierdzieć?


Ale w sumie popatrzcie na nią! To nie jest normalne stworzenie, więc czego się spodziewać po takim świrze?